To już koniec obecności Śląskiego Jazz Clubu przy Placu Inwalidów Wojennych 1 w Gliwicach. Kilka dni temu, pod osłoną nocy, członkowie najstarszego jazzowego stowarzyszenia w Polsce opuścili miejsce, w którym od lat działali.
Jak informowaliśmy niedawno, SJC z powodu zawirowań wokół wynajmowanego od miasta lokalu, został zmuszony do znalezienia nowej, tymczasowej siedziby.
- Kryzys lokalowy SJC udało się tymczasowo rozwiązać, dzięki życzliwości właściciela klubu 4art w Gliwicach, który przyjął nas oraz zaoferował pomoc w przechowaniu jazzclubowych materiałów - mówi Mirek Rakowski, były prezes stowarzyszenia.
Równolegle prowadzone są rozmowy z gliwickimi władzami, by SJC mógł znów działać w swej dotychczasowej siedzibie, ale już na warunkach uzgodnionych w stu procentach z miastem. - W tę inicjatywę włączyła się nasza "stara gwardia", Tomek Beler i Duniek Majewski, za co bardzo im dziękuję - dodaje Mirek Rakowski.
Niespełnionym marzeniem byłego prezesa od dawna pozostaje wizja, w której Śląski Jazz Club może realizować swoje statutowe zadania w siedzibie na miarę 60-letniej historii stowarzyszenia, czyli w Ruinach Teatru "Victoria" w Gliwicach (gdzie od kilkunastu lat, z powodzeniem, SJC organizuje festiwal "Jazz w Ruinach").
We wzniesionym jeszcze w czasach niemieckich obiekcie, tuż pod sceną i widownią, znajduje się... łaźnia kąpielowa z niecką basenową. To właśnie wymarzone miejsce, w którym członkowie Śląskiego Jazz Clubu chętnie kontynuowaliby swoje działania. Póki co jednak, ruiny teatru czeka zapowiadany od lat remont, a miłośnicy jazzu na Śląsku muszą przywyknąć do myśli, że na koncerty organizowane przez SJC będą przyjeżdżać do popularnego 4artu.
Co przyniesie przyszłość, to zależy już tylko od dobrej woli władz Gliwic. Stali bywalcy koncertów w Śląskim Jazz Clubie nie tracą nadziei, że koncerty wrócą na "stare śmieci", czyli do lokalu przy Placu Inwalidów 1.