Zabił sąsiada, ciężko ranił jego 9-letniego syna. Był pijany i po amfetaminie! Sąd zaostrzył wyrok

To miała być zwykła przejażdżka quadem, a skończyło się niewyobrażalną tragedią. W Myszkowie (woj. śląskie) pijany i będący pod wpływem amfetaminy Dariusz B. zabrał na przejażdżkę sąsiada i jego 9-letniego syna. Quad roztrzaskał się o drzewo. Ojciec zmarł, a chłopiec odniósł ciężkie obrażenia. Teraz w tej wstrząsającej sprawie zapadł prawomocny wyrok.

Rozbity czarny quad na poboczu drogi po wypadku w Myszkowie. O wyroku dla pijanego kierowcy przeczytasz na SE.
Autor: Policja Myszków/ Materiały prasowe

Tragedia rozegrała się 17 lipca 2025 roku w Myszkowie. Tego dnia 42-letni wówczas Dariusz B. przyjechał quadem do domu swojego 45-letniego sąsiada. Mężczyźni wspólnie pili alkohol. Po pewnym czasie Dariusz B. postanowił wybrać się na przejażdżkę. Nie ruszył jednak sam. Na pojazd zabrał gospodarza oraz jego zaledwie 9-letniego syna. Żaden z pasażerów nie miał na głowie kasku ochronnego.

Pijany i po narkotykach wiózł ojca z dzieckiem. Quad roztrzaskał się o drzewo

Na ulicy Sikorka doszło do dramatu. Kierowca quada zjechał na lewy pas jezdni i z ogromną siłą uderzył w drzewo. Skutki tej przejażdżki były koszmarne.

45-letni pasażer doznał bardzo poważnych obrażeń. Trafił do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Niestety, sześć dni po wypadku, 23 lipca, mężczyzna zmarł. Jego 9-letni syn również został ciężko ranny. Chłopiec doznał licznych złamań i obrażeń wewnętrznych, które wymagały specjalistycznego leczenia szpitalnego.

Badania wykazały, że Dariusz B. miał w organizmie około 1,3 promila alkoholu oraz amfetaminę. To jednak nie wszystko. Biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków ustalił, że mężczyzna przekroczył dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym aż o 35 km/h. Dodatkowo przewoził pasażerów bez kasków.

Najpierw twierdził, że nic nie pamięta. Potem przyznał się do winy

Po tragedii Dariusz B. usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości i pod wpływem substancji psychotropowej. Początkowo nie przyznawał się do winy. Przekonywał śledczych, że nie pamięta okoliczności zdarzenia.

Dopiero w dalszym toku postępowania zmienił swoje stanowisko i przyznał się do zarzucanego mu czynu. Jednocześnie zaprzeczał, jakoby zażywał amfetaminę, której obecność wykazały przeprowadzone badania.

Mężczyzna, z zawodu elektromonter, nie był wcześniej karany. Trafił do tymczasowego aresztu. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu i narkotyków groziło mu od 5 do 20 lat pozbawienia wolności.

Pięć lat za tragedię. Prokuratura uznała karę za zbyt łagodną

24 czerwca 2026 roku Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał Dariusza B. na pięć lat więzienia. Orzekł również dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Ponadto zasądził od sprawcy 100 tys. zł zadośćuczynienia dla syna zmarłego oraz 50 tys. zł dla jego żony.

Prokuratura nie zgodziła się jednak z taką karą. Śledczy uznali, że pięć lat więzienia to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę okoliczności tragedii.

– Prokurator uznał karę wymierzoną Dariuszowi B. za rażąco łagodną. W złożonej apelacji wniósł o skazanie oskarżonego na karę 7 lat pozbawienia wolności – poinformował prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Częstochowie. 5 listopada 2026 roku zapadł prawomocny wyrok. Sąd przychylił się częściowo do apelacji prokuratury i zaostrzył karę dla Dariusza B. do sześciu lat pozbawienia wolności.

Zapadł wyrok w sprawie śmierci 6-letniego Maksia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI