Ukraiński aktywista zabrał głos. "Przyznała się nam"
Sprawa nagrania z autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej, na którym słychać mężczyznę obrażającego nastoletnie Ukrainki, nadal budzi duże emocje. Film szybko rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych i wywołał falę komentarzy potępiających agresywne zachowanie wobec młodych pasażerek.
Do sprawy odniósł się Michał Strelnikov, ukraiński aktywista mieszkający w Polsce i znany z działalności przeciwko rosyjskiej propagandzie. Jak opisał w mediach społecznościowych, nagranie skłoniło jego 13-letnią córkę do szczerej rozmowy z rodzicami.
Dziewczynka przyznała, że ona oraz jej koleżanki już wcześniej znalazły się w podobnych sytuacjach. Jak wyjaśnił jej ojciec, nastolatka przez długi czas nie mówiła o tych doświadczeniach, ponieważ nie chciała martwić rodziców.
– Po tym, jak moja córka, która ma 13 lat, obejrzała ten film, przyznała się nam, że zarówno ona, jak i jej koleżanki znalazły się w podobnej sytuacji. Nie opowiadała nam o tym, żeby nas nie zasmucać. To była dla nas bardzo nieprzyjemna niespodzianka – napisał Strelnikov w mediach społecznościowych.
Aktywista dodał, że od początku uczył córkę, iż nie należy odpowiadać agresją na agresję i że zawsze znajdą się osoby zachowujące się w niewłaściwy sposób. Jak podkreślił, dopiero publikacja nagrania sprawiła, że dziewczynka zdecydowała się opowiedzieć o własnych doświadczeniach.
Agresywny były pracownik MZK usłyszał zarzuty
Wpis spotkał się z szerokim odzewem internautów. Pod publikacją pojawiły się setki komentarzy wyrażających solidarność z ukraińskimi dziećmi i młodzieżą. Wielu użytkowników podkreślało, że podobne zachowania powinny spotykać się z natychmiastową reakcją świadków. Pojawiły się również głosy przepraszające za zachowanie agresora i wskazujące, że nie reprezentuje ono postawy większości Polaków.
Tymczasem śledztwo w sprawie incydentu prowadzą policjanci z Bielska-Białej. Funkcjonariusze ustalili tożsamość mężczyzny widocznego na nagraniu i dokonali jego zatrzymania. 14 lipca prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.
Jak poinformował Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej, agresorem okazał się pracownik spółki zatrudniony jako kierowca, który od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu lekarskim. Przedsiębiorstwo zapowiedziało wyciągnięcie wobec niego konsekwencji służbowych, w tym zastosowanie środków przewidzianych przez prawo pracy.
Spółka podkreśliła również, że stanowczo potępia wszelkie przejawy agresji, przemocy i dyskryminacji. Zapowiedziała także złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, niezależnie od postępowania prowadzonego przez policję.
Sprawa odbiła się szerokim echem nie tylko w mediach społecznościowych, ale także w debacie publicznej. W komentarzach zwracano uwagę, że nagranie stało się impulsem do ujawniania podobnych doświadczeń przez kolejne osoby, które dotąd nie mówiły o przypadkach słownej agresji motywowanej pochodzeniem.