zarabiała na ich krzywdzie?!

Przywiązywała chłopca za genitalia do pianina, a do jedzenia podawała mu psią kupę. Ukraińskie dzieci przeszły przez piekło

2023-12-09 5:08

Tortury zamiast miłości miała zafundować swoim przybranym dzieciom Swietłana P. (52 l.) z Ukrainy, która do Polski uciekła z rodziną przed wojną. To tutaj dzieci poskarżyły się obcym ludziom, jakie piekło na ziemi miała im zgotować zastępcza matka. Kobieta odpowiada przed sądem między innymi za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dziesięciorgiem ukraińskich dzieci. W poznańskim Sądzie Okręgowym sąd zdalnie przesłuchiwał obywateli Ukrainy, którzy znali sytuacje rodziny, zanim przyjechała do Polski.

W sprawie jest również wątek pedofilski. Jak informowała prokuratura, kobieta w brutalny sposób miała wykorzystać seksualnie część z dzieci oraz przekazywać je obcym mężczyznom. Wszystko miało trwać od marca 2020 roku do kwietnia 2022 roku. - Oskarżona uczyniła sobie z tego procederu stałe źródło dochodu - informuje Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Do tej pory jednak śledczym nie udało się ustalić ani zatrzymać nikogo, kto by przyjeżdżał w tym celu do domu Ukrainki.

52-letnia Swietłana to kobieta, która zawodowo w Ukrainie zajmowała się dziećmi z rodzin patologicznych. Była ich zastępczą matką. W rodzinnym kraju robiła to od 14 lat i jak sama zapewnia dzieci miały w jej domu wszystko, czego potrzebowały. Po wybuchu wojny, kobieta uciekała z ogarniętego wojną kraju i schronienie znalazła w Polsce. To tutaj dzieci obcym ludziom poskarżyły się, co zastępcza matka miała im robić. Lista okrucieństw ich zdaniem jest długa.

Bicie dzieci na porządku dziennym

Kobieta biła nie tylko ręką, ale też krzakiem z kolcami, gałęziami, tłuczkiem do mięsa. Wyrywała dzieciom włosy i do ust wkładała brudnego pampersa. Dzieci miała stawiać na noc do kąta, nie pozwalać korzystać z toalety. Jeden z chłopców zeznał, że był bity po penisie i przywiązywany do pianina, a na talerzu do jedzenia miał podawaną… psią kupę. Do domu dzieci przychodzili też obcy mężczyźni i dochodziło do czynów pedofilskich. Dzieci miały być faszerowane lekami, a budziły się obolałe i bez bielizny. Ukrainka sama również miała molestować dzieci, m.in. jak zeznali jej podopieczni kazała się lizać po miejscach intymnych.

- W akcie oskarżenia prokurator zarzucił kobiecie popełnienie przestępstw polegających m.in. na znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem nad dziesięciorgiem ukraińskich dzieci. Zebrane dowody potwierdziły, że pozostający pod jej opieką małoletni pokrzywdzeni byli przez nią bici, zastraszani i poniżani. Śledztwo wykazało, że oskarżona ograniczała dzieciom dostęp do toalety, a także jedzenia oraz picia, doprowadzając w niektórych przypadkach do ich skrajnego niedożywienia - wskazywał w maju br. prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej. Oskarżenie głównie zostało oparto na zeznaniach dzieci.

Swietłana nie przyznała się do wszystkich zarzutów

Płacząc, wyznała jedynie, że jest winna, że nie okazywała dzieciom tyle uwagi, ile mogła. Po przyjeździe do Polski była zestresowana i to też odbiło się na dzieciach. - Stawiałam dzieci do kąta, ale nie na całą noc. Nigdy nie dusiłam dzieci poduszką, i nie biłam pałką. Nie wsadzałam dzieciom niczego do ust, nie wiem dlaczego dzieci tak mówią - dodała i przyznała, że zdarzało jej się uderzyć dzieci paskiem, a jedną z dziewczynek uderzyła otwartą ręka po ustach.

Zdaniem Swietłany, cała sprawa to wynik działań Rosjanki, która miała jej pomóc w Polsce, ale okazała się jej wrogiem. Swietłana powiedziała w sądzie, że to Rosjanka "zabrała" jej dzieci. - Jestem pewna, że M. zmusza dzieci do opowiadania ohydnych kłamstw. W jaki sposób ja mam udowodnić, że taka sytuacja nie istniała? Dopóki są u niej, będą kłamały. To obrzydliwe, ohydne kłamstwa, nie ma w tym słowa prawdy - mówiła w sądzie Swietłana.

Ukrainka podkreśliła w sądzie, że rodzinny dom dziecka prowadziła na Ukrainie przez 14 lat, a przez ten czas nie było żadnych skarg ze strony służb, lekarzy, czy nauczycieli w szkole. Dodała, że kurator odwiedzał rodzinę raz w miesiącu, a dzieci znały przedstawicieli służby opieki, kuratora i mogły swobodnie z nimi rozmawiać, także w szkole miały możliwość kontaktu z pedagogiem. To właśnie na te okoliczności powołuje się teraz mec. Jędrzej Kwiczor, obrońca oskarżonej, który poprosił sąd o przesłuchanie 30 świadków z Ukrainy, którzy znali Swietłanę i jej dzieci przed przyjazdem do Polski.

Co dziwne, nie zrobiła tego wcześniej prokuratura. - Wszyscy, którzy zeznają w sądzie, bardzo pozytywnie wypowiadają się o tym, jaką zastępczą matką była moja klientka - mówi mec. Kwiczor. Obrońca oskarżonej wskazuje, że przesłuchiwani świadkowie to różne osoby, mniej lub bardziej związane ze Switłaną P., sąsiedzi, lekarz, psycholog i nauczyciele. Oskarżeń prokuratora nie potwierdził nikt

W piątek (8 grudnia) w czasie rozprawy sąd przesłuchał kolejne osoby, które były zaskoczone oskarżeniami wobec Swietłany. Nikt nie zauważył niczego niepokojącego. Jak mówi mec. Kwiczor, nawet trener dzieci nie zauważył żadnych siniaków ani zadrapań, które mogłyby świadczyć o jakiejkolwiek przemocy w domu Swietłany.

Swietłana cały czas przebywa za kratkami. Jeśli sąd podzieli zdanie śledczych, kobieta zostanie tam przez najbliższe 15 lat.

Wójt Medyki oskarżony o znęcanie się nad pracownicą stanął przed sądem