Tą zbrodnią żyła cała Polska

Madzia z Sosnowca zginęła 11 lat temu. Jej matka płakała do kamery: "Oddajcie mi moją perełkę". Czy Katarzyna W. wyjdzie wcześniej z więzienia?

"Oddajcie mi moją perełkę, moją Madzię" - apelowała do porywaczy zalana łzami i drżącym głosem Katarzyna W. Prawda jednak okazała się przerażająca. Nikt nie spodziewał się, że sprawa Madzi z Sosnowca, okaże się zaplanowaną zbrodnią i to przez 21-letnią wówczas matkę dziewczynki. 11 lat temu, 24 stycznia 2012 roku na nogi postawiono cały śląski garnizon policji, a wizerunek malutkiej Madzi był na czołówka wszystkich regionalnych i ogólnopolskich redakcji. Katarzyna W. nigdy nie zdradziła, dlaczego zabiła córkę. Nigdy też nie przyznała się do zbrodni.

Katarzyna W. okłamała wszystkich. Błagała przed kamerami by porywacz oddał małą Madzię. Prawda okazała się przerażająca

24 stycznia w centrum Sosnowca po godzinie 18 na ulicy Legionów, została porwana prosto z wózka półroczna dziewczynka. Jej matkę ktoś uderzył i powalił na ziemię. Wszystko działo się tuż pod blokiem, w którym mieszkali dziadkowie półrocznej Madzi. Tak brzmiały pierwsze komunikaty, które podały wszystkie redakcje na Śląsku i Zagłębiu. Na nogi postawiono 70 policjantów, sprowadzono psy tropiące. Policja wyznaczyła 5 tysięcy złotych nagrody, dla każdego, kto wskaże miejsce pobytu porywacza z dzieckiem. Ta kwota szybko urosła do 100 tysięcy. Pieniądze przekazywali prywatni darczyńcy, którzy chcieli pomóc w ustaleniu miejsca pobytu porywacza i malutkiej Madzi. 

Początkowo sprawę prowadziła Komenda Miejska Policji w Sosnowcu i tamtejsza prokuratura. Katarzyna W., by uwiarygodnić swoją wersję o porwaniu dziecka, podała policji rysopis prawdziwej osoby. Miał za nią iść mężczyzna w beżowej kurtce z szarym paskiem. to on miał ją uderzyć w głowę i porwać dziecko. Policjanci widzieli na monitoringu miejskim opisanego mężczyznę, gdy jednak odnaleźli go dwa dni później, okazało się, że nie miał nic wspólnego ze zniknięciem dziecka.

Oficjalnie więc policjanci szukali malutkiej Madzi z Sosnowca, operacyjnie jednak zbierali dowody, które obalały wersję Katarzyny W. Z pamiętników młodej matki policjanci dowiedzieli się, że Katarzyna nie chciała dziecka. Gdy tylko dowiedziała się o ciąży, chciała się jej pozbyć. Kobieta była rozczarowana małżeństwem.

Do sprawy dość szybko włączył się prokurator Zbigniew Grześkowiak, który wcześniej prowadził śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni Wujek, w której zginęło 20 górników. Po latach w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", prokurator przyznał,:  „Pewnie pan nie uwierzy, ale jak tylko usłyszałem w radiu, że w Sosnowcu ktoś porwał dziecko, w luźnej rozmowie z kolegami z pracy, tak trochę cynicznie rzuciłem, że to pewno jakaś banalna sprawa dzieciobójstwa”.

Śledczy chcieli przeprowadzić dowód procesowy, w którym Katarzyna W., miała jeszcze raz przejść trasę od kamienicy, w której wraz z mężem Bartkiem wynajmowała mieszkanie, do miejsca napaści. Niestety, nie udało się tego zrealizować. Do sprawy włączył się Krzysztof Rutkowski. Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko.

"Ten kocyk był śliski". Katarzyna W. zakopała malutkie ciało córki w ruinach budynku kolejowego

To Krzysztofowi Rutkowskiemu Katarzyna W. wyznała, że Madzia nie żyje. Cała rozmowa została nagrana. Na trzyminutowym nagraniu widać siedzącą na podłodze Katarzynę, która zalewa się łzami. Łamiącym głosem mówiła, że doszło do wypadku.

- Wyślizgnęła mi się, ten kocyk był taki śliski - mówiła.

