- Monzer M. był ginekologiem, który został skazany za haniebne skrzywdzenie swoich pacjentek. Ofiar jest mnóstwo! Sprawa powraca, a na jaw wychodzą szokujące okoliczności.
- - Jesteśmy bezsilne. To kpina. Jesteśmy drugi raz poniżane i upokarzane - pani Elwira (imię zmienione) przedstawia "Super Expressowi" sytuację swoją i innych ofiar.
- Ofiary mówią, jakie odszkodowanie dostają od skazanego lekarza. Od tych kwot boli głowa! Materiał "SE" prezentujemy poniżej.
Monzer M. krzywdził pacjentki. Przeżyły koszmar w gabinecie lekarza z Zabrza
4,37 zł, 4,49 zł, czy 3,54 zł - to nie przykłady promocji na wyprzedaży w dyskoncie. Takie kwoty otrzymują kobiety pokrzywdzone przez Monzera M. skazanego ginekologa, który gwałcił swoje pacjentki. Wraz z wyrokiem więzienia sąd nakazał ginekologowi zadośćuczynienie każdej z ofiar m kwotami w różnej wysokości. Pokrzywdzonych przez lekarza z Syrii jest 26.
- Jesteśmy bezsilne. To kpina. Jesteśmy drugi raz poniżane i upokarzane - pani Elwira (imię zmienione) przedstawia "Super Expressowi" sytuację swoją i innych ofiar. - Dostajemy od niego właśnie takie wpłaty. Ja mam zasądzone 5 tysięcy złotych. To żadne zadośćuczynienie - dodaje załamana kobieta.
Przypomnijmy, że w procesie, który skończył się prawomocnym wyrokiem 18 lipca 2022 r. Monzer M. został uznany za winnego gwałtów i innych czynności seksualnych na swych pacjentkach. Akt oskarżenia wymieniał 26 pokrzywdzone. Sprawą wyegzekwowania odszkodowań dla nich zajmuje się pani komornik z Zabrza. Po zatrzymaniu Monzera M. zabezpieczono część jego majątku na poczet przyszłych kar. Jak zatem jest możliwe, że ofiarom wypłacane są te uwłaczające kwoty?
Dlaczego ofiary dostają tak śmieszne pieniądze?
Okazuje się, że lekarz spłaca ofiary z... więziennej pensji. Jest zatrudniony w zakładzie karnym, a kwota z zajęcia wynagrodzenia, to niecałe 200 zł. Kwota dzielona jest na pokrzywdzone. Nic natomiast nie wyszło z próby wypłacenia zadośćuczynienia dla pokrzywdzonych z majątku skazanego M. - Problem polega na tym, że cały majątek jest we wspólności małżeńskiej. W tej sytuacji trzeba by domagać się klauzuli wykonalności również na małżonkę. Tym zajmuje się sąd. Komornik bez tej klauzuli nie może dokonać egzekucji - wyjaśnia Piotr Sikorski, rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Katowicach.
Już po aresztowaniu Monzera M. u notariusza zjawił się jego brat w roli pełnomocnika i wraz z małżonką lekarza Ewą M. oboje dokonali intercyzy. Majątek, który w latach przed spisaniem intercyzy został zgromadzonym wspólnie, pozostał wspólny, ale nie dokonano jego podziału. W tej sytuacji nie wiadomo, co należy do małżonki Monzera M., a co do jego samego. Zatem należy uznać, że majątek w połowie jest żony osadzonego w zakładzie karnym ginekologa.
Adwokat radzi ofiarom. To jedyny sposób?
Mecenas Paweł Matyja doradza, by ofiary lubieżnego ginekologa próbowały złożyć w sądzie tzw. skargę pauliańską.
- Wydaje się, że jest to jedyny sposób. Pokrzywdzone musiałyby przekonać sąd, że ten lekarz, wiedząc albo przewidując, że będzie zobowiązany do zapłaty z jakiegokolwiek tytułu, wyzbywał się majątku celowo, przenosząc go na krewnych, sprzedając po cenach nierynkowych itp. Innymi słowy, że robi wszystko, by nie zaspokoić roszczeń, to pokrzywdzone mogą domagać się uchylenia takich działań w drodze skargi pauliańskiej. Gdyby sąd uznał taką skargę zasadną, to nawet lekarz mógłby usłyszeć kolejny wyrok karny za celowe ukrywanie majątku przed egzekucją - "Super Expressowi" Paweł Matyja.
Pismo do ministra Żurka
Pokrzywdzone są w kropce. Pani Elwira napisała pismo do ministra sprawiedliwości. Prosi w nim o objecie nadzorem wykonywanie wyroku karnego wobec Monzera M.
- Jestem jedną z osób pokrzywdzonych w tej sprawie. Zgodnie z treścią wyroku, skazany został zobowiązany do zapłaty zadośćuczynienia na rzecz łącznie 26 kobiet i dziewcząt. W praktyce jednak realizacja tego obowiązku ma charakter wyłącznie symboliczny - na moją rzecz przekazywane są kwoty rzędu 7-8 zł miesięcznie, co przy wysokości orzeczonego zadośćuczynienia nie stanowi realnej kompensacji doznanej krzywdy.
Z informacji posiadanych przeze mnie wynika, że analogiczna sytuacja dotyczy pozostałych pokrzywdzonych. Oznacza to, że kluczowy element wyroku - naprawienie krzywdy wyrządzonej wielu osobom – nie jest w rzeczywistości wykonywany w sposób odpowiadający celom kary.
Jako osoba pokrzywdzona obawiam się, że w przyszłości – w przypadku ewentualnego warunkowego przedterminowego zwolnienia skazanego - brak realnej realizacji obowiązków finansowych wobec pokrzywdzonych może doprowadzić do trwałego niewykonania orzeczonego zadośćuczynienia, w szczególności w razie zmiany miejsca pobytu lub wyjazdu skazanego za granicę - napisała kobieta w swym piśmie.
Co ciekawe w sprawę po tylu latach włączył się wreszcie rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Śląskiej Izbie Lekarskiej Stefan Kopocz. A właściwie wznowił postępowanie - wcześniej było ono zawieszone ze względu na toczącą się sprawę karną. - Wobec uzyskania przez Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności w Katowicach informacji o prawomocnym zakończeniu postępowania karnego wobec Monzera M. zasadne jest podjęcie postępowania - napisał Stefan Kopocz.