Ja ją przygranąłem, a one mnie chciała zabić!

2019-12-10 20:27 pg

Krwawa awantura w Zabrzu (woj. śląskie). W jednym z mieszkań w dzielnicy Mikulczyce mała sprzeczka zakończyła atakiem z użyciem noża. Magdalena K. (29 l.) rzuciła się z nożem na swego znajomego Roberta Adamczyka (46 l.). Zadała mu dwa ciosy. Tak odwdzięczyła się za to, że pan Robert przygarnął ją pod dach, gdy była w ciężkiej sytuacji życiowej.

Robert Adamczyk nie będzie ubiegłej soboty dobrze wspominać. Mężczyzna teraz liże rany w zabrzańskim szpitalu. Mocno oberwał w brzuch. Nieco mniej groźną ranę ma na plecach. A wszystko za sprawą przyjaciółki, z którą jeszcze kilka dni temu razem pomieszkiwał. - To już historia, nie chce jej więcej u siebie widzieć. To nie jest moja partnerka. Przygarnąłem ją pod dach, bo ma małe dziecko i żal mi siego zrobiło. A ona mi tak odpłaciła - mówi załamany pan Robert.
W feralny wieczór [poszło właśnie o Kubusia, rocznego syna Magdaleny K. Matka chciała go zabrać do wózka i wyjść na spacer, ale temu sprzeciwił się pan Robert. - To nie jest moje dziecko, ale powiedziałem jej, że ma go zostawić, a nie w nocy, w dodatku po kilku piwach urządzać spacery z dzieckiem. Sama mogła iść, gdzie chciała. Nikt jej nie bronił, ale dziecka nie pozwalałem wziąć - opowiada dramat mężczyzna.

Nie wiadomo dlaczego ten sprzeciw wywołał prawdziwą furię u Magdaleny K. Zaczęła szarpać Robert Adamczyka. Doszło do rękoczynów. - Najpierw dostałem kilka ciosów w twarz otwartą dłonią. Zdzierżyłem to, ale i tak nie chciałem jej wypuścić z małym Kubusiem na miasto. Nagle z suszarki zabrała nóż. Zresztą niedawno naostrzony. Poczułem ciosy. Dostałem w plecy, ale to mała niegroźna rana. Drugi cios zadała mi w brzuch. Trafiła w żołądek. Było mnóstwo krwi. Dobrze, że sąsiedzi pomogli z zadzwonili po pomoc. Przyjechało pogotowie i policja. Ta druga rana była groźna. Jeszcze teraz nie mogę nic zjeść ani pic. Tylko kroplówki - mówi Robert Adamczyk.
Magdalena K. została zatrzymana przez policje. Prokurator postawił jej zarzut usiłowania zabójstwa. Została aresztowana na trzy miesiące, a w więzieniu możne spędzić od 8 do nawet 25 lat.
Pan Robert odetchnął z ulgą. - Ona mogła mnie zabić. Zresztą to nie był pierwszy raz Kiedyś mnie też dziabnęła nożem, ale niegroźnie. Dobrze, że ją przymknęli. Martwię się tylko o Kubusia. No i w poniedziałek miałem być pierwszy dzień w nowej pracy, a wylądowałem na szpitalnym łóżku - martwi się poszkodowany mężczyzna.

Polecany artykuł: