„Krwawy piątek”. Co grozi za zapowiedzi ataków na szkoły? Prawnik stawia sprawę jasno

"Krwawy piątek" 9 października: ogólnopolska panika w szkołach, odwołane lekcje i policyjne kontrole po krążących groźbach. Choć zorganizowanego ataku nie potwierdzono, zatrzymano kilkunastu nieletnich autorów realnych zapowiedzi przemocy. Ich czyny niosą poważne konsekwencje prawne, często niedoceniane przez nich samych i ich rodziców. Mecenas Karolina Pilawska wyjaśnia, jaka kara czeka sprawców.

Radiowóz policyjny na sygnale. Na miniaturach obok tęczowy nóż motylkowy. O groźbach w szkołach przeczytasz w Super Express.
Autor: Materiały policyjne; Shutterstock/ Shutterstock
  • Choć zapowiadanego "krwawego piątku" nie było, panika w szkołach była realna, a groźby w sieci stanowią poważne zagrożenie.
  • Policja zatrzymała kilkunastu nieletnich, którym grożą surowe kary – od pozbawienia wolności za groźby karalne po wieloletnie więzienie.
  • Sprawdź, jakie konsekwencje prawne czekają autorów tych zapowiedzi i dlaczego pilna reakcja rodziców jest absolutnie kluczowa!

Piątek 9 października miał być dniem ataków na szkoły w całej Polsce. Tak przynajmniej głosiły wiadomości, które w ostatnich dniach krążyły w komunikatorach uczniów i na grupach rodziców, wraz z nagraniami zamaskowanych nastolatków z nożami. Część samorządów odwołała lekcje, policja sprawdziła ponad dziesięć tysięcy placówek, a wielu rodziców zastanawiało się, czy posłać dzieci do szkoły. Istnienia zorganizowanego wyzwania nie potwierdzono. Realni są jednak autorzy gróźb, czyli co najmniej dziesięciu zatrzymanych, w większości nieletnich, i realne jest tło, na którym się pojawili: atak w Ostrołęce, w którym 19-latek ranił dziewięć osób, i atak w Leszczydole-Nowinach, w którym 15-latek zabił szkolną woźną. Co grozi tym, którzy zapowiadają kolejne ataki? Więcej, niż się wydaje im samym i często także ich rodzicom. 

Skąd się wziął „krwawy piątek”? 

Nazwa rozeszła się po komunikatorach szybciej niż jakakolwiek oficjalna informacja. Wiadomości różniły się szczegółami: raz chodziło o jedną szkołę, raz o placówki w kilku miastach, w innych wersjach o wyzwanie z gry Roblox, w którym uczestnik miał zabić tyle osób, ile ma lat. Wspólna była tylko data i zapowiedź przemocy. W Legionowie miasto zamknęło dwie szkoły podstawowe, które miały figurować na rzekomej liście celów, a dyrektorzy placówek w Ciechanowie i Pułtusku odwołali zajęcia. Policja, z udziałem Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, sprawdziła te doniesienia i nie potwierdziła istnienia zorganizowanej akcji. Komenda Główna podkreśla, że nic nie wskazuje, by zapowiadane wydarzenie miało rzeczywiście nastąpić, i ostrzega, że osoby celowo wywołujące panikę muszą się liczyć z odpowiedzialnością karną. 

Dla oceny prawnej nie ma większego znaczenia, czy wyzwanie istnieje. Jeżeli tak, każdy, kto bierze w nim udział przez publikowanie gróźb, odpowiada za własny czyn. Jeżeli nie, a mamy do czynienia z lawiną naśladownictwa, ocena jest identyczna. Prawo karne nie przewiduje zwolnienia dla kogoś, kto robi to samo co inni. 

Zatrzymani i dlaczego ich zapowiedzi trzeba traktować poważnie

W piątek policja poinformowała, że trzynaście zdarzeń uzasadniało podejrzenie popełnienia przestępstwa, a zatrzymano dziesięć osób. Większość z nich ma odpowiadać za kierowanie gróźb karalnych. W powiecie pruszkowskim zatrzymano dwóch 15-latków, którzy mieli opublikować nagranie z groźbami pozbawienia życia, na którym widać postać w kapturze i masce dyni z nożem w ręku. Na warszawskim Bemowie 13-latek miał wrzucić na grupę klasową zdjęcie noża i grozić koledze. W Szczytnie zatrzymano 16-latka, który miał nagrać i rozpowszechnić film, na którym zamaskowana osoba z nożem grozi konkretnym osobom i zapowiada przemoc w jednej z miejscowych szkół. W Przasnyszu zatrzymano 17-latka podejrzewanego o rozpowszechnienie wygenerowanego przez sztuczną inteligencję filmu o „wyścigu zabójstw”, w którym z imienia i nazwiska wskazano ucznia jako „cel numer jeden”. W Józefowie 14-latek miał planować przyniesienie noża do szkoły; sprawę zgłosił inny uczeń.

Tych zapowiedzi nie wolno lekceważyć. Obraz, który wyłania się z ostatnich tygodni, jest jednoznaczny. 22 września w Ptakach na Podlasiu 11-latek, który dzień wcześniej ostrzegał kolegę, żeby nie przychodził do szkoły, bo „będzie jakaś akcja”, zaatakował toporkiem 10-letnią uczennicę. Sześć dni później pod Wąbrzeźnem zatrzymano 13-latka z bagnetem w plecaku, który udzielał się na forach z treściami faszystowskimi i przyznał się do planowania ataku. W środę w Sierpcu zatrzymano 17-latka z dwoma nożami, który zapowiadał kolegom, że „zrobi coś złego” w szkole. A 15-latek, który w czwartek zabił woźną w Leszczydole-Nowinach, miał według premiera kamerę na kasku, by nagrać atak. 

Część nastolatków podchodzi do przemocy śmiertelnie poważnie, a atak i jego widownia stają się dla nich celem samym w sobie. Psychologia od dawna opisuje efekt naśladownictwa, który nasila się po głośnych aktach przemocy. Nie każdy autor nagrania z nożem jest przyszłym sprawcą, ale z zewnątrz nie sposób odróżnić pozy od zapowiedzi. Tak samo poważnie traktuje je prawo. 

Groźba karalna: liczy się strach adresata

Podstawowym przepisem, na który powołuje się policja, jest art. 190 § 1 Kodeksu karnego. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby jej najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego, co w sprawach takich jak te z ostatnich dni nie jest istotną przeszkodą: w imieniu zastraszonych uczniów wniosek mogą złożyć ich rodzice. 

Kluczowe jest to, że przestępstwo nie wymaga zamiaru rzeczywistego spełnienia groźby. W orzecznictwie utrwalony jest pogląd, że liczy się perspektywa adresata: czy jego obawa jest taka, jaką odczuwałby rozsądny człowiek w tej sytuacji. Zapewnienie sprawcy, że nikt nie miał tego brać na poważnie, jest więc linią obrony z góry słabą. Nagranie z nożem, które wskazuje szkołę lub konkretnego ucznia, opublikowane nazajutrz po śmierci woźnej w Leszczydole-Nowinach, wywołuje obawę w pełni uzasadnioną. Ostatnie tygodnie pokazują zresztą, że to obawa racjonalna: zapowiedzi poprzedzały prawdziwe ataki. 

Art. 190 k.k. ma jednak swoje granice. Chroni określoną osobę, a nie ogół społeczeństwa. Zapowiedź „ataku na szkołę” bez wskazania, komu sprawca grozi, nie zawsze wypełni znamiona groźby karalnej. To jednak nie oznacza bezkarności, bo w takich sytuacjach wchodzą w grę przepisy znacznie surowsze. 

Fałszywy alarm: do ośmiu lat więzienia

Znacznie poważniejsze konsekwencje niż groźba karalna może mieć art. 224a k.k. Odpowiada z niego ten, kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu zagrażającym życiu lub zdrowiu wielu osób albo stwarza sytuację mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia i w ten sposób wywołuje działania służb mające na celu jego uchylenie. Kara wynosi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności, a jeżeli sprawca zawiadamia o więcej niż jednym zdarzeniu - od dwóch do piętnastu lat. Przepis kojarzony jest zwykle z fałszywymi alarmami bombowymi, ale jego konstrukcja pasuje do zjawiska ostatnich dni. Nagranie zapowiadające wyścig zabójstw w konkretnym liceum, po którym policja sprawdza szkołę, a dyrektorzy odwołują lekcje, może zostać uznane za stworzenie sytuacji mającej wywołać przekonanie o zagrożeniu dla wielu osób. Nie ma znaczenia, że film wygenerowała sztuczna inteligencja, a za ekranem nie stał żaden prawdziwy nożownik. Ustawodawca karze tu za wywołanie niepotrzebnej mobilizacji służb i społecznego lęku. 

To samo dotyczy rozpowszechniania pogłosek o „krwawym piątku”. Kto tworzy i puszcza w obieg zmyśloną listę szkół, które mają zostać zaatakowane, wiedząc, że żadnego ataku nie będzie, ryzykuje zarzut z art. 224a k.k., jeżeli wskutek tego służby podejmą działania. Inaczej jest z kimś, kto w dobrej wierze przekazał dalej wiadomość, w którą sam uwierzył, ale i on przyczynia się do paniki, na którą liczą autorzy gróźb. 

Gdy za zapowiedzią stoi plan

Art. 224a k.k. dotyczy jednak tylko kogoś, kto wie, że zagrożenia nie ma. Jeżeli zapowiedź nie jest pusta, a towarzyszy jej realne przygotowanie, ocena prawna jest zupełnie inna. Ustalenie, że nastolatek gromadził broń, planował przebieg ataku lub wybierał ofiary, może prowadzić do zarzutu przygotowania do zabójstwa, zagrożonego karą od dwóch do piętnastu lat pozbawienia wolności (art. 148 § 5 k.k.). Granica między samą zapowiedzią a przygotowaniem przebiega w praktyce przez zawartość plecaka, telefonu i historii wyszukiwania, dlatego tak ważne są przeszukania i zabezpieczenie telefonów zatrzymanych. 

Odpowiedzialność grozi także tym, którzy sami nie grożą, ale podsycają zjawisko. Kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, na przykład zachęcając innych do udziału w wyzwaniu polegającym na zabijaniu ludzi, podlega karze do trzech lat pozbawienia wolności, a kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, np. gloryfikuje sprawców ataków w Ostrołęce czy Leszczydole-Nowinach - do roku (art. 255 § 2 i 3 k.k.). Na najniższym szczeblu pozostaje wykroczenie z art. 66 Kodeksu wykroczeń, czyli wprowadzenie w błąd instytucji lub służb w celu wywołania niepotrzebnej czynności. 

Wiek autora groźby decyduje o ścieżce 

Większość zatrzymanych to nieletni, a wiek sprawcy przesądza o tym, przed jakim sądem stanie i co mu grozi. Siedemnastolatek, a takich zatrzymano w Przasnyszu i Sierpcu, odpowiada już na zasadach Kodeksu karnego, przed prokuratorem i sądem karnym. Ustawodawca pozostawił jednak furtkę: jeżeli sprawca popełnił występek po ukończeniu 17, a przed ukończeniem 18 lat, sąd zamiast kary stosuje środki wychowawcze, lecznicze albo poprawcze przewidziane dla nieletnich, jeżeli przemawiają za tym okoliczności sprawy oraz stopień rozwoju sprawcy, jego właściwości i warunki osobiste (art. 10 § 4 k.k.). Zarówno groźba karalna, jak i fałszywy alarm są występkami, więc taka możliwość istnieje, ale to sąd, a nie sprawca, oceni, czy na nią zasługuje. 

Trzynasto-, czternasto-, piętnasto- i szesnastolatkowie odpowiadają przed sądem rodzinnym za tzw. czyn karalny. Groźba karalna i fałszywy alarm nie należą do katalogu najcięższych czynów z art. 10 § 2 k.k., więc żaden z nich nie stanie z tego powodu przed sądem dla dorosłych. Nie oznacza to jednak, że sprawa zakończy się pogadanką. Sąd rodzinny dysponuje całą gamą środków: od upomnienia, przez nadzór kuratora, po umieszczenie w młodzieżowym ośrodku wychowawczym, a przy wysokim stopniu demoralizacji nawet w zakładzie poprawczym. Właśnie do młodzieżowego ośrodka wychowawczego trafił 13-latek spod Wąbrzeźna. Do czasu rozstrzygnięcia sąd może stosować środki tymczasowe, w tym nadzór kuratora czy umieszczenie w ośrodku. 

W sądzie rodzinnym motyw ma kluczowe znaczenie. Postępowanie w sprawie nieletniego nie służy przede wszystkim ukaraniu, lecz ustaleniu, co stoi za zachowaniem dziecka. Sąd bada jego sytuację rodzinną i szkolną, zasięga opinii specjalistów i dobiera środek do przyczyny. Inaczej potraktuje czternastolatka, który bezmyślnie powielił popularne nagranie, a inaczej takiego, który od miesięcy oglądał treści gloryfikujące sprawców ataków i zgromadził nóż. 

Najmłodsi, między dziesiątym a trzynastym rokiem życia, nie odpowiadają za czyn karalny w ogóle. Wobec nich sąd rodzinny prowadzi wyłącznie postępowanie w sprawie demoralizacji i może stosować środki wychowawcze lub leczenie, ale nie zakład poprawczy. Poniżej dziesięciu lat ustawa o nieletnich w ogóle nie ma zastosowania, a reakcja państwa przenosi się na płaszczyznę władzy rodzicielskiej. 

Rodzice: milczenie to zła strategia

Rodzice nie odpowiadają karnie za groźby opublikowane przez dziecko. Kodeks karny nakłada wprawdzie na każdego, kto ma wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu zabójstwa, obowiązek niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania (art. 240 § 1 k.k.). Nie karze jednak tego, kto milczy z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub osobie najbliższej (art. 240 § 3 k.k.). Brak sankcji nie zmienia oceny: rodzic, który znajduje w plecaku syna bagnet, a w telefonie plan ataku, i postanawia „załatwić sprawę w domu”, bierze na siebie ryzyko, którego nikt nie powinien brać. 

Gdy dziecko staje się autorem gróźb, sąd przygląda się także rodzinie. Sąd opiekuńczy, widząc, że rodzice nie radzą sobie z wychowaniem, może ograniczyć ich władzę rodzicielską, na przykład zobowiązując ich do określonego postępowania albo ustanawiając nadzór kuratora (art. 109 k.r.o.). Pod Wąbrzeźnem i w Józefowie o zatrzymaniach zdecydowały sygnały z zewnątrz. Zgłoszenie, które przyszło z zagranicy, i informacja od innego ucznia. Znacznie lepiej, gdy pierwszym, kto je dostrzega, jest rodzic. 

Sygnały, których nie wolno lekceważyć 

Każda fala gróźb żywi się reakcją. Im więcej udostępnień, odwołanych lekcji i nerwowych wiadomości na grupach rodziców, tym większą nagrodę otrzymują autorzy kolejnych nagrań. Eksperci od mediów społecznościowych zwracają uwagę, że strach o dzieci wyłącza krytyczne myślenie, a algorytmy platform promują to, co budzi emocje, bez względu na prawdziwość. Dlatego niepokojących treści nie należy przesyłać dalej, tylko zgłaszać je policji, dyrekcji szkoły lub administratorowi serwisu. Dzięki takim zgłoszeniom w tym tygodniu zatrzymano nastolatków w Sierpcu, Józefowie i Szczytnie, zanim ktokolwiek ucierpiał. 

Rodzicom warto przypomnieć rzecz najprostszą, choć nie najłatwiejszą: interesować się tym, co dziecko ogląda, z kim rozmawia w sieci i co publikuje. Fascynacja sprawcami ataków, zainteresowanie bronią, zapowiedzi rzucane półgębkiem czy nagłe wycofanie to sygnały, których nie wolno zbywać jako przejściowego etapu dorastania. Rozmowa z dzieckiem, zanim zrobi to policja, bywa najskuteczniejszą formą prewencji. Prawo w tej sprawie jest jasne i wystarczająco surowe. Problem polega na tym, że dorośli wciąż zbyt łatwo bagatelizują takie sygnały. Ostatnie tygodnie pokazały, że zapowiedzi poprzedzały prawdziwe ataki, a szybka reakcja może ocalić czyjeś życie. 

Jakub Z. Planował zabić wielu ludzi. Do szkoły przyniósł ładunek wybuchowy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI