3-latek miał imię po dziadku, tata jest ratownikiem. Maluch zginął pod kołami karetki. "To było kochane dziecko"

To miał być zwyczajny poniedziałek. 3–letni Miecio z Jedlicza na Podkarpaciu rozpoczął nowy tydzień w swoim przedszkolu. Dumnie nosił imię po zmarłym niedawno dziadku. Dopiero zaczął chodzić do placówki, był w najmłodszej grupie. Przez 1,5 miesiąca zdążył się już zaadaptować. W placówce miał swoją kołderkę i ogromną poduszkę ze swoim imieniem. Wielkie plany i marzenia chłopca zostały przerwane przez tragiczny wypadek.

Dokładnie 19 października 2026 roku do Przedszkola Samorządowego w Jedliczu, na zaproszenie pani dyrektor, przyjechała karetka pogotowia. Miała zostać zaprezentowana przedszkolakom. Oprócz tego, dzieci mogły zobaczyć, jak udzielana jest pierwsza pomoc i jak ratuje się ludzkie życie. Warsztaty prowadzili studenci i wykładowca Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Krośnie. Mały, 3-letni Miecio doskonale znał wnętrze karetkę i jej wyposażenie, ponieważ tata jest ratownikiem medycznym. To, co stało się podczas pokazu, jest niewytłumaczalne i niezrozumiałe. Pojazd pogotowia ratunkowego potrącił 3-latka na terenie przedszkola. Stan chłopczyka od początku był bardzo poważny.

Czytaj także: Ich synek odszedł, ale uratuje innych. Wzruszający gest rodziców 3-letniego Miecia z Jedlicza

Lekarze z rzeszowskiego szpitala, gdzie został przetransportowany, zrobili wszystko, by uratować mu życie. To jednak się nie udało. Po pięciu dniach chłopczyk zmarł.

– My już wypłakaliśmy wszystkie łzy świata. To było kochane, rezolutne dziecko. Jedynak. Kilka lat temu zmarł dziadek Miecia, w młodym wieku, też miał na imię Mieczysław. Myślę, że to po nim wnuk dostał imię. A teraz razem będą leżeć na cmentarzu. Straszna tragedia. Nie umiem zrozumieć, jak do niej mogło dojść – powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" sąsiadka rodziny.

Żałoba w rodzinie i wśród mieszkańców. Jedlicze wstrząśnięte tragedią dziecka

Mieszkańcy Jedlicza są wstrząśnięci tragedią, która wydarzyła się tu przed tygodniem. To mała miejscowość, koło Krosna. Liczy zaledwie 5,5 tysiąca mieszkańców. Wszyscy się tu znają.

– Mama Miecia jest pielęgniarką, a tata ratownikiem medycznym. Sami codziennie ratują innym życie, a teraz ich spotkała taka tragedia. Cóż mogę powiedzieć. Modlimy się o siłę dla nich, bo nic innego już nie można zrobić – powiedziała inna osoba spotkana w okolicy przedszkola, w którym doszło do tragedii.

Rodzice małego Miecia zdecydowali oddać narządy synka do transplantacji, a tym samym dać szansę śmiertelnie chorym dzieciom na życie. Ta decyzja w obliczu wstrząsającego dramatu spotkała się z falą entuzjazmu wśród internautów. - Piękny gest, to musiało być trudne. Brawa dla rodziców - czytamy.

Mieszkańcy składają bliskim chłopca kondolencje oraz wyrazy współczucia.

Galeria zdjęć: 3-latek miał imię po dziadku, tata jest ratownikiem. Maluch zginął pod kołami karetki. "To było kochane dziecko"

Sonda
Czy oddałbyś swoje organy do przeszczepu?
Pokój Zbrodni - Hubert B. i śmiertelne potrącenie w Krakowie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI