Koszmar dzieci w przedszkolu. Dyrektorka oskarżona o przemoc i zamykanie maluchów

Na ciałach najmłodszych pojawiały się zasinienia, a opiekunowie mówią o szarpaniu, izolowaniu w zamkniętych salach oraz wrzaskach. Zrozpaczeni rodzice przyznają, że ich pociechy panicznie bały się wizyt w przedszkolu. Identyczne oskarżenia ciągnęły się za dyrektorką w jej poprzednich miejscach pracy. Dramatyczną sytuację nagłośnili reporterzy „Uwagi!” TVN, a śledczy postawili już kobiecie zarzuty fizycznego i psychicznego dręczenia dzieci. Sama zainteresowana kategorycznie odpiera wszystkie ataki.

Dziecko widziane od tyłu spogląda przez uchylone okno w ciemnym pokoju. O koszmarze w przedszkolu przeczytasz na SE.
Autor: Getty Images “Dość przemocy wobec dzieci”. Po śmierci Kamila z Częstochowy trwa zbieranie podpisów

Reportaż wyemitowany w telewizji wstrząsnął opinią publiczną. Opiekunowie maluchów zapisanych do jednej z prywatnych placówek w Gliwicach postanowili podzielić się swoimi dramatycznymi przeżyciami z ekipą programu „Uwaga!” TVN.

Z ich wstrząsających opowieści wyłania się obraz codziennego koszmaru najmłodszych, obejmujący szarpanie, krzyki oraz izolowanie w zamkniętym pokoju, co skutkowało licznymi zadrapaniami i sińcami na ciałach podopiecznych.

Kobieta zatrudniona wcześniej w tym miejscu wyznała przed kamerami, że zaledwie kilka miesięcy spędzonych w przedszkolu przypominało pobyt w „piekle”. Inna z wypowiadających się osób przekonywała dziennikarzy, że wychowankowie dostawali klapsy w dłonie i trafiali do izolatki. Świadkowie wspominali także o regularnym wzbudzaniu strachu u przedszkolaków poprzez opowiadanie im, że zostaną opuszczone przez matki lub nie dostaną prezentów od świętego Mikołaja.

Matka o siniakach dziecka w gliwickim przedszkolu

O szczegółach rzekomej przemocy wobec swojego chłopca opowiedziała dziennikarzom pani Marta. Przerażona matka zaczęła dostrzegać na skórze syna niepokojące ślady w postaci zadrapań i zasinień.

Zszokowana kobieta podzieliła się swoimi bolesnymi obserwacjami przed kamerami.

– Paweł, kiedy zaczął chodzić do przedszkola, popłakiwał. Pojawił się kiedyś siny pod prawym okiem. Miał zadrapania. Miał też ich pełno na szyi – wyznała reporterom programu „Uwaga!” TVN pani Marta, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co widziała.

Na wczesnym etapie kobieta wierzyła w zapewnienia personelu o zwykłych rówieśniczych sprzeczkach, które miały kończyć się drobnymi urazami. Sytuacja uległa jednak zmianie, gdy na ciele chłopca zaczęły pojawiać się zupełnie nowe siniaki, niepasujące do typowych zabaw z rówieśnikami.

Matka nie kryła swojego ogromnego niepokoju w rozmowie z mediami.

– Syn cały czas miał posiniaczone nogi – mówiła załamana kobieta w telewizyjnym reportażu, opisując stan zdrowia własnego dziecka po powrocie do domu.

Zbliżone wersje wydarzeń przedstawili też pozostali prawni opiekunowie poszkodowanych maluchów. Inna z przerażonych matek opisała sytuację, w której jej córka miała zamaskowanego guza pod opaską, a na jej ramionach widniały wyraźne zasinienia i otarcia.

Następna z rozmówczyń przekazała telewizji słowa swojego dziecka, które skarżyło się na siłowe unieruchamianie przez dorosłych. Kobieta zeznała dziennikarzom, że chłopiec wracał do domu z wybroczynami na twarzy, a także bolesnymi śladami w okolicach nadgarstków i dłoni.

Zamykanie dzieci w izolatce. Zarzuty prokuratury w Gliwicach dla Iwony D.

Dziennikarze śledczy z programu „Uwaga!” TVN ujawnili także szokujący wątek specjalnego pokoju do izolowania samotnych przedszkolaków. Według słów jednej z kobiet maluchy regularnie zamykano w odosobnieniu.

Szefowa placówki w specyficzny sposób tłumaczyła te praktyki, nazywając to tajemnicze miejsce „salą doświadczania świata” dla nieposłusznych maluchów.

Bulwersującym przypadkiem natychmiast zajęły się odpowiednie służby państwowe. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska poinformowała oficjalnie, że opiekunowie aż siedmiorga maluchów złożyli formalne zawiadomienia do organów ścigania w związku ze swoimi poważnymi obawami.

Śledczy prowadzący sprawę przekazali, że dyrektorka Iwona D. usłyszała już dwa bardzo poważne zarzuty. Pierwszy z nich obejmuje bezpośrednie psychiczne i fizyczne dręczenie bezbronnych dzieci, z kolei drugi związany jest z nielegalnym procederem wyłudzania pieniędzy z publicznych dotacji przyznawanych placówce.

Przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości krótko i rzeczowo skomentowała postępy w śledztwie dla stacji telewizyjnej.

– Dochodziło do zamykania dzieci samych, zamykania na klucz, więc uznano, że takie działania wypełniły znamiona znęcania psychicznego i fizycznego – mówiła w materiale „Uwagi!” TVN prokurator Agnieszka Bukowska, pełniąca funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Przedstawicielka gliwickiej prokuratury uzupełniła swoją wypowiedź o kolejny mroczny element toczącego się śledztwa. Bukowska podkreśliła wyraźnie, że zgromadzone dotąd relacje naocznych świadków potwierdzają prawdopodobieństwo brutalnego szarpania wychowanków przez kadrę pedagogiczną.

Mroczna przeszłość Iwony D. Problemy w Częstochowie i Iskrzyczynie

Ekipa telewizyjna postanowiła uważnie prześwietlić dawne ścieżki kariery kontrowersyjnej dyrektorki. Ustalono, że Iwona D. zarządzała wcześniej szkołą podstawową w Częstochowie w okresie od 2014 do 2017 roku. Dziennikarze odkryli, że już w tamtym czasie wybuchały potężne spory na linii dyrekcja-rodzice, a formalny dokument żądający jej natychmiastowej dymisji poparło podpisami blisko trzystu oburzonych obywateli.

Akta sprawy zaprezentowane w telewizyjnym reportażu zawierały wstrząsające opisy relacji służbowych panujących w placówce kierowanej przez oskarżoną. Jeden z anonimowych świadków wprost zeznał, że komunikacja przełożonej z załogą opierała się na ciągłym sianiu strachu oraz kategorycznym wymuszaniu konkretnych postaw wśród zatrudnionych osób.

Po opuszczeniu Częstochowy kobieta objęła kierownicze stanowisko w przedszkolu zlokalizowanym w Iskrzyczynie. Historia szybko zatoczyła koło, ponieważ tamtejsi opiekunowie błyskawicznie zaczęli alarmować o karygodnym traktowaniu maluchów, wspominając o regularnym ciągnięciu za kończyny, szarpaniu i wymierzaniu surowych kar za nieposłuszeństwo.

Zaniepokojeni rodzice złożyli oficjalne pismo wymierzone w szefową do wyższych władz tamtejszego przedszkola. Cała burzliwa afera zakończyła się polubownym rozstaniem obu stron sporu i definitywnym rozwiązaniem kontraktu zawodowego z Iwoną D.

Główna bohaterka afery stanęła jednak przed kamerami i skonfrontowała się z zarzutami dziennikarzy programu „Uwaga!” TVN. Kobieta stanowczo i kategorycznie odrzuciła wszelkie mroczne zarzuty dotyczące stosowania przemocy w swoim przedszkolu.

– Jest to splot bardzo niefortunnych zdarzeń, które mają miejsce względem mojej osoby. Jestem osobą mobbingowaną i szkalowaną przez rodziców. Nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy – przekonywała.

Podejrzana tłumaczyła przed kamerami, że oskarżenia wysuwane w jej dawnych miejscach zatrudnienia były napędzane wyłącznie lokalną polityką i osobistymi porachunkami. Z niesłabnącą pewnością siebie zaznaczyła, że wykonywała swoje obowiązki wzorowo i nie czuje się absolutnie winna z powodu zaistniałej sytuacji.

Podczas wywiadu z reporterką Iwona D. chwaliła się swoim rzekomo doskonałym wizerunkiem w wielu innych kręgach zawodowych. Rzuciła także zaskakujące podejrzenie, sugerując bezpośredni udział byłego męża w nakręcaniu całej medialnej nagonki na jej osobę z czystej złośliwości.

Tajemniczy muzyk podbija serca słuchaczy na rynku w Gliwicach.

Śląska kurator oświaty Aleksandra Dyla komentuje. Postępowania wobec Iwony D. były umarzane

Problematyczna sytuacja w placówce przyciągnęła wreszcie uwagę śląskiego nadzoru pedagogicznego. Śląska kurator oświaty Aleksandra Dyla otwarcie potwierdziła reporterom programu „Uwaga!” TVN, że jej urząd otrzymywał wcześniej sygnały o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu wspomnianego gliwickiego przedszkola.

Przedstawicielka organu państwowego złożyła jasną deklarację przed ekipą telewizyjną. Zapowiedziała stanowczo, że w podejrzanej placówce zostanie natychmiast przeprowadzona kolejna gruntowna wizytacja sprawdzająca wszelkie zgłoszenia.

Kurator odniosła się również do dawnych spraw dyscyplinarnych wszczynanych przeciwko oskarżonej dyrektorce, tłumacząc je niedoborem twardego materiału dowodowego.

Kurator Dyla wyjasniła precyzyjnie, że oba wcześniejsze śledztwa administracyjne zakończyły się całkowitym umorzeniem z powodu braku jednoznacznych zeznań świadków, które mogłyby w pełni uwiarygodnić wysuwane oskarżenia pod adresem Iwony D.

Decyzje urzędników oświatowych dobitnie obnażają bardzo skomplikowany charakter całej afery wokół przedszkola. Właśnie ten prawno-administracyjny aspekt ukazuje gigantyczną rozbieżność w skrajnych wersjach wydarzeń prezentowanych przez zwaśnione strony opisywanego konfliktu.

Reportaż stacji pokazał rozgoryczonych opiekunów opowiadających o radykalnej zmianie w zachowaniu ich wystraszonych pociech, które wracały do domów z gliwickiego przedszkola.

Miarka przebrała się ostatecznie dla jednej z bohaterek materiału, która postanowiła skierować sprawę do prokuratury z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia groźnego przestępstwa na bezbronnych dzieciach.

– Nie mogę sobie wybaczyć, że wcześniej tego nie zauważyłam. Jestem mu to winna – mówiła, odnosząc się do swojego dziecka.

Obecnie trwa rzetelne i żmudne dochodzenie prowadzone przez policję w tej mrocznej sprawie. Ostateczne ustalenie faktów z życia przedszkola oraz weryfikacja wszystkich zarzutów karnych będą zależały wyłącznie od solidności zabezpieczonych dowodów i skrupulatnej pracy organów ścigania z Gliwic.

Źródło: Uwaga! TVN

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI