Damian Duda – uznany makijażysta z wieloletnim doświadczeniem w branży beauty na arenie krajowej i międzynarodowej. Jako National Makeup Artist reprezentuje markę Lancôme. Jego prace publikują prestiżowe magazyny, takie jak „Vogue Polska” i „ELLE Polska”.
Wyróżnia go charakterystyczny styl łączący perfekcję wykonania, nonszalancję w duchu effortless chic oraz doskonałą znajomość najnowszych trendów. Specjalizuje się w makijażu beauty, komercyjnym i ślubnym. Warsztat doskonalił pod okiem czołowych ekspertów w kraju i za granicą. Jako edukator chętnie dzieli się wiedzą w mediach branżowych, inspirując profesjonalistów i pasjonatów. Z pasją ucieleśnia ducha Lancôme: wyrafinowanie, nowoczesność i luksus. Nam zdradził makijażową historię marki Lancôme.
Damian Duda o Lancôme
Gdy myślę o makijażu Lancôme, jako pierwsze w głowie pojawiają się trzy elementy: nieskazitelnie piękna cera, zmysłowa kreska eyelinerem oraz usta pełne blasku i koloru, a wszystko to doprawione legendarnymi produktami o statusie ikony, takimi jak uwielbiany na całym świecie podkład Teint Idole Ultra Wear czy kultowy błyszczyk Juicy Tubes.
Lecz jak spojrzymy na historię, Lancôme jest jedną z zaledwie kilku marek ze światowego segmentu beauty, które mogą pochwalić się ponad 90-letnią, nieprzerwaną historią i tworzeniem produktów wyprzedających swoje czasy. Marka zawsze dbała o to, by kobieta czuła się piękna we współczesnej jej epoce, czerpiąc z dziedzictwa i niezliczonej liczby stworzonych formuł, by dziś oferować innowacje o najwyższej skuteczności pielęgnacyjnej. Dokładnie to samo miał na myśli założyciel marki, chodziło mu o szczęście. A żyjąc dzisiaj w tym nieco cynicznym świecie, pełnym przebodźcowania i wyidealizowanych standardów w social mediach, potrzebujemy optymizmu, żeby zyskać siłę do działania. Makijaż ma być tą częścią dnia, która poprawia nastrój, daje radość i stanowi naszą codzienną dawkę optymizmu.
Przeglądając dekada po dekadzie, widać wyraźnie, jak makijaż Lancôme ewoluował, odzwierciedlając ducha czasu i dając kobietom pewność siebie:
- Lata 50. (Złota era elegancji): Pod znakiem perfekcyjnej, świetlistej cery, kobiecych, czerwonych ust i subtelnie wyciągniętej kreski, symbolu szyku w stylu francuskiego kina.
- Lata 70. i 80. (Wolność i kolor): Odważniejsze akcenty na powiekach i wyraziste tusze do rzęs. To w 1988 roku na rynku pojawiła się absolutna legenda, tusz Définicils, który zdefiniował rzęsy tamtej dekady, dając kobietom mocniejszą ekspresję w dynamicznie zmieniającym się świecie.
- Współczesność (Nowoczesny francuski chic i Skinification): Stawiamy na naturalne piękno, efekt zdrowej, oddychającej skóry (jak z kultową linią Teint Idole), a pomyśl tylko: co trzecia kobieta sięgająca po maskary w segmencie premium wybiera właśnie Lancôme. Zobacz, jaka to siła zaufania!
Wszystko po to, by tworzyć subtelną, dopasowaną do osobowości elegancję (nie zapominając oczywiście o kultowych błyszczykach Juicy Tubes czy tuszu Hypnôse). To z czego jestem niezwykle dumny, to fakt, że marka Lancôme w sposób niezwykle świadomy wybiera swoje ambasadorki. Nieprzypadkowo mówię tu w liczbie mnogiej, Lancôme chce łączyć kobiety w różnym momencie życia oraz ze wszystkich kontynentów. Od ponad dekady twarzą marki jest promieniejąca uśmiechem Julia Roberts, od kilkudziesięciu lat niezmiennie towarzyszy nam ikona klasy i elegancji Isabella Rossellini, a do tego moja osobista zawodowa miłość i ikona świata modelingowego, Christy Turlington. To kobiety, które udowadniają, że piękno nie ma daty ważności, a prawdziwa siła tkwi w autentyczności.