- Matka Pauliny opłaciła fotografa i zażądała, by Mateusz zgolił dziesięcioletnią brodę
- Przy stole porównała go do drwala i powołała się na ślubne zdjęcia
- Paulina nie poparła matki, ale jej milczenie zostawiło Mateusza samego
- Matka Mateusza też chciała zobaczyć jego twarz, choć nie zamierzała naciskać
- Tydzień przed ślubem Mateusz zgolił brodę, a później zaczął zapuszczać ją od nowa
„Przy rosole usłyszałem, że wyglądam jak drwal”
Ślub mieliśmy zaplanowany na połowę listopada, więc od września praktycznie każdy weekend spędzaliśmy na omawianiu sali, winietek i tego, czy ciocia Hanka obrazi się, jeśli nie dostanie osobnego miejsca przy stole. Jej mama, pani Elżbieta, była w tym wszystkim bardzo obecna. Nie robiła awantur ani nie podnosiła głosu, po prostu zawsze wiedziała lepiej, jaki odcień kwiatów wygląda elegancko i ile ciasta trzeba zamówić na osobę.
Do fotografa dołożyła pięć tysięcy złotych. Powiedziała, że to jej prezent dla córki, bo zdjęcia zostają na całe życie, a ona chce mieć piękną pamiątkę. Byłem jej za to wdzięczny, nawet jeśli od początku wiedziałem, że słowo „pamiątka” będzie wracało przy każdej decyzji.
Podczas kolacji u niej omawialiśmy godzinę błogosławieństwa i listę zdjęć rodzinnych. Pani Elżbieta odłożyła łyżkę, spojrzała na mnie tak, jakby właśnie dostrzegła plamę na obrusie, i powiedziała, że przed ślubem powinienem zgolić brodę. „Na zdjęciach ma być porządnie, a nie jak u drwala”.
„Broda jest częścią mnie. Nie zamierzam jej golić”
Przez moment słyszałem tylko tykanie zegara nad kredensem. Mam gęstą brodę od dwudziestego czwartego roku życia, regularnie ją przycinam i używam olejku, z którego Paulina czasem żartuje. To nie jest przypadkowy zarost po tygodniu urlopu. Tak wyglądam od lat i wszyscy, łącznie ze mną, dawno się do tego przyzwyczaili.
Powiedziałem pani Elżbiecie, że nie wyobrażam sobie siebie bez brody i że na własnym ślubie chcę wyglądać jak ja. Uśmiechnęła się krótko, jakby usłyszała coś dziecinnego. Odpowiedziała, że to tylko jeden dzień, a zdjęcia zostaną na całe życie.
Spojrzałem na Paulinę, licząc, że powie coś więcej niż jedno zdanie. Powiedziała tylko: „To decyzja Mateusza”, po czym zaczęła przesuwać palcem po ekranie telefonu. Nie stanęła po stronie matki, ale też nie stanęła obok mnie.
„Pięć tysięcy za fotografa stało się argumentem”
Po powrocie do mieszkania długo krzątałem się po kuchni, choć nie było czego sprzątać. Paulina kroiła pomidora do kanapek i udawała, że rozmowa skończyła się razem z rosołem. W końcu zapytałem, czy naprawdę uważa, że z brodą wyglądam nieporządnie.
Powiedziała, że jej moja broda w ogóle nie przeszkadza, ale zna swoją mamę i wie, jak bardzo zależy jej na tych zdjęciach. Dodała, że może warto odpuścić dla świętego spokoju, skoro pani Elżbieta tyle dokłada się do wesela. To zdanie zabolało mnie bardziej niż porównanie do drwala, bo zabrzmiało jak cena za brak kłótni.
Przez następne dni pani Elżbieta nie wracała do tematu wprost. Zamiast tego przesyłała Paulinie zdjęcia z internetu, na których pan młody był gładko ogolony, miał starannie ułożone włosy i idealnie dopasowany garnitur. W każdej wiadomości pojawiało się słowo „klasa”, a ja czułem, że moja broda jest dla niej czymś, co psuje obrazek.
„Moja mama też chciała zobaczyć moją twarz”
Zadzwoniłem do mamy, bo byłem pewien, że przynajmniej ona powie mi, żebym nie robił niczego wbrew sobie. Opowiedziałem jej o obiedzie, o zdjęciach i o tych pięciu tysiącach, które nagle stały się argumentem w sprawie mojego wyglądu. Słuchała bez przerywania, co u niej zwykle oznacza, że dobiera słowa ostrożniej niż zwykle.
Po chwili powiedziała cicho, że ona też chciałaby jeszcze raz zobaczyć moją twarz bez brody. Dodała, że od dziesięciu lat właściwie nie widziała mnie bez brody i pewnie wzruszyłaby się, gdybym przyszedł ogolony. Zaraz jednak zaznaczyła, że nie będzie mnie o to prosić.
Odłożyłem telefon i usiadłem na brzegu łóżka z uczuciem, którego nie umiałem nazwać. Dwie ważne dla mnie kobiety chciały zobaczyć mnie bez brody, choć od dawna tak nie wyglądałem. Tylko jedna mówiła o tym jak o życzeniu, a druga jak o warunku dobrego zdjęcia.
„W zakładzie fryzjerskim patrzyłem na brodę na pelerynie”
Tydzień przed ślubem umówiłem wizytę w zakładzie, do którego chodziłem od lat. Fryzjer Wojtek od razu zapytał, czy szykujemy brodę pod ślub, a ja powiedziałem, że tym razem ma ją zgolić. Przez chwilę patrzył na mnie przez lustro, potem tylko skinął głową i przykrył mnie czarną peleryną.
Gdy pierwsze pasmo spadło na materiał, poczułem się dziwnie lekko i jednocześnie głupio. Nie dlatego, że żałowałem każdego włosa, tylko dlatego, że nie potrafiłem uczciwie odpowiedzieć sobie, dla kogo to robię. Wojtek nie zadawał pytań, puszczał cicho radio i co jakiś czas sprawdzał, czy skóra nie jest podrażniona.
Po wszystkim długo patrzyłem w lustro. Twarz wydawała mi się młodsza, trochę obca, z wyraźniejszą szczęką i małą blizną pod brodą, o której prawie zapomniałem. Wysłałem Paulinie zdjęcie, a ona odpisała, że wyglądam pięknie i że jej mama na pewno będzie zachwycona.
„Na jej ścianie wisi zdjęcie bez brody”
Mama rozpłakała się, kiedy zobaczyła mnie przed ślubem w garniturze. Nic więcej nie powiedziała. Dotknęła tylko mojego policzka i powiedziała, że znowu widzi swojego syna. Pani Elżbieta obejrzała mnie od stóp do głów, poprawiła mi muchę i rzuciła: „No, wreszcie wygląda pan jak człowiek”.
Na weselu było naprawdę dobrze. Paulina tańczyła ze mną do rana, fotograf łapał śmiech, łzy i wszystkie ciotki ustawiające się do zdjęć, a pani Elżbieta przez kilka godzin nie komentowała mojego wyglądu. Po Nowym Roku fotograf przysłał największe zdjęcie. Pani Elżbieta powiesiła je w swoim pokoju, nad jasną komodą.
Brodę zacząłem zapuszczać prawie od razu po ślubie. Przy każdej wizycie pani Elżbieta zerka na moje policzki i mówi, że znowu zarastam, jakby musiała to skomentować przy każdej wizycie. Ja wtedy patrzę na nasze zdjęcie nad komodą i odpowiadam, że na szczęście zdjęcie już zrobiono.
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.