Koleżanka pożyczyła od niej legginsy na siłownię. „Potem wrzuciła zdjęcie przed i po”

Pracuję na recepcji w osiedlowym klubie fitness i dopiero od niedawna sama zaczęłam regularnie ćwiczyć. Ostatnio pożyczyłam koleżance swoje czarne legginsy, bo wpadła bez stroju i po prostu zrobiło mi się jej żal. Wieczorem weszłam na jej profil i zobaczyłam post „przed i po”. Rozpoznałam nie tylko swoje nogi, ale też tę małą dziurkę przy szwie. Otworzyłam komentarze i z każdym kolejnym miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

Zszokowana kobieta w stroju sportowym stoi w szatni siłowni. O kradzieży zdjęć przez koleżankę przeczytasz na SE.
Autor: Zdjęcie ilustracyjne/ Wygenerowane przez AI Historie z życia wzięte
  • Maja pożycza koleżance legginsy na trening, bo ta wpada na zajęcia bez stroju
  • Wieczorem widzi na jej profilu zestawienie „przed i po” z własnym zdjęciem sprzed miesiąca
  • Komentarze znajomych uderzają w Maję, a koleżanka udaje, że to tylko motywacja
  • Trenerka zdradza, że dziewczyna od tygodni zbierała cudze zdjęcia do płatnego profilu
  • Maja zgłasza post, odbiera legginsy i żąda przeprosin przy recepcji klubu

„Te legginsy ratują mi trening” powiedziała, a ja nie umiałam odmówić

Na recepcji wszystko leci szybko: karty, kody, uśmiechy, ręczniki. Znam większość osób z osiedla z imienia albo chociaż z twarzy, bo to mały klub, taki „nasz”. Sama ćwiczę dopiero od paru miesięcy, trochę po cichu, bo cały czas siedzi mi w głowie: „nigdy nie będę tą dziewczyną z siłowni”.

Kinga wpadła zdyszana pięć minut przed zajęciami, w kurtce i z telefonem w dłoni. Spojrzała na moją klubową koszulkę i rzuciła: „Maja, błagam, zapomniałam torby. Masz coś na przebranie?”. Powiedziała to takim tonem, jakby się paliło.

W szafce miałam tylko jedną parę: moje czarne legginsy z małą dziurką przy szwie, tuż pod biodrem. Ta dziurka była dla mnie wstydliwa, ale na co dzień prawie jej nie widać, chyba że ktoś się gapi pod światło. Zawahałam się dosłownie sekundę, a potem wyciągnęłam je w szatni i podałam jej na ławce.

- Serio? Jesteś złota. Oddam od razu po zajęciach. - Tylko mi ich nie rozciągnij, dobra? Jest tam taka mała dziurka. - Daj spokój, nawet nie widać. Ty zawsze przesadzasz.

Oddała mi je spocone. Udawałam luz, ale ta dziurka wyglądała jak wyrzut sumienia

Po zajęciach Kinga w szatni rzuciła mi legginsy, jakby to była pałeczka w sztafecie. Materiał był ciężki i wilgotny, pachniał słodkimi perfumami zmieszanymi z potem. Uśmiechnęłam się tym swoim recepcyjnym uśmiechem i powiedziałam: „Spoko, wrzucę do prania”.

W domu rozłożyłam je na suszarce i dopiero wtedy zobaczyłam, że dziurka przy szwie jakby się powiększyła. Nie dramatycznie, ale na tyle, że mój wzrok wracał do niej co chwilę. Pomyślałam, że trzeba było odmówić, a jednocześnie było mi głupio, że robię w głowie aferę o kawałek materiału.

Kinga napisała mi na Messengerze: „Dzięki jeszcze raz, było ogień!”. Odpisałam serduszkiem, bo tak się teraz często odpisuje, szybko i bez gadania. Tylko że ja wcale nie czułam serduszka, raczej takie ciche „niech już będzie spokój”.

Przewinęłam ekran i zobaczyłam siebie po lewej, jakbym była czyjąś przestrogą

Wieczorem leżałam w łóżku i bezmyślnie przewijałam Instagram. Zobaczyłam nowe zdjęcie Kingi, takie typowe „motywacyjne”: jasne tło, dwa kadry obok siebie, wielkie litery. Na początku nawet się ucieszyłam, że wrzuciła coś z siłowni, bo zawsze przyciąga to ludzi do klubu.

Po lewej stronie była dziewczyna w czarnych legginsach, ujęcie z lustra, lekko przygarbiona, telefon zasłania twarz. Przez chwilę nie skojarzyłam, bo na zdjęciach człowiek potrafi wyglądać zupełnie inaczej. Potem zobaczyłam dziurkę przy szwie, dokładnie w tym samym miejscu, i miałam wrażenie, że ktoś mi nalał zimnej wody za kołnierz.

Podpis brzmiał: „Motywacja. Jak zaczynasz, to też tak wygląda. Potem jest tylko lepiej”. Po prawej Kinga, wyprostowana, napięty brzuch, uśmiech jak z reklamy. I te same legginsy, moje legginsy, bo dziurka też tam była, tylko sprytnie zakryta ręką.

Kliknęłam w komentarze. „Ale progres!”, „No w końcu się ogarnęłaś”, „Każdy kiedyś zaczyna”, a ktoś dopisał: „Kto ci robił to lewe zdjęcie? Haha”. Zrobiło mi się gorąco w uszach i co chwilę odświeżałam ekran, jakbym liczyła, że to po prostu zniknie.

Napisałam do niej, a ona odpisała jak do obserwujących, a nie jak do koleżanki

Wstałam z łóżka i krążyłam po mieszkaniu z telefonem w ręce. W kuchni świeciła tylko lampka nad zlewem i nagle poczułam się jak w biurze po godzinach. W końcu napisałam: „Kinga, to jestem ja na tym lewym zdjęciu. Usuń to”.

Odpisała po kilku minutach: „Co ty, przecież nie widać twarzy. To tylko przykład, że każdy zaczyna. Ludzie lubią takie zestawienia”. Jeszcze dodała: „Nie bierz wszystkiego do siebie”. To mnie zabolało bardziej niż komentarze, bo brzmiało jak tekst skopiowany i wklejony.

- To nie jest przykład, tylko moje zdjęcie. Skąd ty je masz? - No miałam je w telefonie, jak kiedyś mi pokazywałaś, pamiętasz? Wyluzuj - Ja ci go nie dawałam, żebyś robiła z tego post - Maja, naprawdę, przestań robić dramat, to motywacja

Zamknęłam rozmowę, ale nie umiałam odłożyć telefonu. Czułam, jakby ktoś mi zabrał prawo do bycia nieidealną na własnych zasadach. Najgorsze było to, że następnego dnia miałam stać na recepcji i udawać, że wszystko jest okej.

Trenerka powiedziała mi to przy kawie i nagle wszystko nabrało sensu

Następnego dnia przyszłam wcześniej, zanim zrobiło się tłoczno. W klubie pachniało detergentem i gumą z mat, a ja udawałam, że poprawiam grafiki w komputerze. Trenerka Ola podeszła po kawę i spojrzała na mnie tak, jakby widziała, że coś jest nie tak.

Powiedziałam jej szeptem, że Kinga wrzuciła moje zdjęcie. Ola nawet się nie zdziwiła. Westchnęła i przysunęła kubek bliżej, jakbyśmy miały tajną naradę. „Słuchaj, ona od tygodnia pytała różne dziewczyny o zdjęcia. Takie z szatni, z lustra, porównania. Chce odpalić płatny profil, niby z metamorfozami i motywacją”.

Zrobiło mi się niedobrze, bo nagle przestało chodzić o jednego posta. To była cała kolekcja cudzych chwil, tych najbardziej miękkich i wstydliwych, wziętych do jej folderu. Pomyślałam o tym, ile razy widziałam na recepcji dziewczyny, które nie chcą nawet spojrzeć w lustro w holu.

Ola powiedziała jeszcze: „Nie jesteś pierwsza, tylko większość milczy”. Wtedy coś mi przeskoczyło. Bo milczenie nagle zaczęło brzmieć jak przyzwolenie. Spojrzałam na swój identyfikator na smyczy i pomyślałam, że mam tu jednak jakieś miejsce, nie tylko uśmiech.

Wzięłam swoje legginsy i poprosiłam ją o jedno: żeby przeprosiła przy mnie

W przerwie usiadłam za ladą i zgłosiłam post na Instagramie, zaznaczając, że to moje zdjęcie użyte bez zgody. Palce mi się trzęsły, ale robiłam to krok po kroku, żeby czegoś nie kliknąć źle. Potem wzięłam do torby te czarne legginsy, już wyprane, z tą nieszczęsną dziurką, jak dowód, że to nie jest „przesada”.

Kinga przyszła wieczorem, pewna siebie, w słuchawkach, jak zawsze. Oparła się o ladę i rzuciła: „Hej, co tam, dzisiaj też zajęcia?”. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, położyłam legginsy na blacie, tak żeby dziurka była na wierzchu.

- Zdejmij ten post i napisz, że użyłaś mojego zdjęcia bez pytania - Maja, serio? Ludzie w ogóle nie wiedzą, że to ty - Ja wiem. I ja ćwiczę tu, a nie chcę być twoją reklamą - No dobra, dobra, ale po co takie sceny na recepcji? - Bo tu je wzięłaś i tu masz powiedzieć „przepraszam”

Zamilkła, spojrzała na legginsy i na moment zniknął jej ten instagramowy uśmiech. Powiedziała ciszej: „Przepraszam”, jakby to słowo ledwo przechodziło jej przez gardło. Odwróciła się i zaczęła coś klikać w telefonie, a ja patrzyłam, jak jej kciuk nerwowo skacze po ekranie.

Post zniknął dopiero po kilkunastu minutach, ale ja już nie odświeżałam tego co chwilę. Została mi w głowie ta dziurka przy szwie. Że łatwo komuś zaufać, a potem ciężko to odkręcić. Wieczorem weszłam na salę treningową i pierwszy raz nie szukałam miejsca w ostatnim rzędzie.

Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki