40-letni Piotr, zajmujący jedno z mieszkań na terenie Częstochowy, został brutalnie napadnięty przez grupę agresywnych sprawców. W sobotni wieczór, 24 stycznia 2026 roku, do jego lokum siłą wtargnęło kilka osób, które brutalnie zaatakowały go przy użyciu różnych, niebezpiecznych przedmiotów. Okładali go pięściami, dźgali nożami i maczetami. Pokrzywdzony resztkami sił zdołał uciec na klatkę schodową, a jego krzyki i wołania o pomoc zaalarmowały sąsiadów, którzy wezwali na miejsce służby. Sprawcom udało się co prawda uciec przed przybyciem policji, lecz funkcjonariusze szybko wpadli na ich trop. 40-latek trafił zaś do szpitala z poważnymi obrażeniami.
- Na miejscu przez kilka godzin pracowali częstochowscy śledczy oraz policyjny technik, którzy zabezpieczali ślady i gromadzili materiał dowodowy. Równocześnie policjanci rozpoczęli intensywne poszukiwania osób mogących mieć związek z tym zdarzeniem - relacjonowała podkomisarz Barbara Poznańska, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.
Następnego dnia, 25 stycznia 2026 roku, kryminalni zatrzymali czterech mężczyzn w wieku od 26 do 36 lat oraz 22-letnią kobietę. Wszyscy trafili do policyjnego aresztu, a później na wniosek Prokuratury Rejonowej Częstochowa-Południe kilkoro z nich zostało tymczasowo aresztowanych. Jak się okazuje, chodzi o trzech mężczyzn, którzy mieli zadać Piotrowi najwięcej obrażeń. Ich działania określono nawet jako próbę zabójstwa 40-latka, za co grozi kara dożywotniego więzienia. Szczegóły poniżej.
Skatowali Piotra i zniszczyli mu samochód. "Chcieli go ukarać"
Po zgromadzeniu materiału dowodowego przez śledczych, prokurator przedstawił trzem mężczyznom zarzut usiłowania zabójstwa oraz zniszczenia pojazdu należącego do pokrzywdzonego. Podejrzanymi są: 27-letni Krzysztof B., 29-letni Oskar W. oraz 35-letni Krzysztof S., którzy mieli działać wspólnie i w porozumieniu, wyważając drzwi do mieszkania Piotra i atakując go, jednocześnie zakładając wcześniej na twarze kominiarki. Sąd Rejonowy w Częstochowie zastosował wobec nich areszt na okres trzech miesięcy.
Czytaj więcej: Stanął w obronie kobiety, więc skatowali go maczetami. Usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa
22-letnia kobieta, partnerka jednego ze sprawców, która zawiozła agresorów na ulicę Drzymały, usłyszała zarzut posiadania nielegalnej broni i amunicji, natomiast czwarty, 36-letni mężczyzna - zarzut poplecznictwa, miał pomagać sprawcom w ukrywaniu się. Oboje zostali objęci policyjnym dozorem.
Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Południe, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, nie ma wątpliwości, że napaść miała tło osobistych porachunków. W podobnym tonie wypowiada się przyjaciel rannego Piotra, który zwrócił się do nas z prośbą o pomoc.
- Stanął w obronie kobiety, a oni go skatowali - mówi wprost w rozmowie z nami. - Jedynym "powodem" tej napaści było to, że stanąłem w obronie mojej przyjaciółki, która jest dla mnie jak młodsza siostra. Wysłałem SMS do jej byłego męża, jednego z napastników, prosząc, żeby wreszcie dał jej spokój. Godzinę później doszło do ataku - przyznaje poszkodowany Piotr.
Sprawcy napaści są dobrze znani miejscowym policjantom. Widnieją w kartotekach za wcześniejsze konflikty z prawem, a lista ich przewinień jest długa: groźby, oszustwa, rozboje, posiadanie środków odurzających, niszczenie mienia. To zwiększa szansę na wyższą karę za próbę zabójstwa 40-latka. Piotrek długo będzie wracał do zdrowia. Więcej poniżej.
Piotrek liczy na wsparcie dobrych ludzi. "Doznałem wielu ran kłutych, ciętych i tłuczonych"
40-letni Piotr na co dzień pracuje jako stolarz budowlany oraz artystyczny. Teraz jego życie zostało wywrócone do góry nogami. Doznał wielu ran kłutych, ciętych i tłuczonych, powstałych przez uderzenia pięściami, kopnięcia, pchnięcia nożami, cięcia maczetami. Oberwał również kilka razy pałką.
- Próbowali mnie brutalnie zamordować - mówi poszkodowany Piotrek. - Ostatni rok i tak był dla mnie trudny. Jako stolarz próbowałem otworzyć własną działalność. Niestety przez nieudaną spółkę i brak odpowiedniego zaplecza finansowego nie udało się wystartować tak, jak planowałem. Mimo to chciałem się podnieść i działać dalej: zgodnie z zasadą, że nigdy się nie poddaję. Teraz jednak los zgotował mi coś, czego nie byłem w stanie przewidzieć. W wyniku ataku mam niewładną lewą rękę. Mięśnie przedramienia i bicepsa zostały przecięte maczetą do samej kości. Dziś nie jestem w stanie utrzymać w tej ręce nawet długopisu, a co dopiero narzędzi, które są podstawą mojej pracy - wyznaje mężczyzna.
Aby wrócić do sprawności, 40-latek będzie potrzebował długiej rehabilitacji, a przede wszystkim czasu. Jest kawalerem, utrzymuje się sam. Bez możliwości pracy sytuacja staje się dla niego trudna. O wsparcie kolegi prosi też przyjaciel, który się do nas zwrócił.
- Nie piszę tego, żeby błagać o litość. Chcę być zwyczajnie szczery. Wstaję i idę dalej, bo tak trzeba, a pomocy bliskim i tak nigdy nie odmówię - mówi Piotrek. - W jego obecnym stanie jest całkowicie niezdolny do pracy. Jego stan się poprawia, ale zanim wróci do całkowitej sprawności potrzebuje środków do życia - dodaje jego kolega.
Za usiłowania zabójstwa sprawcom napaści na Piotra grozi kara od 10 do 30 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Z kolei za utrudnianie postępowania karnego grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Ci, którzy chcieliby wesprzeć pokrzywdzonego, znajdą szczegóły pomocy na uruchomionej zbiórce internetowej: Pomagam.pl.