Wiceminister klimatu i środowiska o przyszłości niedźwiedzi: "Potrzebne są strategiczne dokumenty"

2026-05-06 14:00

Tragedia na Podkarpaciu, w której kilka tygodni temu zginęła 58‑letnia mieszkanka regionu zaatakowana podczas spaceru po lesie, ponownie rozbudziła emocje wokół obecności niedźwiedzi brunatnych w Bieszczadach. W lokalnych społecznościach narasta niepokój, a część mieszkańców domaga się zdecydowanych działań – włącznie z ograniczeniem populacji drapieżników i wnioskami o odstrzał składanymi w samorządach. Rząd studzi jednak nastroje i przekonuje, że eliminowanie zwierząt powinno być absolutną ostatecznością. Zapowiada też pakiet rozwiązań, które mają poprawić bezpieczeństwo ludzi, a jednocześnie chronić same niedźwiedzie.

Wiceminister Mikołaj Dorożała

i

Autor: Paweł Dąbrowski/SUPER EXPRESS Wiceminister Mikołaj Dorożała

O tym, jak ma wyglądać nowa strategia państwa i jakie konkretne działania są planowane, opowiada w rozmowie z Radiem ESKA wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała.

Jaki jest plan ministerstwa w kwestii niedźwiedzi na Podkarpaciu? Mieszkańcy obawiają się o bezpieczeństwo, składają wnioski o odstrzał. Co Państwo na to?

- Przede wszystkim w mądrym zarządzaniu przyrodą potrzebne są strategiczne dokumenty, które wyznaczają pewien kierunek w krótko określonym terminie i też długo określonym terminie. W naszym kraju nie mamy takiego dokumentu, który zarządzałby na przykład populacją niedźwiedzia, w ogóle dużymi drapieżnikami.

Ale taki dokument powstaje, czyli nowelizacja ustawy o ochronie przyrody. Są w nim zapisy mówiące o niedźwiedziach?

- Taki dokument powinien powstać przynajmniej 10 lat temu, ale rzeczywiście właśnie go przygotowaliśmy. On powstawał przez ostatnie półtora roku. Pracowała nad nim Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. To jest projekt, który zakłada finansowanie ze wsparciem ponad 80% środków z funduszy europejskich, 16 mln zł na telemetrię. Musimy monitorować te problemowe osobniki w Bieszczadach, tak jak robimy to w Tatrzańskim Parku Narodowym. Tam od prawie 20 lat funkcjonuje taki system monitoringu populacji niedźwiedzi. Mamy jednych z najlepszych ekspertów w Europie, z których wiedzy korzystaliśmy tworząc tę strategię. Czyli zaczynamy od telemetrii. Chcemy wiedzieć, jak te niedźwiedzie się przemieszczają, gdzie one się przemieszczają. Na przykładzie Tatrzańskiego Parku widzimy np. wyraźnie, że niedźwiedzie zaglądają w te miejsca, gdzie pojawia się łatwy dostęp do odpadów. Gdzie ktoś np. wystawia worki wieczorem, we wtorek o godzinie 20, bo wie, że rano, w środę przyjeżdża ktoś po te odpady, po te śmieci, a ten niedźwiedź dokładnie po 21 przychodzi, bo on wie, że regularnie... 

Będzie mógł się tam najeść.

- I w Tatrach np. co robią nasi „rangersi”? Jadą do takiego mieszkańca i mówią, niech pan nie wystawia dziś śmieci – niedźwiedź tu przychodzi, mamy to zmonitorowane. Więc to jest wszystko system wzajemnej współpracy, kooperacji i edukacji. To jest kwestia bezpieczeństwa, ale też odpowiedniego zarządzania pewnymi procesami.

Ale mieszkaniec z tymi śmieciami zostanie, sokor nie wystawi ich przed odbiorem. Co w tej sprawie mówi nowa strategia?

- Tu w strategii przewidzieliśmy wsparcie dla lokalnych mieszkańców, na to chcemy przeznaczyć około 4 mln złotych, już teraz w tym 4-letnim programie. Te pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na tzw. śmietniki niedźwiedziooporne. To takie kosze, z których niedźwiedź nie wyciągnie nic, nie będzie w stanie dostać się do resztek jedzenia, których szuka. To oczywiście nie będzie takie proste, bo on jest w stanie nawet duży śmietnik przewrócić, kiedy wie, że to jedzenie tam jest. My takie pieniądze zabezpieczyliśmy i w ramach współpracy na terenie wielu gmin bieszczadzkich takie środki będą dla samorządów, dla mieszkańców do wzięcia. 

Czyli zwierzę będzie musiało wrócić do naturalnego środowiska i tylko na nim bazować, szukając jedzenia?

- Tak i tu mamy kolejny element naszej strategii czyli nasadzenia specjalnych roślin czy owoców, które są przysmakiem niedźwiedzi, np. żołędzie, buki, dęby. To są gatunki drzew, które powodują, że jeśli my będziemy myśleć w ten sposób strategicznie, projektując też określone obszary konkretnymi typami roślin, które będziemy sadzić w lasach czy w okolicy lasu, to zmniejszamy prawdopodobieństwo, że ten niedźwiedź będzie schodził niżej szukając jedzenia. I to też jest kwestia zrównoważonej gospodarki leśnej, żebyśmy wiedzieli, że może w niektórych obszarach nie tylko sosna czy świerk mają rację bytu, ale też takie gatunki, łącznie z owocowymi drzewami czy krzewami – jak np. jeżyny, bo to są przysmaki niedźwiedzia.

Edukacja i profilaktyka, nie jeśli chodzi o zwierzęta, ale o ludzi – jest na nią miejsce w nowelizacji ustawy?

- Tak, działania edukacyjne to kolejny z priorytetów. Bieszczadzki Park Narodowy już zaczął taką nieformalną kampanię w mediach społecznościowych. Widzieliśmy zdjęcie, które jest przestrogą – widać na nim dwoje zbieraczy poroża, fotografujących się przy gawrze niedźwiedziej, w miejscu, w którym dosłownie dzień później niedźwiedzica z tymi młodymi wyszła z tej gawry. Pracownicy Parku zarejestrowali oba momenty dzięki fotopułapce. Zestawili oba kadry ku przestrodze. To więc chyba bardzo wymowny aspekt edukacyjny. Musimy też pamiętać, że niedźwiedzie mają bardzo dobry węch i bardzo dobry słuch, ale kiepsko widzą. Ta sytuacja, która się wydarzyła teraz w Bieszczadach kilka tygodni temu, to była sytuacja ekstremalna pod kątem wiatru. Wiał w taką stronę, że prawdopodobnie ten niedźwiedź nie był w stanie wyczuć osoby, która zbliżała się w jego kierunku. Musimy więc edukować, że bardzo ważne jest np. żebyśmy mieli przy sobie jakiś gwizdek, kiedy poruszamy się po szlakach. Czasami warto dmuchnąć ten gwizdek po to, żeby dać znać, że się jest. Niedźwiedź to usłyszy, wyczuje nas i się wycofa. 

Wspomniał Pan o „rangersach” w Tatrzańskim Parku Narodowym, czyli o pracownikach TPN. Dobrze rozumiem, że takie wyspecjalizowane grupy miałyby działać w Bieszczadach i na Podkarpaciu?

- Tak, bo chcemy czerpać z tego doświadczenia. Nie tyle grupy, co jedna wyspaeclizowana grupa. To jest właśnie kolejny element tej strategii, o której rozmawiamy, czyli powołanie specjalnej grupy interwencyjnej. Takiej grupy, która będzie miała za zadanie odstraszać te niedźwiedzie, które już potencjalnie znajdą się np. bliżej zabudowy. Chodzi o to, żebyśmy systemowo chronili mieszkańców, chronili turystów, ale zawsze zabijanie czy eliminacja danego osobnika była wyłącznie ostatecznością. Oczywiście, że w sytuacji ekstremalnej najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców i turystów, ludzi. Natomiast naszą odpowiedzialnością jest to, żeby stworzyć taki system, który wykorzysta wszystkie możliwości edukacji, optymalizacji, odstraszania. Eliminacji różnych potencjalnych czynników, które mogą spowodować, że te niedźwiedzie będą chciały schodzić do osad ludzkich. 

Kto miałby wejść w skład takiej grupy i jak miałaby odstraszać drapieżniki?

- Zmiana ustawy o ochronie przyrody dotyczy też możliwości używania tzw. broni gładkolufowej, gumowych kul przez tą specjalną grupę. Możemy to robić w parkach narodowych - robią to strażnicy w Bieszczadzkim Parku czy Tatrzańskim, ale nie możemy robić tego poza parkiem. Na to nie pozwalają przepisy, może to robić tylko policja czy straż graniczna, ale to nie o to chodzi.Nie będziemy angażować służb do tego, żeby zajmowała się tego typu rzeczami na okrągło. Potrzebujemy więc specjalnego zespołu - to będzie kilkanaście osób, w jego skład będą wchodzili lekarze weterynarii, leśnicy, przyrodnicy, lokalni myśliwi. Te osoby, które znają topografię terenu, które znają też zachowania zwierząt, tu akurat konkretnie niedźwiedzi. I to jest pierwszy projekt, który systemowo ma w Polsce zarządzać populacją niedźwiedzia pod kątem bezpieczeństwa ludzi, ale też bezpieczeństwa zwierząt. 

Rozmawiał Mateusz Chłystun

Czy potrafisz właściwie określić płeć zwierząt?
Pytanie 1 z 10
Samiec sarny to:
Niedźwiedź gonił mężczyznę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki