Niebo płakało nad ofiarami katastrofy
Od rana nad niewielkimi Siedliskami wisiały ciężkie chmury. Kiedy żałobnicy zaczęli gromadzić się przed kościołem parafialnym, rozpadało się na dobre. Deszcz towarzyszył im podczas nabożeństwa, ostatniej drogi i uroczystości na cmentarzu.
Ponura pogoda tylko potęgowała smutek mieszkańców, którzy w ciągu jednego dnia musieli pożegnać trzy dobrze znane im osoby. Miejscowy duchowny mówił, że niebo płacze razem z rodzinami i bliskimi tragicznie zmarłych pielgrzymów.
Najpierw odbył się pogrzeb 71-letniej Reginy B. Po południu mieszkańcy ponownie zgromadzili się w kościele, aby towarzyszyć w ostatniej drodze małżonkom Stanisławowi i Bogumile.
Przeczytaj także: Stąd wracali polscy pielgrzymi. Ksiądz mówi wyraźnie: „to nie Boża kara”
Rodzina i sąsiedzi tęsknią za Reginką
Regina B. została zapamiętana jako osoba serdeczna, pogodna i głęboko wierząca. Regularnie uczestniczyła w nabożeństwach. W kościele parafialnym pod wezwaniem bł. ks. Józefa Kowalskiego miała swoje ulubione miejsce, niedaleko ołtarza.
Duchowny prowadzący uroczystość przyznał, że dobrze pamięta panią Reginę. Wspominał jej uśmiech, pogodę ducha oraz obecność podczas parafialnych nabożeństw.
– Pamiętam panią Reginę. Siedziała tutaj zawsze z prawej strony, niedaleko ołtarza. Zawsze pogodna i uśmiechnięta – mówił ksiądz podczas mszy pogrzebowej.
W świątyni panowała przejmująca cisza. Duchowny mówił o pytaniach, które pojawiają się po nagłej i niesprawiedliwej śmierci. Dlaczego doszło do tragedii? Dlaczego właśnie teraz? Podkreślał jednak, że nawet w obliczu tak wielkiej straty rodzinie powinna towarzyszyć nadzieja.
Kiedy trumna z ciałem Reginy B. ruszyła w stronę cmentarza, deszcz nadal padał. Mieszkańcy komentowali, że tego dnia „niebo zapłakało nad ich Reginką”.
Wojskowi pożegnali matkę swojego dowódcy
W ostatniej drodze 71-latce towarzyszyła rodzina, przyjaciele, sąsiedzi oraz mieszkańcy Siedlisk. Wśród żałobników znaleźli się także żołnierze i młodzi kadeci.
Ich obecność była wyrazem wsparcia dla syna zmarłej, kpt. Daniela B., związanego z 3. Podkarpacką Brygadą Obrony Terytorialnej. Mundurowi podkreślali, że przyszli nie tylko na oficjalną uroczystość. Chcieli osobiście wesprzeć swojego przełożonego w jednej z najtrudniejszych chwil jego życia.
Pogrzeb Reginy B. był pierwszym pożegnaniem ofiary katastrofy polskiego autokaru. Niestety niedługo później kościelne dzwony zabrzmiały ponownie.
Przeczytaj także: Samolot runął na ziemię na Podkarpaciu! "Awaria silnika"
Pojechali odnowić śluby małżeńskie
Stanisław B. miał 69 lat, a jego żona Bogumiła 64 lata. Małżonkowie przeżyli razem niemal pół wieku. Na pielgrzymkę do Medjugorie wybrali się w szczególnym celu. W 46. rocznicę ślubu chcieli odnowić małżeńskie przyrzeczenia.
Wspólna podróż miała być dla nich czasem modlitwy, wdzięczności i świętowania wieloletniej miłości. Zakończyła się jednak niewyobrażalną tragedią. Oboje zginęli w katastrofie autokaru na Węgrzech.
W sobotnie popołudnie trumny małżonków ustawiono obok siebie. Po nabożeństwie Stanisław i Bogumiła zostali pochowani we wspólnym grobie na cmentarzu w Siedliskach.
Dla niewielkiej społeczności był to drugi pogrzeb ofiar katastrofy w ciągu zaledwie kilku godzin.
„Wasze dusze zostały na Węgrzech”
Podczas uroczystości głos zabrał brat Bogumiły. Z trudem powstrzymywał łzy, gdy opowiadał o siostrze i jej mężu. Wspominał Bogumiłę jako osobę dobrą, serdeczną i zawsze gotową pomagać innym.
– Wasze duszyczki wracały już do domu z pielgrzymki, ale zostały na Węgrzech – powiedział łamiącym się głosem.
Mężczyzna podziękował duchownym za opiekę nad rodziną oraz wsparcie w czasie, który określił jako pogrążenie w „czarnej otchłani”. Szczególne słowa wdzięczności skierował do ks. Tadeusza, który uczestniczył w pielgrzymce i przeżył katastrofę.
Brat zmarłej odwiedził duchownego w szpitalu w Miszkolcu. Chciał osobiście podziękować za wszystko, co ksiądz zrobił dla jego siostry i szwagra w pierwszych chwilach po wypadku.
Przeczytaj także: Tragiczny wypadek w Malawie. Nie żyje motocyklista. Miał 24-lata
„Staszek już gra w niebieskiej orkiestrze”
Stanisław B. był emerytowanym policjantem. Na jego pogrzeb przyjechali funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Mundurowi oddali zmarłemu koledze należne honory. Nad grobem rozległa się salwa honorowa.
Stanisław był znany nie tylko ze służby w policji. Przez lata grał na trąbce i był związany z grupą taneczną Kompanija Boguchwała. Na pogrzebie pojawili się członkowie zespołu, jego sympatycy oraz przyjaciele małżeństwa.
Wspominali, że Stanisław zapewniał muzyczną oprawę spotkań, a Bogumiła troszczyła się o wszystkich i przygotowywała dla znajomych domowe przysmaki.
– Staszek był świetnym trębaczem. Teraz już gra w niebieskiej orkiestrze – powiedział nad grobem jeden z jego wieloletnich znajomych i sąsiadów.
Małżonkowie byli wspominani jako ludzie, którzy wzajemnie się uzupełniali. Stanisław wnosił muzykę i radość, a Bogumiła ciepło, gościnność i troskę o innych.
Tragiczny powrót z pielgrzymki
Do katastrofy doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia na węgierskiej autostradzie M3. Polskim autokarem podróżowało 59 osób wracających z pielgrzymki do Medjugorie.
Około godz. 1, w pobliżu miejscowości Mezőkeresztes, pojazd zjechał z trasy, wpadł do rowu i przewrócił się na bok. W katastrofie zginęło 12 osób. Dziesięciu uczestników pielgrzymki zostało ciężko rannych.
Wśród ofiar znaleźli się Regina B. oraz małżonkowie Stanisław i Bogumiła. Podróż, która miała przynieść duchowe umocnienie i radość ze wspólnego świętowania, dla ich rodzin zakończyła się dramatem.
Według dotychczasowych ustaleń węgierskich służb prawdopodobną przyczyną katastrofy mogło być zaśnięcie kierowcy. Śledztwo, mające na celu ustalenie dokładnych okoliczności tragedii, prowadzi prokuratura.