Dziecko miało wypaść z kocyka i uderzyć główką o próg między pokojami. Katarzyna wskazała miejsce ukrycia zwłok Rutkowskiemu. Tak przynajmniej wydawało się na początku. Jednak to policjantom wyznała, gdzie tak naprawdę ukryła zwłoki córki. Znajdowało się półtora kilometra dalej. Ciałko małej Madzi było ubrane w kombinezon, ukryte w gruzach budynku kolejowego, przysypane gruzem. Przy ciele śledczy znaleźli kocyk. Malutkie ciałko dziecka przez 11 dni leżało w wyłomie ceglanej ściany. Wystawione na siarczysty mróz. W. postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.

Jednak to nie był koniec. Szybko okazało się, że Katarzyna W. zaplanowała całą zbrodnię. Na miejscu znalezienia zwłok dziecka, śledczy znaleźli niedopałek papierosa z którego wyodrębniono DNA matki dziecka. Tuż obok leżały zasypane rękawiczki robocze. Identyczne włókna jak te z rękawiczek, śledczy znaleźli na ubranku Madzi.

Mieszkańcy regionu, którzy jeszcze kilka dni wcześniej cierpieli wraz z młodą matką z powodu porwania dziecka, zmienili narrację o 180 stopni. Opinia publiczna chciała ją niemal zlinczować. Ludzie nie wierzyli w to, że dziecko zmarło przypadkiem. W marcu 2012 Prokuratura Okręgowa w Katowicach postawiła Katarzynie zarzut: zawiadomienia organów ścigania o niepopełnionym przestępstwie i wprowadzenia w błąd policji oraz tworzenia fałszywych dowodów w sprawie porwania. Dopiero sekcja zwłok przyniosła odpowiedź na pytanie: jak zginęło dziecko? Biegli ustalili, że malutka Madzia została uduszona. 12 lipca 2012 roku po otrzymaniu pełnych wyników sekcji zwłok dziewczynki, prokurator zmienił zarzut. To właśnie wtedy przekazano, że Katarzyna W. będzie odpowiadać za zabójstwo córki. W. aresztowano, jednak jej adwokat odwołał się od tej decyzji. Katarzynę zwolniono z aresztu. To było wydarzenie bez precedensu. Matka Madzi była jedyną podejrzaną osobą w Polsce z zarzutem zabójstwa, która opuściła areszt.

Kobieta nie cieszyła się długo wolnością. Przestała stawiać się na sosnowieckiej komendzie, wkrótce wydano za nią list gończy. Tym razem trafiła do aresztu na dobre. 31 grudnia 2012 roku do Sądu Okręgowego w Katowicach trafił 80-stronicowy akt oskarżenia.

Prokuratura udowodniła, że Katarzyna W. zaplanowała zbrodnię. Czy matka Madzi wyjdzie wcześniej z więzienia?

Proces Katarzyny W. był jawny z wyłączeniem niektórych jego części. Śledziło go 75 dziennikarzy z 70 redakcji z całej Polski. Powołani biegli psychologowie w opinii stwierdzili, że matka Madzi jest patologiczną kłamczuchą i nie ma uczuć wyższych. Na krótko przed zbrodnią, Katarzyna W. sprawdzała w internecie informacje: "jak zabić bez śladu", "ile kosztuje pogrzeb dziecka", "ile wynosi zasiłek pogrzebowy na dziecko". Przed śmiercią Madzi, miała także oglądać film "Kolor zbrodni", opowieść o kobiecie, która zamordowała syna  i o zbrodnię oskarżyła niewinnego człowieka.

Prokuratura domagała się dożywocia dla Katarzyny W., jednak sąd ostatecznie skazał ją na 25 lat pozbawienia wolności. Od tego wyroku odwołała się zarówno prokuratura, jak i obrońca matki małej Madzi - mecenas Arkadiusz Ludwiczek. Sąd drugiej instancji utrzymał wyrok w mocy. Katarzyna W. złożyła wniosek o kasację wyroku do Sądu Najwyższego, jednak ten nie przychylił się to tego wniosku. Katarzyna W. może się ubiegać o wcześniejsze zwolnienie z więzienia, jednak nie wcześniej niż po 20 latach. 

Listen to "Co dzieje się dziś z matką zabitej małej Madzi z Sosnowca? Sprawdziliśmy! ZBRODNIARZ I KARA" on Spreaker.
Mija 10 lat od tragicznej śmierci małej Madzi z Sosnowca
Sonda
Czy za zabójstwo dziecka powinna być kara śmierci?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Nasi Partnerzy polecają