Samotna sąsiadka codziennie puka do jej drzwi. „Nie umiem jej powiedzieć, że nie mam czasu”

Pracuję z domu jako tłumaczka, więc dla pani Haliny z mieszkania obok zawsze byłam „tą, która jest na miejscu”. Zaczęło się od słoika ogórków, a skończyło na codziennym pukaniu, często wtedy, gdy rozmawiałam z klientem. Gdy wreszcie powiedziałam jej, że nie może dzwonić bez przerwy, zobaczyłam, jak bardzo ją to zabolało. Potem nie mogłam przestać o tym myśleć.

Kobieta o imieniu Agata z niepokojem trzyma klamkę drzwi w mieszkaniu. O relacji z sąsiadką przeczytasz na SE.
Autor: Zdjęcie ilustracyjne/ Wygenerowane przez AI Historie z życia wzięte
  • Agata pomaga osiemdziesięcioletniej sąsiadce, choć przez codzienne wizyty traci zlecenia
  • Pani Halina puka podczas ważnej rozmowy, a Agata mówi jej, że nie może przerywać jej pracy
  • Po kłótni sąsiadka milknie na trzy dni, a Agata dzwoni do jej syna
  • Syn proponuje Agacie pięćset złotych miesięcznie za codzienne zaglądanie do jego matki
  • Agata ustala stałą porę odwiedzin, lecz następnego dnia znów słyszy pukanie

„Przyszła do mnie z jednym słoikiem ogórków”

Mam trzydzieści pięć lat i od czterech lat pracuję z domu jako tłumaczka. Mój stół w salonie jest jednocześnie biurkiem, stołem do jedzenia i miejscem, gdzie wieczorem odkładam nieotwarte rachunki. Za ścianą mieszka pani Halina, wdowa po osiemdziesiątce, drobna kobieta, która zawsze chodzi w zapiętym kardiganie.

Pierwszy raz zapukała jesienią, trzymając w obu dłoniach mocno zakręcony słoik ogórków. Powiedziała, że sąsiad z dołu wyjechał do córki, a ona nie ma już siły w nadgarstkach. Otworzyłam słoik, ona podziękowała i po pięciu minutach wyszła.

Potem poprosiła mnie o wymianę żarówki w przedpokoju, ustawienie zegara w kuchence mikrofalowej i przeczytanie listu z ZUS-u, którego bała się źle zrozumieć. Nie odmawiałam, bo każda z tych rzeczy wydawała się drobna. Pani Halina mówiła przy tym o mężu Władku i synu Pawle, który od lat mieszka w Anglii.

„Pani Halina zaczęła przychodzić codziennie”

Szybko zauważyłam, że pani Halina nie przychodzi już tylko po pomoc. Potrafiła zapukać, żeby pokazać mi plamę na liściu storczyka albo zapytać, czy telewizor nie gra za głośno. Kiedy wchodziłam do jej mieszkania, czajnik prawie zawsze już gwizdał.

Jedna taka wizyta trwała zwykle godzinę. Siadałam przy stole z ceratą w niebieskie kwiaty, a ona wyciągała albumy ze zdjęciami wnuków. Słuchałam, zerkając na telefon, na którym rosła liczba nieodebranych wiadomości od klientów.

Na lodówce przypięłam magnesem małą kartkę z numerem Pawła. Pani Halina dała mi ją poważnym tonem, mówiąc: „Gdyby coś się stało, niech pani wie, do kogo dzwonić”. Kartka wisiała obok listy zakupów. Coraz częściej miałam wrażenie, że pani Halina liczy na mnie bardziej niż na zwykłą sąsiadkę.

„Redaktorka czekała, a pani Halina dzwoniła do drzwi”

Miałam rozmowę z wydawnictwem, dla którego tłumaczyłam książkę. Wcześniej spóźniłam się z dwoma fragmentami i wiedziałam, że to spotkanie może zdecydować, czy dostanę kolejne rozdziały do tłumaczenia. Ubrałam koszulę, odsunęłam kubek po kawie i połączyłam się pięć minut przed czasem.

Gdy redaktorka zaczęła mówić o nowym zleceniu, rozległ się dzwonek. Najpierw raz, potem drugi i trzeci, dłuższy. Przeprosiłam redaktorkę, wyłączyłam mikrofon i otworzyłam drzwi.

Pani Halina stała z pilotem w ręku i powiedziała, że zniknęły jej kanały. Wtedy powiedziałam: „Pani Halino, nie może pani dzwonić do mnie bez przerwy. Ja naprawdę pracuję”. Nie krzyczałam, ale powiedziałam to szybko i twardo, a ona od razu opuściła rękę z pilotem.

„Przez trzy dni pani Halina nie zapukała ani razu”

Pani Halina skinęła tylko głową i wróciła do siebie. Przez resztę rozmowy z wydawnictwem słyszałam własny głos jak przez watę. Redaktorka była uprzejma, ale na koniec powiedziała, że następny fragment przekaże komuś, kto ma teraz więcej czasu.

Następnego dnia nikt nie zapukał. Drugiego dnia też nie. Za ścianą od rana do późnego wieczora grał tylko telewizor. Trzeciego dnia zatrzymałam się przy lodówce i patrzyłam na kartkę z angielskim numerem Pawła.

Zdjęłam ją z magnesu i długo obracałam między palcami. Bałam się, że zadzwonię niepotrzebnie i wyjdę na wścibską sąsiadkę. Bałam się też, że nie zadzwonię i później będę pamiętać tylko telewizor grający za ścianą.

„Syn zaproponował mi pieniądze za zaglądanie do matki”

Paweł odebrał po kilku sygnałach. Gdy powiedziałam, kim jestem, od razu spytał, czy mamie coś się stało. Wyjaśniłam, że nie wiem, po prostu pani Halina od kilku dni się nie odzywała, a wcześniej prawie codziennie do niej zaglądałam.

Zamilkł na chwilę, potem westchnął i powiedział, że w każdej rozmowie mama opowiada głównie o mnie. Mówiła mu, że ma obok dobrą Agatę, która wszystko potrafi załatwić. Powiedział też, że nie może przylatywać częściej, bo ma pracę, dzieci i kredyt.

Na końcu zaproponował mi pięćset złotych miesięcznie, jeśli będę raz dziennie zaglądać do jego mamy. Przez moment patrzyłam na stos rachunków przy komputerze i pomyślałam, że te pieniądze bardzo by mi pomogły. Zaraz potem poczułam, jakby chciał zrzucić na mnie opiekę nad matką.

„Umówiłyśmy się na siedemnastą, ale następnego dnia znów zadzwoniła”

Powiedziałam Pawłowi, że nie wezmę pieniędzy. Dałam mu za to numer do ośrodka pomocy społecznej i poprosiłam, żeby zapytał o usługi opiekuńcze dla mamy, choćby na kilka godzin w tygodniu. Nie obiecał wiele, ale zapisał numer i podziękował ciszej niż na początku rozmowy.

Wieczorem zapukałam do pani Haliny sama. Otworzyła po chwili, w szlafroku, z zaczerwienionymi oczami i gazetą w ręku. Powiedziałam jej, że mogę przychodzić codziennie o siedemnastej, po pracy. Dodałam, że w ciągu dnia potrzebuję spokoju i nie mogę otwierać drzwi.

Kiwnęła głową, a potem zapytała, czy o siedemnastej możemy wypić herbatę. Następnego dnia o jedenastej znów rozległ się dzwonek, bo pilot przestał działać. Otworzyłam, spojrzałam na pilot w jej dłoni i powiedziałam, że przyjdę po pracy. Tym razem tylko westchnęła i odłożyła pilot na komodę.

Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI