NIEPRAWDOPODOBNE! Maria z Katowic jedzie na rowerze wzdłuż obu Ameryk! [ZDJĘCIA]

2019-09-10 16:30 RS

Rzuciła wszystko, wzięła rower i... pojechała do Ameryki! Na swoim jednośladzie chce pokonać dwa wielkie kontynenty z północy na południe. Maria Garus z Katowic ma za sobą podróż przez Amerykę Północną, teraz jest już w Ekwadorze!

Maria pochodzi z Katowic z tradycyjnej górniczej rodziny. Osiadły tryb życia jej rodziny nie sprzyjał wielkim podróżom. Do pewnego momentu nie potrafiła rozbić namiotu, rozpalić ogniska, a rozmowy z obcymi wywoływały u niej wielki stres. Angielski znała w stopniu podstawowym hiszpańskiego wcale. Ukończyła studia z filologii polskiej (specjalizacja krytyka literacka) na Uniwersytecie Śląskim, realizując jedno z marzeń swoich rodziców o uzyskaniu wyższego wykształcenia Pracowała na Politechnice Śląskiej, zajmując się tworzeniem projektów unijnych. Szła więc utorowaną drogą, uczestnicząc w szalonej sztafecie pokoleń, ale na pewnym etapie życia czegoś jej zabrakło.

- Kilka lat później wyruszyłam z przyjaciółmi na wycieczkę rowerową po Korsyce i Sardynii, która zamiast przyjemnego pedałowania okazała się katorgą dla osoby o tak niewielkim przygotowaniu. Po zakończonej podróży przyrzekłam sobie, że nigdy więcej tego nie powtórzę. Wraz z mijającymi miesiącami odczułam jednak, że to właśnie było prawdziwe życie i ta myśl nie przestała mnie opuszczać. Po pewnym czasie zakończył się mój związek, a obecna praca przestała satysfakcjonować. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie żyję tak, jakbym tego chciała - pisze Maria na swoim profilu.

Postanowiła zmienić coś w swoim życiu. Z dnia na dzień podjęła odważną decyzję o wyjeździe do Ameryki. Wzięła skromny bagaż i ruszyła na wyprawę życia, która trwa już 3 lata.

- Moim celem jest przejechać samotnie na rowerze cały kontynent amerykański od koła podbiegunowego na Alasce do najbardziej wysuniętego na południe miasta świata – Ushuaia w Argentynie, pokonując w ten sposób około 27 000 kilometrów. Tym samym chciałabym zostać pierwszą kobietą na świecie, która jadąc bez przerwy, dokona tego podczas samotnej wyprawy rowerowej. Moja trasa wiedzie przede wszystkim przez góry – w Ameryce Północnej przez Kordyliery, w Ameryce Południowej przez Andy – najdłuższe pasmo górskie świata - opisuje Maria.

Po raz ostatni napisaliśmy do Marii, gdy przyjechała do Belize. Teraz jest już w Ekwadorze.

- Obecnie znajduje się w połowie Ekwadoru i zmierzam do granicy z Peru kończąc powoli trasę Trans Ekwador Mountain Bike Road (TEMBR). Ekwador zrobił na mnie niesamowite wrażenie m.in. dzięki przepięknym wulkanom i parkom narodowym. Trasa, którą obrałam, prowadzi w przeważającej ilości przez wiejskie drogi gruntowe, góry, pola i łąki. Dlatego mam możliwość poznania Ekwadoru od podszewki - informuje nas Maria.

Na swoim koncie ma już sporo ciekawych doświadczeń. Sterowała żaglowcem na Morzu Cortez bez licencji, nauczyła się języka hiszpańskiego i została tłumaczem-okulistą w szpitalu indiańskim w Chiapas, ratowała jaja żółwi przed kłusownikami, wyciągała swój rower z przepaści, zrobiła licencję nurkowania i pływała z żółwiami oraz rekinami w Morzu Karaibskim, zaliczyła jazdę konno po dżungli. Nielegalnie wjechała do Meksyku i Hondurasu, przejechała przez najgroźniejsze regiony Meksyku i Gwatemali, w tym kilka blokad wymuszających haracz w górach indiańskich. Miała również nieprzyjemne kontakty z miejscowymi mężczyznami, w tym z policją. Ostatnio Marii i jej niemieckiej przyjaciółce skradziono m.in. rowery, co wywołało głośny na Ekwador skandal. Policja, po naciskach władz, odnalazła ważniejsze zguby, a sprawców, którzy długo przymierzali się do tej kradzieży, ukarano zgodnie z prawem indiańskim, czyli biczowaniem i kąpielą w zimnej rzece (co potęgowało odczucia bólu po ciosach wymierzonych parzącą rośliną)! Pomimo wielu problemów kontynuuje podróż. Podkreśla, że na swojej drodze była w wielu krajach, które warto z pewnością odwiedzić.

- Meksyk skradł moje serce i nazywam go moją drugą ojczyzną, choć dla wielu uchodzi za najniebezpieczniejsze miejsce Ameryki Łacińskiej. Ogólnie najbardziej zaskakujący są dla mnie Latynosi: ich otwartość, ciekawość świata, radość życia, bliskość z rodziną oraz hojność nawet gdy sami niewiele mają. To naprawdę niesamowite. Ale każdy z rejonów który odwiedziłam miał oczywiście swój urok. Wciąż nie mogę zapomnieć między innymi pustkowi Yukonu i Alaski, najcudowniejszych parków USA jak Canyonland, Yellowstone, Grand Canyon, Glacier National Park. Moje serce skradły też Andy które przemierzam od Kolumbii dzikimi ścieżkami bez asfaltu, czasem niemal całymi dniami prowadząc rower. To niesamowite że dane mi jest widzieć piękno tego kontynentu i poznawać kulturę Indian od Ameryki Północnej po Południową - pisze Maria.

Choć nie zawsze spotyka na trasie życzliwych ludzi są i tacy, którzy pomagają Marii w trudach wyprawy. Jak sama mówi otrzymała wiele wsparcia przede wszystkim od mieszkańców górskich wiosek, znajdujących się w Ekwadorze i Kolumbii.

- Uśmiechają się wciąż do mnie, machają, pomagają, dzielą się posiłkiem i dobrym słowem. To naprawdę niesamowite widzieć ich radość i być na chwilę częścią ich świata - relacjonuje Maria.

Z pewnością ciekawi Was skąd Maria ma środki, by żyć w taki właśnie sposób. Do tej pory chwytała się wszelkich możliwych prac m.in. sprzedawała pocztówki. Jednak w większości państw, przez które przejeżdża, może spędzić jedynie 3 miesiące - takie uprawnienia daje jej wiza. Dlatego coraz trudniej znaleźć jej pracę, bo cały czas, jaki może spędzić w danym państwie, musi poświęcić na przejazd. Do tego dochodzą również inne kwestie - natury moralnej.

- Ludzie żyją tu naprawdę ubogo i miałabym moralną blokadę żeby wyciągać do nich rękę po drobne. Jadę więc na resztce oszczędności. Awaryjne pieniądze na bilet powrotny już także powoli przejadam, ale mam nadzieję że coś się wymyśli i uda mi się dojechać do Argentyny - dodaje Maria.

Co teraz czeka naszą bohaterkę? Powoli zbliża się do granicy z Peru. Następnie w planach najcięższy z etapów - przejazd przez Andy w Boliwii. W końcowej fazie wyprawy Maria przejedzie przez pustkowia Chile i Argentyny. Jeśli wszystko powiedzie się zgodnie z planem mieszkanka Katowic dokona rzeczy niebywałej! Takiego wyczynu nie powstydziłby się największy twardziel. Choć i Maria, mająca za sobą szereg doświadczeń, które z pewnością zmieniły jej charakter, w głębi duszy tęskni za ojczyzną. Oczami wyobraźni widzi już swój powrót do Polski. W Ameryce Południowej brakuje jej wielu "elementów" europejskiego życia.

- Marzy mi się ciepła kąpiel w wannie z bąbelkami, bo od Alaski nie znalazłam żadnego miejsca z wanną. Jedynie prysznic. I tutaj trzeba dodać, że ciepły prysznic też jest luksusem w Ameryce Środkowej i Południowej - mówi Maria. - Marzy mi się także europejska czekolada zajadana na kanapie i własny ciepły kąt. Najbardziej jednak chciałabym przytulić całą moją rodzinę, zwłaszcza moich rodziców i siostry oraz zobaczyć siostrzeńców. Moje przyjaciółki mają już dzieci oraz partnerów których nigdy nie widziałam, co bardzo boli i pokazuje jak szybko czas ucieka i ile tracę. Mam nadzieję że będę mogła ich wszystkich zobaczyć już niedługo i nadrobić cały ten czas który zleciał.