Robotnicy uszkodzili gazociąg. Chwilę później dom z ośmioma osobami wyleciał w powietrze

W jednej chwili stracili życie. Potężna eksplozja gazu zamieniła trzykondygnacyjny dom w Szczyrku w płonące gruzowisko. Pod ruinami zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci. Niemal cała rodzina Kaimów, doskonale znana mieszkańcom górskiego kurortu, odeszła w jednej sekundzie. Do tragedii doszło po uszkodzeniu gazociągu podczas prowadzonych pod drogą prac. Po latach procesów zapadły prawomocne wyroki więzienia. Jedna z kobiet, która straciła syna i rodziców, do dziś nie może zapomnieć widoku, jaki zastała po powrocie z pracy.

W jednej sekundzie pod gruzami zginęła niemal cała rodzina. Po latach zapadły wyroki za tragedię w Szczyrku

Siedem lat temu w Szczyrku doszło do jednej z największych tragedii w historii tego górskiego miasteczka. Dom przy ulicy Leszczynowej w jednej chwili zamienił się w stertę płonących gruzów. W wyniku wybuchu gazu zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci – niemal cała rodzina Kaimów, szanowanych mieszkańców kurortu. Po latach osoby odpowiedzialne za doprowadzenie do tej tragedii usłyszały wyroki więzienia.

Wieczorną ciszę 4 grudnia 2019 roku przerwał potężny huk. Cały Szczyrk zadrżał od eksplozji. Trzykondygnacyjny, murowany dom w mgnieniu oka zawalił się niczym domek z kart. Siła wybuchu była tak ogromna, że uszkodzone zostały również sąsiednie budynki i posesje.

Pod gruzami zginęli członkowie rodziny Kaimów: dziadkowie Józef (†60 l.) i Jolanta (†60 l.), ich syn Wojciech (†39 l.) wraz z żoną Anną (†38 l.) i trójką dzieci – Stasiem (†3 l.), Marceliną (†7 l.) i Michaliną (†9 l.). Ósmą ofiarą był kolejny wnuk seniorów, Szymon (†9 l.). Jego mama, Katarzyna, w chwili eksplozji przebywała w pracy. Tylko dlatego ocalała.

Zginęła rodzina znana całemu Szczyrkowi. „Nie mogę sobie wybaczyć, że je puściłem”

Dorosłe ofiary tragedii były doskonale znane mieszkańcom Szczyrku. Od lat zajmowały się narciarstwem. Nawet stok, na którym przekazywały najmłodszym adeptom tej dyscypliny swoją wiedzę i umiejętności, nosił nazwę „Kaimówka” – pochodzącą od ich nazwiska.

Ogrom tragedii był przytłaczający.

– Kaimowie to był Szczyrk, Szczyrk to byli Kaimowie. Chyba nie ma dużej przesady w stwierdzeniu, że jesteśmy jedną wielką rodziną – mówił nam kilka dni po tragedii Janusz Makuch, dyrektor tamtejszej Szkoły Podstawowej nr 1.

Feralnego dnia dyrektor po raz ostatni widział Annę Kaim oraz jej córkę Michalinę, uczennicę szkoły.

– Anna, żona Wojtka, w dniu tragedii była z Michaliną u mnie. Rozmawialiśmy o konkursie kolęd i pastorałek. Pożegnaliśmy się około 17.40. Teraz nie mogę sobie wybaczyć, że je puściłem, że jeszcze pod jakimś pretekstem ich nie zatrzymałem... – wyrzucał sobie Janusz Makuch, ocierając łzy.

Robotnicy przewiercili gazociąg. Doszło do potężnej eksplozji

Najbardziej wstrząsające było jednak to, że do dramatu nie doszło wskutek nieszczęśliwego wypadku, którego nie sposób było przewidzieć. Wybuch gazu był konsekwencją błędów popełnionych przez ludzi.

Odpowiedzialność ponosili szefowie firmy oraz jej pracownicy, którzy feralnego dnia wykonywali pod ulicą Leszczynową przewiert na potrzeby ułożenia kabli prowadzących do powstającej w pobliżu inwestycji.

Prokuratura wszczęła śledztwo. Szybko ustalono, że roboty pod ulicą Leszczynową prowadziła firma Aqua System. Już następnego dnia po eksplozji śledczy pojawili się na miejscu tragedii i przeprowadzili oględziny. Ustalano świadków, zabezpieczano ślady i gromadzono dokumentację.

Po wielomiesięcznym dochodzeniu, w maju 2021 roku, Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom.

Wśród oskarżonych znaleźli się szef firmy Roman D., który zlecił wykonanie przewiertu, a także Marcin S., operator wiertnicy, i Józef D., pomocnik operatora. Zarzucono im sprowadzenie katastrofy w postaci wybuchu gazu.

Pozostała trójka – Ewa K., Jakub K. i Marcin K. – odpowiadała między innymi za fałszowanie dokumentacji, nakłanianie do składania fałszywych zeznań oraz liczne uchybienia podczas prowadzenia inwestycji.

Wiedzieli o gazociągu, ale kontynuowali prace. Nawet po uszkodzeniu wodociągu

W toku śledztwa ujawniono główną przyczynę tragedii.

Prace pod ulicą Leszczynową powinny być prowadzone metodą odkrywkową. Firma nie miała prawa wykonywać podziemnego przewiertu. Oskarżeni zdawali sobie sprawę, że maszyna drążąca może uszkodzić istniejącą w tym rejonie infrastrukturę.

Pierwszy proces przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej rozpoczął się w sierpniu 2021 roku i trwał blisko trzy lata. Przeprowadzono 56 rozpraw. W maju 2024 roku zapadł wyrok.

Roman D. został skazany na sześć lat więzienia, Marcin S. na cztery lata pozbawienia wolności, a Józef D. na trzy lata. Ewa K., Jakub K. i Marcin K. otrzymali kary po cztery lata i dwa miesiące więzienia. Ponadto wobec wszystkich orzeczono dziesięcioletnie zakazy prowadzenia działalności gospodarczej i wykonywania zawodu.

Podczas uzasadniania wyroku sędzia Paweł Kudelski wskazywał na rażące zaniedbania.

– Fragment sieci gazowej został wykonany tzw. kretem. Pracownicy firmy mieli na miejscu detektor do wykrywania podziemnej infrastruktury, ale go nie użyli – mówił sędzia.

Jak podkreślał, oskarżeni mieli świadomość, że w miejscu prowadzonych robót przebiega gazociąg.

– Wiedza o tym, że gaz jest, że płynie, była. Wiedzieli o tym pracownicy, wiedział ich szef i pozostali oskarżeni – zaznaczał.

Co więcej, robotnicy nie przerwali prac nawet po uszkodzeniu wodociągu.

– Pracownicy wykonywali przewiert na dużej głębokości. Właśnie dlatego, że mieli świadomość gęstości różnych mediów w tym miejscu, nie przerwano wykonywania odwiertu nawet po tym, jak świder uszkodził wodociąg. Nawet wówczas, wiedząc, że „kret” uszkodził podziemną infrastrukturę, kontynuowano prace – podkreślał sędzia.

Po latach zapadł prawomocny wyrok. Jednemu ze skazanych złagodzono karę

Od wyroku odwołały się wszystkie strony postępowania. Prokuratorzy domagali się uznania, że oskarżeni działali z winy umyślnej, oraz wymierzenia im surowszych kar. Z kolei obrona wnosiła o uniewinnienie.

Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

20 maja 2026 roku ogłoszono prawomocny wyrok, który w zdecydowanej większości podtrzymał rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji.

Zmiana dotyczyła jedynie Józefa D. Jego karę obniżono z trzech do dwóch lat pozbawienia wolności. Pozostałe kary utrzymano w mocy.

„Wróciłam z pracy do domu, a tam nie było nic”. Straciła syna i rodziców

Na sali rozpraw podczas ogłaszania wyroku obecna była Katarzyna Kaim-Nogieć. Kobieta w katastrofie straciła swojego jedynego syna, rodziców i pozostałych członków rodziny.

Choć od tragedii minęło już kilka lat, wspomnienia tamtego wieczoru wciąż są dla niej niezwykle bolesne.

– Zginął mój jedyny syn, rodzice i kuzynostwo. Ja wciąż widzę to przed oczami – wróciłam z pracy do domu, a tam nie było nic… Tylko zgliszcza. Mój 9-letni Szymonek zginął, a jeszcze tego dnia tak się cieszył z „szóstki” z matmy – powiedziała nam wówczas zrozpaczona kobieta.

Tragedia z 4 grudnia 2019 roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców Szczyrku. W ciągu jednej chwili zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci. Po latach sądowych batalii zapadły prawomocne wyroki, jednak dla bliskich ofiar żaden z nich nie cofnie wydarzeń tamtego grudniowego wieczoru.

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI