RCB „przesuwa granice ostrzegania”.  Psycholog ostrzega: człowiek zaczyna traktować to jak spam

W ostatnim czasie mieszkańcy województwa podkarpackiego i województwa lubelskiego otrzymują wzmożoną liczbę alertów, które wysyła Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB). Dotyczą one ataków powietrznych na terenie Ukrainy. Dziś (czwartek, 10 września 2026) znów takie alerty zostały rozesłane.

Zamyślona kobieta patrzy na smartfona w parku. O wpływie częstych alertów RCB na psychikę przeczytasz na SE.
Autor: Pixabay.com

"UWAGA! UWAGA! UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty." – SMS o takiej treści otrzymali dziś (niektórzy dwukrotnie) mieszkańcy Podkarpacia oraz Lubelszczyzny.

Podobne alerty były rozsyłane w poprzednich dniach. Sporo osób uważa, że tego typu powiadomienia to przesada:

„Nie rozumiem, po co tak straszą ludzi” ; „Jak zobaczyłem tę potrójną uwagę to myślałem, że to jakiś fejk, albo że coś naprawdę poważnego się stało” ; „Alert powinien pojawić, gdy zagrożenie jest realne. Ten sposób nauczy tylko obojętności i w przypadku prawdziwego zagrożenia nikt nie zareaguje”.

Są oczywiście również głosy obywateli broniących alertów: „Zagrożenie jest realne. Od 4 lat. Może sobie to w końcu uświadomimy? Takie komunikaty są istotne. I ważne” ; „Płaczki w natarciu. Ale gdy rakieta wleci na teren kraju i za późno alert wejdzie, to te same płaczki krzyczą, czemu tak późno”.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa: „ Przesuwamy granice ostrzegania ludzi”

W rozmowie z „Super Expressem” Piotr Błaszczyk rzecznik prasowy i szef wydziału RCB przyznał, że przesunięto granice ostrzegania ludności w ostatnim czasie.

- W związku z ostatnimi wydarzeniami przesuwamy nieco tą granicę ostrzegania ludności. Chodzi o to, żeby priorytetowo traktować po pierwsze województwa na wschodzie Polski. Po drugie, żeby to ostrzeganie było możliwie szybkie. Dlatego wprowadziliśmy ten alert, który dotyczy bezpośredniego zagrożenia na terytorium Ukrainy. I taki alert dziś został wysłany, został wysłany dwukrotnie – powiedział.

Zaznacza on, że po zapoznaniu się z alertem, należy śledzić komunikaty, a sam alert jest wskaźnikiem, by obserwować, jak sytuacja się rozwinie – należy być przygotowanym na to, że coś potencjalnie może się wydarzyć. Wiele osób zarzuca ostatnim alertom, że właściwie nie wie, co mieliby zrobić, po ich otrzymaniu, jednak jak tłumaczy Piotr Błaszczyk, to „wstępny komunikat”, który ma wzbudzić naszą czujność, natomiast w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, zostałyby rozesłane kolejne komunikaty.

- Ten komunikat, który dzisiaj został wysłany, to jest taki wstępny komunikat, ostrzegawczy na pierwszym poziomie. I rzeczywiście jeżeli prognoza wojska byłaby taka, że - czy rakieta, czy dron, czy inny obiekt miałby wlecieć do Polski, mamy przygotowaną procedurę wysyłki takiego drugiego informującego, ostrzegającego SMS-a na określony teren – wskazuje.

Psycholog: człowiek zaczyna traktować to jak spam

O tym, jaki wpływ ma taka wzmożona wysyłka alertów na człowieka, komentuje dla „Super Expressu” Anna Markiewicz, psycholog i psychoterapeutka, dyrektor Centrum Psychologii i Psychoterapii NaNOVO.

- Człowiek w momencie, kiedy dostaje kilka razy taki sam alert, to się do tego habituuje, przyzwyczaja się na takiej zasadzie, że zaczyna go traktować jak spam. Przykładem są ludzie, którzy nawet będąc na wojnie, przyzwyczajają się do warunków, które istnieją wokół i muszą wytworzyć mechanizm adaptacyjny. Tak samo i tu adaptacja przeszkadza w odczuwaniu zagrożenia. Człowiek nie odczuwa już wtedy takiego zagrożenia i może zignorować również ważny alert właśnie z tego powodu.

Ekspertka wskazuje, że tego typu powiadomienia powinny być wysyłane tylko w przypadku, kiedy są naprawdę poważne i wiążą się z zagrożeniem.

- A jeżeli co drugi dzień będziemy dostawać coś takiego, to po prostu się przyzwyczaimy i nie będziemy tego odczytywać – mówi wprost. Tego typu powiadomienia mogą mieć również negatywne skutki na zdrowie psychiczne człowieka.

- U lękowych osób z pewnością może mieć to takie działanie, że zaczną się obawiać stanu wojny w Polsce i zaczną trochę się na nią przygotowywać. Co też nie wiąże się z pozytywnym oddziaływaniem na człowieka, bo on zacznie się bać i oczekiwać cały czas zagrożenia. A jak dbać o siebie? Myślę sobie, że należy podchodzić do tego po prostu rozsądnie, czyli czytać komunikaty, ale tę uwagę przekierować w ten sposób, że to jest za granicą, a nie u nas – stwierdza Anna Markiewicz.

Na pytanie o to, czy RCB widzi zagrożenie wynikające z „przyzwyczajenia się” do komunikatów oraz ryzyko, ze mieszkańcy zaczną je ignorować, słyszymy:

- Musimy pamiętać o tym, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jest takim hubem informacyjnym. My zbieramy dane od instytucji, które tak naprawdę monitorują dane zagrożenia. Najwięcej tych alertów rzeczywiście wysyłamy pogodowych. Tutaj współpraca z IMGW. I my jesteśmy niewielką instytucją, około 60-osobową aktualnie i nie udajemy, że znamy się na wszystkim. Dlatego mamy relacje z innymi instytucjami, z fachowcami, którzy znają się na tych tematach. W przypadku IMGW z prognostami, którzy wskazują, że na danym terenie to zagrożenie będzie. I prawda jest taka, że jeżeli my otrzymujemy taki wniosek alertowy, no to bazujemy na opinii ekspertów, którzy studiowali, którzy wiele lat pracują w tym obszarze i biorą nieco odpowiedzialności za tą wysyłkę. Rekomendują nam wysyłkę takiego alertu. I rzeczywiście potencjalnie istnieje takie ryzyko, że każdy z nas się może przyzwyczaić do tego, ale z drugiej strony, jeżeli zagrożone jest choćby jedno życie i zdrowie, no to my taką wysyłkę powinniśmy realizować – podsumowuje Piotr Błaszczyk.

SIKORSKI ZAPOWIADA: PRZEKAŻEMY SPRZĘT UKRAINIE | Ósma Runda

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki