Spis treści
Rocznica śmierci Mai zamieniła się w koszmar. Zamiast chwili zadumy był strach, policyjna blokada i pytania, kto mógł zrobić coś tak okrutnego właśnie w takim miejscu i czasie.
Tajemniczy pakunek przy miejscu tragedii
Do dramatycznych scen doszło w czwartek, 23 kwietnia, w rejonie ul. Płońskiej w Mławie. To właśnie tam bliscy Mai chcieli uczcić jej pamięć. W pewnym momencie zauważono pudełko wykopane ze świeżego nasypu ziemi. Nikt nie wiedział, co jest w środku. Zgłaszający bali się, że może chodzić o niebezpieczny przedmiot.Na miejsce przyjechali policjanci. Teren został zabezpieczony, a zebrani nie mogli podejść bliżej. Większość osób rozeszła się. Została tylko najbliższa rodzina i media.
– To jest dla niej podwójny ból – mówią osoby znające rodzinę Mai.
Dopiero po działaniach służb rodzice nastolatki, Jarosław i Sylwia Kowalscy, mogli złożyć kwiaty i zapalić znicz.
Policja teraz ujawnia, co było w pudełku. To szokujące
Nowe informacje w tej sprawie przekazała asp. szt. Anna Pawłowska z Komendy Powiatowej Policji w Mławie (woj. mazowieckie). Jak się okazało, w zakopanym pudełku nie było materiałów niebezpiecznych. Było coś równie wstrząsającego dla rodziny i osób, które przyszły uczcić pamięć Mai.
W środku ujawniono szczątki kota.
– Około godz. 17.30 dyżurny mławskiej policji otrzymał zgłoszenie dotyczące podejrzanego pudełka, wykopanego w rejonie ul. Płońskiej w Mławie – przekazała asp. szt. Anna Pawłowska.
Jak dodała policjantka, osoby, które znalazły pudełko, nie sprawdzały jego zawartości, bo obawiały się zagrożenia.
– Na miejscu policjanci zabezpieczyli znalezisko. Jak ustalono, pudełko zostało wykopane ze świeżego nasypu ziemi. Po sprawdzeniu okazało się, że wewnątrz znajdują się szczątki kota – poinformowała oficer prasowa.
Martwe zwierzę przekazano lekarzowi weterynarii. Ma on ustalić przyczynę śmierci kota. Następnie szczątki zostaną zutylizowane. Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.
Rodzina Mai znów przeżyła koszmar
Dla matki Mai to kolejny dramat. Kobieta od roku żyje z bólem po stracie córki. Rocznica miała być momentem ciszy i pamięci. Zamiast tego rodzina znów musiała patrzeć na policyjne działania w miejscu, które już zawsze będzie kojarzyć się z tragedią.
Maja Kowalska została zamordowana 23 kwietnia 2025 roku. Jej ciało odnaleziono dopiero 1 maja, ukryte w kontenerze na śmieci w zaroślach. Według ustaleń śledczych do zbrodni miało dojść w pobliżu zakładu należącego do rodziny podejrzanego Bartosza G. Wstępne wyniki sekcji wskazywały, że przyczyną śmierci były rozległe obrażenia głowy.
Ojciec dziewczyny nie krył rozpaczy i gniewu.
– Tak nawet zwierzęta nie postępują. Zabójca odpowie za to co zrobił mojej córeczce. Obiecałem to sobie. Przed oczami wciąż mam miejsce, w którym ją znaleziono – mówił Jarosław Kowalski. Śledztwo w sprawie śmierci Mai wciąż trwa
Podejrzanym w sprawie zabójstwa jest Bartosz G. W chwili tragedii miał 17 lat. Po zdarzeniu wyjechał do Grecji na szkolną wymianę. Został objęty Europejskim Nakazem Aresztowania i przetransportowany do Polski dopiero w grudniu 2025 roku.
Sprawa nadal nie ma finału. Prokuratura czeka na pisemną opinię biegłych psychiatrów. To od niej może zależeć dalszy los podejrzanego. Jeśli biegli uznają, że w chwili zbrodni był niepoczytalny, postępowanie może zostać umorzone, a chłopak nie trafi do więzienia. Jeśli zostanie uznany za poczytalnego, grozi mu nawet 30 lat pozbawienia wolności.
Teraz do tej bolesnej historii doszedł kolejny wątek. Kto i dlaczego zakopał pudełko ze szczątkami kota obok miejsca, gdzie bliscy Mai chcieli zapalić znicz? To ma wyjaśnić policyjne dochodzenie.