42-letnia Mirella odcięta od świata? Rodzice podjęli szokującą decyzję. Do sądu trafił wniosek

2026-02-17 13:37

Sprawa Mirelli K. ze Świętochłowic, która przez lata miała być izolowana od świata, przybiera nieoczekiwany obrót. Kiedy urzędnicy zapukali do drzwi, by sprawdzić stan 42-latki, spotkali się z murem nie do przebicia. Co ukrywają rodzice kobiety? Miasto nie zamierza czekać na rozwój wypadków i wykonuje zdecydowany ruch. Na jaw wychodzą nowe, niepokojące fakty.

Mirella trafi do DPS-u?

i

Autor: Pixaby/OPS Świętochłowice/ Materiały prasowe

Urzędnicy odesłani z kwitkiem. Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami?

Do bardzo niepokojącej sytuacji doszło we wtorek, 10 lutego. To wtedy pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej, w towarzystwie samej dyrektorki placówki, pojawili się pod drzwiami mieszkania Mirelli K. Rutynowa z pozoru wizyta zakończyła się jednak fiaskiem, ponieważ rodzice 42-latki nie wpuścili urzędników do środka. Taki opór ze strony opiekunów natychmiast uruchomił procedury alarmowe w mieście.

– Pracownicy OPS, w tym dyrektorka jednostki udali się do pani Mirelli na zaplanowaną wizytę, jednak nie zostali wpuszczeni do mieszkania. W sytuacji, gdy odmawia się dostępu pracownikowi socjalnemu, pojawia się uzasadniona obawa, że może dochodzić do niepokojących zdarzeń. W takich przypadkach mamy możliwość skierowania sprawy do sądu i z tej możliwości skorzystaliśmy – wyjaśnia naszej redakcji wiceprezydent Tomasz Kaczmarek.

Władze miasta zwracają uwagę, że do końca grudnia współpraca z tą rodziną przebiegała poprawnie i nic nie zwiastowało nagłych problemów. Nikt nie sygnalizował, że czynności urzędnicze mogą zostać utrudnione. Teraz jednak sytuacja zmieniła się diametralnie. Miasto złożyło już oficjalny wniosek do Sądu Rejonowego w Chorzowie. Cel jest jeden: zabezpieczenie kobiety poprzez umieszczenie jej w domu pomocy społecznej.

– Liczymy na pilne rozpatrzenie sprawy. Mamy nadzieję, że w ciągu tygodnia zapadnie postanowienie – mówi wiceprezydent.

Równocześnie sprawę bada kontrola zewnętrzna wojewody, a urzędnicy ze Świętochłowic deklarują pełną transparentność i udostępnienie wszelkich niezbędnych dokumentów.

Założycielka zbiórki na rzecz Mirelli: "Nareszcie"

W sprawie umieszczenie Mirelli w DPS-ie wypowiedziała się Aleksandra Salbert, jedna z założycielek zbiórki na rzecz Mirelli.

— Prezydent nie spotkał się z nami osobiście, dlatego jeszcze w ubiegłym roku rozmawiałyśmy z wiceprezydentem. Informowałyśmy o sytuacji Mirelli i prosiłyśmy o wywarcie nacisku na prokuraturę, by jak najszybciej została stamtąd zabrana. Tamto spotkanie nie przyniosło jednak żadnego efektu. Dlatego jeśli teraz rzeczywiście został złożony wniosek do sądu, mogę powiedzieć tylko jedno: nareszcie — mówi Aleksandra Salbert, jedna z założycielek zbiórki na rzecz Mirelli.

Jak relacjonuje, próby kontaktu z kobietą były podejmowane wielokrotnie w ubiegłym roku, ale za każdym razem kończyły się zamkniętymi drzwiami. — Kiedy trwała naprawa domofonów, postanowiłyśmy spróbować przekazać Mirelce drobny prezent. Chciałyśmy po prostu sprawić jej odrobinę radości — słodycze, świeczkę, jej ulubioną Nutellę. Zamiast tego zostałyśmy zaatakowane słownie, padły w naszą stronę wulgarne słowa, było nawet wymachiwanie laską. Uznałyśmy wtedy, że każda próba bezpośredniego kontaktu będzie tak się kończyć — opowiada.

Kolejna próba miała miejsce w dniu urodzin Mirelli, na początku grudnia. — Przygotowałyśmy dla niej czekoladowy tort, bo wiemy, że bardzo lubi czekoladę. Same nie pokazywałyśmy się już na piętrze, poprosiłyśmy starszych sąsiadów, których Mirela znała i lubiła. Oni niemal płakali pod tymi drzwiami, ale nikt im nie otworzył. Mirela siedziała w swoje urodziny w ciemnym pokoju. To było strasznie przykre — wspomina Salbert.

Jak podkreśla, podjęto również próbę rozmowy, gdy Mirela jechała na jedną z wizyt, jednak nie było możliwości nawiązania kontaktu. — Nie miała nawet chwili, by zamienić słowo. Wtedy zrozumiałyśmy, że same nic nie wskóramy. Dlatego rozpoczęłyśmy współpracę z prawnikami. Nie wyważymy drzwi, bo szybciej nas by zatrzymano, niż Mirelę wyprowadzono z tego domu. Działamy zgodnie z prawem i cieszymy się, że sprawa wreszcie ruszyła — mówi.

Mroczne kulisy śledztwa prokuratury

Gdy urzędnicy walczą o wejście do mieszkania, prokuratorzy z Chorzowa i Katowic analizują, czy w czterech ścianach nie dochodziło do przestępstwa. Rzeczniczka prokuratury, prok. Izabela Knapik, potwierdza, że śledztwo dotyczy podejrzenia pozbawienia wolności Mirelli K. Lista badanych wątków jest jednak znacznie dłuższa i brzmi przerażająco:

  • weryfikowane jest podejrzenie fizycznego i psychicznego znęcania się nad kobietą,
  • śledczy sprawdzają, czy doszło do narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
  • badana jest kwestia nieudzielenia pomocy w sytuacji zagrożenia życia.

W toku postępowania przesłuchano już wielu świadków i zabezpieczono dokumentację medyczną. Choć na razie nikomu nie postawiono zarzutów, a zeznania samej pokrzywdzonej nie dały podstaw do izolacji jej od rodziny, śledczy nie odpuszczają. Kluczowy może okazać się tak zwany profil wiktymologiczny, który oceni stopień uzależnienia ofiary od rodziców.

Sąsiedzi nie widzieli jej od dekad

Kulisy tej historii mrożą krew w żyłach. Z ustaleń śledczych wynika, że 42-letnia dziś Mirella mogła nie opuszczać mieszkania rodziców przez blisko 30 lat. Sąsiedzi przyznają wprost, że nie widzieli kobiety od 1997 roku, a wielu z nich żyło w przekonaniu, że dawno się wyprowadziła lub zaginęła.

Prawda wyszła na jaw dopiero po zgłoszeniu awantury domowej, kiedy policja weszła do lokalu zajmowanego przez 82-letnie małżeństwo. Funkcjonariusze zastali tam zaniedbaną, wycofaną kobietę bez dokumentów. Jej stan był na tyle poważny, że miała trudności z prostymi czynnościami, takimi jak schodzenie po schodach, i musiała trafić do szpitala. Decyzja sądu o jej dalszym losie może zapaść w każdej chwili.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki