Fundacja potrzebuje wsparcia

Do Pomostu przychodzą więźniowie, żeby wyjść "na ludzi". Teraz Pomost jest w tarapatach

2023-11-13 12:30

Gdy Edward Szeliga (50 l.) kilkanaście lat temu opuścił celę zakładu karnego nie wiedział, co z sobą począć. To, że szybko nie wrócił za kraty zawdzięcza tylko własnej determinacji. Dziś, jako szef i założyciel Fundacji Pomost z Zabrza, pomaga ze swymi ludźmi skazanym opuszczającym więzienia. Placówka działa od 13 lat. Niestety znalazła się w potężnych tarapatach, grozi jej upadek. Ośrodek zbiera pieniądze na pokrycie rachunków i prosi o wsparcie.

Readaptacja - to słowo, które Szeliga powtarza jak mantrę. W readaptacji "siedzi" już kilkanaście lat. Nie sam. Pomaga mu grupa fachowców z różnych dziedzin. Ich fundacja nazywa się Pomost, czasem zapisywana jako: Po-Most. To "Po" odnosi się do czasu po odsiedzeniu wyroku. Pomost daje wychodzącym z celi kryminalistom szansę na odmianę życia. Jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało przywraca ich społeczeństwu. "Naprawia" tych ludzi. Dzięki fundacji zaczynają żyć bez konfliktów z prawem.

- Uczestniczą u nas w trwającym 9 miesięcy programie. Opracowanym we współpracy ze środowiskiem naukowym. Poprawianym wielokrotnie na podstawie naszych doświadczeń. Dzięki temu mamy wysoką skuteczność. 8 na 10 byłych więźniów po odbyciu naszego kursu nie wraca za kraty. Niektórzy po kursie zostają z nami jeszcze na kolejnych 12 miesięcy. Zostając w takim samodzielnym mieszkaniu, nazwijmy je treningowym, raz w tygodniu się z nami konsultują. Mogą jeszcze doszlifować umiejętność życia - mówi Edward Szeliga.

Fundacja zapewnia podopiecznym dach na głową. Kursantów, jeśli można tak ich nazwać, jest zazwyczaj ponad trzydziestu. W pomieszczeniach fundacji zaczynają tworzyć na początku swoje małe społeczeństwo. Muszą akceptować pewne żelazne zasady. Inaczej nic z nich nie będzie.

- Po pierwsze każdy z nich musi znaleźć sobie prace. Kto nie pracuje, te nie je, mówiąc krótko. Poza tym nie można tutaj używać alkoholu i środków odurzających - wyjaśnia Szeliga.

- Zajęcia są popołudniami albo wieczorami. Pracujemy na bazie metody społeczności readaptacyjnej. Mieszkańcy obejmują rozmaite funkcje np. prezes społeczności, szef ochrony, gospodarz domu, skarbnik, szef remontów. Tworzą zarząd, próbują zarządzać miejscem i mieszkańcami. Każda z tych funkcji ma uczyć określonych umiejętności społecznych, niczego innego, jak różnych ról społecznych. We wszystkich tych rolach przecież my też jesteśmy na co dzień. W taki sposób osoby po długotrwałej izolacji uczą się "na nowo chodzić" - dodaje szef ośrodka.

Więźniowie przychodzą do nas z czystą kartą

Do Fundacji zapukać może każdy opuszczający celę więzień z wyjątkiem skazanych za przestępstwa seksualne.

- Trafiają do nas z czystą kartą. Odbyli karę za to co zrobili My staramy się uczyć ich tego, żeby odnaleźli siebie, godność ludzką, odnaleźć wiarę w siebie, żeby poczuli i zobaczyli, że potrafią funkcjonować inaczej niż do tej pory. Jest sporo ludzi, którzy ukończyli program i teraz pracują maja swoje firmy nawet, są niekiedy zarządzają innymi pracownikami. A gdy trafiali do nas, to niejeden z nich nigdy nie pracował. Co więcej wielu pracodawców ich ceni. Oni nie piją, nie biorą narkotyków. Są rzetelni, przychodzą punktualnie - zapewnia prezes.

Edward Szeliga apeluje o pomoc

Jednak od kilkunastu miesięcy Fundacje dobijają rachunki. Głownie za prąd, ogrzewanie i wodę. Utrzymanie ośrodka, w którym mieszka kilkudziesięciu podopiecznych zajmujących jakieś 900 metrów kwadratowych, kosztuje krocie. Opłaty za media sięgają od 17 do 20 tys. zł miesięcznie. Placówka jest zagrożona, choć w ramach oszczędności wszyscy je parownicy o pewnego czasu nie dostają wypłat.

- Jesteśmy w takim momencie, że nie możemy tego udźwignąć. Prosimy każdego, kto może, o wsparcie, bo jeśli tak dalej pójdzie, będziemy musieli zamknąć ośrodek, a tych ludzi wysłać na ulicę - mówi gorzko Edward Szeliga.

Fundację Pomost można wesprzeć poprzez serwis:

Działanie Społecznego Ośrodka Readaptacji | zrzutka.pl