Ewa Z. to nie tylko była dyrektorka poznańskiego zoo, ale jedna z najsłynniejszych obrończyń zwierząt. Cała Polska kibicowała jej między innymi wtedy, gdy jechała na granicę polsko-ukraińską po transporty ratowanych zwierząt z kraju ogarniętego wojną. Ta zoolożka i autorka książek często bywała też w telewizjach śniadaniowych, na okładkach magazynów, w radiowych audycjach. Teraz jest oskarżona. Przed Sądem Rejonowym w Poznaniu właśnie rozpoczął się jej proces. Śledczy nie mają wątpliwości. Kobieta oszukiwała.
Działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i nadużywając swojej funkcji, wyrządziła miastu szkodę w wysokości ponad stu tysięcy złotych - mówi Łukasz Warzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Głównymi dowodami w sprawie są zeznania świadków, ale także dowody z dokumentów. Razem z Ewą Z. zarzuty usłyszało w sumie osiem osób, wobec trzech osób zapadły już wyroki - mówiła przed rozprawą prokurator Alicja Małasiak.
Co dokładnie zarzucają śledczy Ewie Z.? Zdaniem prokuratury kobieta poświadczyła nieprawdę w dokumentach rachunkowych. W dokumentacji ogrodu zoologicznego miały znaleźć się faktury za niewykonanie usługi (chodzi na przykład o zakup drewnianych klatek transportowych, remont nawierzchni i budynku dyrekcji, szkolenie z zakresu leczenia ran i krwotoków, konserwacja i oczyszczenie dachu w słoniarni). Opinię publiczną bulwersuje też nie tylko fakt, że kobieta miała korzystać ze służbowego samochodu dla celów prywatnych, ale zakupioną dla zwierząt z ZOO karmę, szczepionki oraz lekarstwa zabierać dla swoich, domowych zwierząt. Przestępstwa, o które jest oskarżona zagrożone są maksymalną karą 10 lat pozbawienia wolności.
Ewa Z. nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów.