Referendum w Bytomiu odwołane. Wśród podpisów znaleziono dane osób zmarłych

2026-05-06 13:42

Głosowania w sprawie odwołania władz Bytomia nie będzie. Weryfikacja zebranych przez organizatorów podpisów ujawniła gigantyczną skalę nieprawidłowości, a na listach figurowały nawet osoby nieżyjące. Prezydent Mariusz Wołosz zapowiada stanowcze kroki prawne, kierując zawiadomienie do prokuratury.

Referendum w Bytomiu nie będzie

i

Autor: UM Bytom/Pixaby/ Materiały prasowe

Mieszkańcy Bytomia nie pójdą do urn, by decydować o przyszłości samorządu. Pomysłodawcy akcji zgromadzili wprawdzie ponad 12 tysięcy parafek, jednak weryfikacja przeprowadzona przez katowicką delegaturę Krajowego Biura Wyborczego bezlitośnie przekreśliła ich plany. Okazało się, że grupie inicjatywnej nie udało się przekroczyć wymaganego przez prawo progu.

Przepisy jasno określają, że do rozpisania głosowania potrzebnych było 10 627 ważnych głosów poparcia. Decyzja komisarza wyborczego Pawła Wysockiego rozwiała wszelkie wątpliwości – za poprawne uznano zaledwie 7410 pozycji. Urzędnicy skreślili tym samym aż 4621 dostarczonych wpisów.

Komisarz wyborczy weryfikuje podpisy zmarłych osób

Największe zdumienie wywołało odkrycie na listach aż 179 parafek przypisanych do nieżyjących już osób. Kontrolerzy wychwycili również mnóstwo innych uchybień formalnych, w tym rażące braki danych, niewyraźne pismo oraz całkowicie fałszywe numery PESEL.

To właśnie te fatalne błędy w dokumentacji bezpośrednio doprowadziły do zablokowania inicjatywy dotyczącej zmiany władzy w mieście.

Mariusz Wołosz zawiadamia prokuraturę o fałszerstwie

Włodarz miasta Mariusz Wołosz nie zamierza zostawić tej sytuacji bez odpowiedzi i zapowiada twarde stanowisko wobec nieuczciwych praktyk.

– Mając świadomość tego, kto i w jaki sposób zbierał podpisy, składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa fałszerstwa. Będę też wnioskował o zabezpieczenie kart z podpisami – poinformował.

Dokumenty mają trafić do organów ścigania 6 maja, co oficjalnie potwierdziła Małgorzata Węgiel-Wnuk, pełniąca funkcję rzeczniczki bytomskiego magistratu. Za tego typu czyny może grozić kara sięgająca nawet pięciu lat pozbawienia wolności.

Przedstawiciele komitetu referendalnego odpierają jednak zarzuty, tłumacząc tak dużą liczbę błędów rzekomym sabotażem i celowym działaniem ze strony swoich oponentów politycznych.

Przypominamy że listy poparcia były do pobrania w internecie i każdy mógł wypełnić je w dowolnie błędny sposób i przynieść do stałych punktów zbiórek, zwłaszcza zwolennicy obecnej władzy którzy kurczowo chcą się tam utrzymać, bo wiedzą, czym grozi jej utrata i późniejsze konsekwencje ich rozliczenia - czytamy w oświadczeniu inicjatywy referendalnej w Bytomiu.

Tak przebiegało zbieranie podpisów:

Prezydent Bytomia podsumowuje fiasko głosowania

Klamka zapadła i skomplikowana procedura referendalna została ostatecznie i bezpowrotnie wstrzymana przez organy wyborcze.

– „To dobra wiadomość dla mieszkańców” – ocenił prezydent Wołosz, dziękując za zaufanie.

Rozstrzygnięcie administracyjne nie kończy jednak całkowicie tematu, ponieważ teraz na pierwszy plan wysuwa się ewentualny wątek karny całej operacji. Odpowiednie służby przystąpią do szczegółowej analizy, by ustalić, czy proces gromadzenia poparcia wiązał się z jawnym łamaniem prawa lub intencjonalnym fałszerstwem.

Chorzów i Będzin wciąż czekają na weryfikację

Bytom to nie jedyny ośrodek w województwie, w którym pojawiły się wnioski o odwołanie sprawujących urzędy. W Chorzowie i Będzinie wciąż trwa skrupulatne sprawdzanie poprawności dostarczonych list poparcia przez urzędników.

Chociaż w tych miastach ostateczne postanowienia jeszcze nie zapadły, bytomski incydent stanowi wyraźny dowód na to, jak kluczowe znaczenie ma dokładna weryfikacja każdego pojedynczego wpisu zadeklarowanego przez obywateli.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki