Monika błagała policję o ochronę. Miesiąc później były partner zadźgał ją na oczach matki!

2026-11-02 14:37

Wielka miłość zamieniła się w koszmar, gdy Monika G. (21 l.) odeszła od swojego partnera. Porzucony kochanek zadźgał bezbronną kobietę na oczach jej matki. Mimo że sprawca po zbrodni sam odebrał sobie życie, sprawa i tak znalazła swój finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiedli policjanci, bo kobieta przed śmiercią prosiła o pomoc, ale mundurowi nie zareagowali…

Przytulona para z szalikiem Lecha Poznań na stadionie. O tragedii Moniki G. przeczytasz na SE.
Autor: Reprodukcja Przemysław Szyszka

Sławomir B. (34 l.) robił Monice awantury, śledził każdy krok, posądzał o zdrady. Był agresywny i wulgarny. W końcu młoda kobieta nie wytrzymała i powiedziała dość. Bała się, że mężczyzna zrobi jej krzywdę, bo miał już na sumieniu wyrok za pobicie byłej żony. Niestety, damski bokser na wieść o odejściu partnerki wpadł w szał. Gdy usiłowała zabrać swoje rzeczy z ich mieszkania, rzucił ją na fotel, szarpał, wyzywał od najgorszych.

9 lutego 2016 roku kobieta napisała w internecie: "Od dzisiaj jesteś tylko najgorszym koszmarem minionych miesięcy. Żegnam smutki, żegnam żale, czuję się wręcz doskonale”.

Nadzieja Moniki na spokojne życie nigdy się jednak nie spełniła, bo potem wszystko potoczyło się jak w koszmarze. Sławomir B. nie zamierzał uszanować zdania Moniki. Najpierw groził jej i knuł plan zemsty, aż w końcu po miesiącu od rozstania, w Żernikach pod Poznaniem, gdy Monika razem ze swoją matką wyszła z drukarni, w której pracowała, rzucił się na byłą partnerkę z nożem i zadał jej kilkanaście ciosów. Chwilę później Monika skonała na oczach matki.

Mężczyzna został odnaleziony po obławie. Nie żył, popełnił samobójstwo. Po tragedii okazało się, że kobieta przez długi czas szukała pomocy na policji. Wielokrotnie zwracała się do funkcjonariuszy, opowiadała, przez co przechodzi. Nie owijała w bawełnę, nie chroniła sprawcy…

Zgłaszała funkcjonariuszom, że mężczyzna znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Apelowała o ochronę. Wszystko na darmo! Niestety, Monika G. pomocy nie otrzymała. 

Drobiazgowe śledztwo doprowadziło policjantów, którzy zajmowali się sprawą Moniki G., przed sąd. Zarzuty przekroczenia uprawnień oraz poświadczenia nieprawdy w dokumentacji usłyszeli Krzysztof W. oraz Piotr R. Krzysztof W. prowadził, natomiast Piotr R. nadzorował dochodzenie, które dotyczyło gróźb karalnych oraz naruszenia nietykalności cielesnej Moniki G.

Osobne zarzuty usłyszała też policjantka Marzena L., zajmująca się postępowaniem dotyczącym psychicznego oraz fizycznego znęcania się nad 21-latką. Prokuratura oskarżyła ją o niedopełnienie obowiązków służbowych poprzez nieprzekazanie komendantowi wojewódzkiemu dwóch wniosków Moniki G. o przyznanie ochrony.

Identyczny zarzut postawiono zastępcy naczelnika wydziału kryminalnego Pawłowi I., który nadzorował pracę Marzeny L. Latem 2024 roku przed Sądem Rejonowym Poznań - Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu zapadł wyrok. Choć rodzina ofiary i prokuratorzy nie dowierzali, policjanci zostali uniewinnieni. Właśnie Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił ten wyrok i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Sąd odwoławczy stwierdził, że chociaż sąd pierwszej instancji bezbłędnie zgromadził i ocenił materiał dowodowy, to na jego podstawie wyciągnął nieprawidłowe wnioski odnośnie do winy oskarżonych. Dokumenty wysyłane przez Monikę G. do prokuratury były faktycznymi wnioskami o zapewnienie jej bezpieczeństwa. Sędzia nazwała też „porażką wymiaru sprawiedliwości”, że postępowanie trwało aż dziesięć lat.

Sąd odwoławczy nie może skazać oskarżonego, który został uniewinniony w pierwszej instancji, ta sprawa musi toczyć się ponownie przed sądem rejonowym - stwierdziła sędzia Agata Adamczewska.

Choć to radość przez łzy, z takiego obrotu spraw cieszy się mama Moniki G. Kobieta ma nadzieję, że po ponownym procesie sprawiedliwość w końcu zwycięży, a jej córka zazna spokoju po śmierci.

6-letnio Maksio ze Zduńskiej Woli mógł żyć!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI