Ksiądz Grzegorz Dymek był bardzo lubianym kapłanem
Grzegorz Dymek był bardzo lubianym kapłanem. Z parafią w Kłobucku był związany od początku jej istnienia. Wspólnie z parafianami budował świątynię i przez lata tworzył lokalną wspólnotę.
Po świętach Bożego Narodzenia, w lutym 2025 roku, rozpoczął się czas kolędy. Ksiądz odwiedzał wiernych podczas wizyt duszpasterskich, a następnie podczas niedzielnej mszy świętej skrupulatnie rozliczał zebrane datki.
Z ambony poinformował parafian, że podczas kolędy zebrał 80 tys. zł. Informacja o pieniądzach, które znajdowały się w posiadaniu duchownego, dotarła również do Tomasza J. Były policjant miał wówczas problemy finansowe i postanowił napaść na plebanię.
Zaczaił się na księdza przy garażu
13 lutego 2025 roku, gdy zapadł zmrok, Tomasz J. ubrany w kominiarkę zaczaił się w pobliżu garażu na plebanii. W tym czasie ksiądz Dymek był w sklepie.
Gdy duchowny wrócił i wjechał do garażu, został zaatakowany przez byłego policjanta. Napastnik skrępował mu ręce plastikowymi opaskami zaciskowymi, tzw. trytytkami, które wcześniej zabrał ze sobą.
Następnie owinął głowę księdza folią, szczelnie zakrywając jego usta i nos. Jak później tłumaczył, chciał w ten sposób uciszyć duchownego, który wołał o pomoc. Ks. Grzegorz Dymek nie mógł oddychać i błagał o pomoc. Według ustaleń sądu śmierć duchownego nastąpiła w wyniku uduszenia.
Jak wskazywał podczas ogłoszenia wyroku sędzia Gwidon Jaworski, ksiądz przez kilka minut pozostawał w stanie zagrożenia życia. Tomasz J. miał czas, by zdjąć folię z jego ust i nosa, jednak tego nie zrobił.
– To była wyjątkowo okrutna śmierć – mówił sędzia Gwidon Jaworski, uzasadniając podwyższenie kary z 20 do 30 lat pozbawienia wolności.
Sąd Apelacyjny uznał, że kara wymierzona w pierwszej instancji była zbyt łagodna w świetle okoliczności sprawy. Jednocześnie utrzymał ustalenie, że Tomasz J. działał z zamiarem ewentualnym zabójstwa.
Morderca księdza ponownie stanął przed sądem:
Bracia księdza słuchali wyroku ze łzami w oczach
Ogłoszenia wyroku słuchali trzej bracia zamordowanego kapłana. Jak relacjonowano po rozprawie, mieli łzy w oczach, gdy ponownie słyszeli opis ostatnich chwil życia ich brata.
Po wyjściu z sali mówili, że czują, iż sąd wydał sprawiedliwy wyrok.
– Dziękuję Wysokiemu Sądowi za sprawiedliwy wyrok. Uważaliśmy, że poprzedni był trochę za niski. Chociaż jako rodzina go nie negowaliśmy, bo jesteśmy chrześcijanami i wydanie wyroku zostawiliśmy sądowi. Ten człowiek zrobił bardzo złe rzeczy, nie tylko parafii, ale i rodzinie. Nasza mama ma 92 lata. Traumę będziemy mieć do końca życia – powiedział Andrzej Dymek, jeden z braci zamordowanego kapłana.
Dodał, że bardzo trudno było mu uczestniczyć w procesie i słuchać argumentacji obrońcy oskarżonego.
Tomasz J. nie pojawił się na sali podczas ogłoszenia prawomocnego wyroku. Sąd Apelacyjny w Katowicach podwyższył wymierzoną mu wcześniej karę z 20 do 30 lat pozbawienia wolności.
W pierwszej instancji prokuratura domagała się dla Tomasza J. dożywocia, argumentując, że działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia księdza życia. Sąd Okręgowy w Częstochowie przyjął jednak zamiar ewentualny i wymierzył mu 20 lat więzienia. Sąd Apelacyjny nie zmienił tego ustalenia, ale uznał, że kara powinna być surowsza.