Pochowali arcybiskupa ukradkiem

2019-11-18 23:55 MROK

Nie w Katedrze, ale na parafialnym cmentarzu i w tajemnicy przed wszystkimi poznaniakami kościelni hierarchowie pożegnali arcybiskupa Juliusza Paetza (84 l.), któremu zarzucono w 2002 roku seksualne molestowanie kleryków i młodych księży. Chociaż Paetz nigdy przed prokuratorem nie musiał się tłumaczyć, to swoją funkcję wówczas stracił, a Watykan zalecał mu życie… w odosobnieniu. Tak też został pochowany.

Gdy w poniedziałkowy poranek zamknęły się ciężkie, zabytkowe drzwi poznańskiej Katedry na Ostrowie Tumskim, nie wpuszczając wiernych na mszę, nikt nie przypuszczał, że może chodzić o pogrzeb arcybiskupa Juliusza Paetza. Chwilę później, gdy pojawili się ochroniarze, żądając od parafian kart wstępu na prywatną uroczystość - wszystko stało się jasne. Były metropolita poznański nie spoczął jednak w Katedrze, gdzie została odprawiona msza pogrzebowa, ale na starołęckim cmentarzu.


Juliusz Paetz był metropolitą poznańskim od 1996 roku aż do wybuchu seksualnej afery w 2002 roku. Watykan zabronił wtedy duchownemu między innymi udzielania sakramentów, głoszenia kazań i przewodniczenia publicznym uroczystościom. Paetz pojawiał się jednak na różnych uroczystościach i wielokrotnie pokazywał hierarchom kościelnych, że czuje się bezkarny.

- Jestem przekonany, że sytuacja, w której zaleźliśmy się dzisiaj posłuży oczyszczeniu kościoła poznańskiego – powiedział po uroczystościach arcybiskup Stanisław Gądecki.