To nie była kwestia silnej woli, tylko choroba”. Wstrząsająca historia Oliwii Sowy i jej mamy – Ewy Godlewskiej o otyłości i walce o zdrowie

2026-04-22 10:57

„Gdy wracałam z pracy, miałam obsesję, żeby sprawdzić, ile córka zjadła” – tak szczerego wyznania trudno się spodziewać. Ewa Godlewska, prezes FLO – Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości, oraz jej córka Oliwia Sowa opowiadają o wieloletniej walce z chorobą otyłościową, błędach systemu, bezsilności i drodze do remisji. To historia, która pokazuje, że otyłość to nie kwestia charakteru, lecz poważna choroba wymagająca leczenia.

BMI wprowadza w błąd. To wskaźnik BRI naprawdę zdradzi, czy grozi ci otyłość

i

Autor: Getty Images

Otyłość wciąż bywa mylona z brakiem samodyscypliny. Tymczasem historia Oliwii Sowy i jej mamy Ewy Godlewskiej pokazuje, jak bardzo mylne jest to podejście. Oliwia – dziś ambasadorka fundacji FLO – przez lata zmagała się z chorobą, która zaczęła się po kontuzji i utracie aktywności fizycznej. Z czasem pojawiły się kompulsywne napady jedzenia, problemy hormonalne i powikłania zdrowotne.

Jej mama, z wykształcenia dietetyk kliniczny, stanęła wobec dramatycznego paradoksu – wiedza nie wystarczyła, by pomóc własnemu dziecku. W rozmowie obie opowiadają o bezsilności, błędnych ścieżkach leczenia i momentach przełomowych, które zmieniły ich życie.

To nie jest tylko historia choroby. To opowieść o relacji matki i córki wystawionej na próbę, o systemie, który często nie widzi pacjenta całościowo, i o tym, że prawdziwe leczenie zaczyna się dopiero wtedy, gdy kończy się obwinianie.

Do Oliwii: Oliwio, jesteś młodą, pełną życia osobą i na pierwszy rzut oka nikt by nie powiedział, że zmagasz się z chorobą otyłościową. Jak zaczęła się Twoja choroba?

Zawsze bardzo dużo wiedziałam o zdrowym odżywianiu. Moja mama jako dietetyk kliniczny bardzo dużo mi opowiadała, a mnie ten temat bardzo interesował. Wiedziałam na temat zdrowego stylu życia więcej niż niejeden dietetyk. Gdyby ktoś powiedział 12 lat temu, że zachoruję na otyłość, nigdy bym nie uwierzyła.

Moje problemy zaczęły się, kiedy miałam 14 lat. Byłam w klasie sportowej, trenowałam biathlon, byłam cały czas w ruchu – biegi, pływanie, lubiłam rower, narty… A potem przyszła poważna kontuzja kostki. Z dnia na dzień zostałam unieruchomiona na wiele miesięcy. Wózek inwalidzki, potem chodzenie o kulach, długa rehabilitacja. Dalej jadłam podobnie, ale brak ruchu zrobił swoje – i to był początek. Moja waga rosła, choć wtedy to nie ja, a moja mama to dostrzegła.

Później pojawiło się coś, czego wtedy kompletnie nie rozumiałam – ciągła potrzeba jedzenia. Nieważne, czy byłam smutna, szczęśliwa czy zestresowana. Po prostu czułam, że muszę jeść. Robiłam to w samotności, tak aby nikt nie widział. Przy mamie zawsze jadłam niewiele. Wtedy udawałam – nawet przed samą sobą – że wszystko jest w porządku.

Do Ewy: Patrząc wstecz na sam początek: kiedy po raz pierwszy zdała sobie Pani sprawę, że masa ciała Oliwii to choroba, która wymaga interwencji lekarza?

Oliwka zawsze była szczupłą i bardzo aktywną dziewczynką. Kontuzja spowodowała gwałtowny spadek aktywności fizycznej i wtedy pojawiły się pierwsze nadmierne kilogramy, kompulsywne jedzenie, stres, co dalej ze szkołą sportową... To była reakcja łańcuchowa.

Pojawiły się pierwsze powikłania otyłości: insulinooporność, zespół PCOS, depresja, zaburzenia miesiączkowania, bóle stawów, problemy skórne, nadciśnienie, hipercholesterolemia, zadyszka przy nawet małej aktywności fizycznej.

Wtedy wiedziałam już, że same sobie nie poradzimy. Zaczęłyśmy od dietetyka – efekt był krótkotrwały, kilogramy wracały z nawiązką. Więc zaczęłyśmy chodzić do lekarzy. Niestety nie pomógł lekarz POZ, psycholog, psychiatra, dermatolog, endokrynolog, ginekolog, diabetolog… ani nasza dobra wola i chęć, by to zmienić. Dziś wiem, że nikt nie zaproponował nam leczenia choroby otyłościowej. Każdy lekarz skupiał się na „swoim” schorzeniu, np. diabetolog na insulinooporności, ginekolog na wywołaniu miesiączki etc.…

 Do Oliwii: Jak jako młoda dziewczyna postrzegałaś pierwsze wizyty lekarskie i nagłe skupienie na Twoim zdrowiu?

Bardzo się przed tym broniłam. Niestety, ale ja wtedy jeszcze byłam po prostu za młoda, żeby zrozumieć, że mojej mamie nie chodzi o to, jak wyglądam – tylko o moje zdrowie. To wszystko było dla mnie bardzo trudne. Z jednej strony czułam, że coś jest nie tak, ale z drugiej – nie chciałam tego

przyznać. Wizyta u lekarza oznaczała konfrontację z problemem, którego się wstydziłam i którego nie rozumiałam.

Szukałam winy w sobie – w emocjach, w braku silnej woli, w lenistwie. Dopiero diagnoza przyniosła coś, czego wcześniej nie było – zrozumienie. I ogromną ulgę. Wtedy poczułam, że jest wyjście i że nie będziemy rozmawiać o mojej winie, tylko o planie leczenia.

Do Ewy: Diagnoza jest w Waszej historii punktem zwrotnym. Jak przyjęła Pani tę wiadomość jako mama? Jak udało się pogodzić rolę dietetyka i mamy?

Choroba otyłościowa pogrąża całą rodzinę, zabiera kawałek po kawałku zdrowie, kontakty społeczne, odbiera chęć do życia, szczęście i marzenia. Psuje relacje rodzinne, dewastuje więcej niż nam się wydaje. Nie było dnia, abym nie zastanawiała się, czy Oliwka przytyła znowu kilka kilogramów, czy może jednak choć pół kilograma schudła. Każdy posiłek to ukradkowe spojrzenia w talerz – ile nałożyła (zawsze było bardzo mało). Jak wychodziłam do pracy, miałam natrętne myśli, co robi w domu – czy je? Gdy wracałam, miałam obsesję, żeby sprawdzić, co zniknęło z lodówki, szafki, ile zjadła. Czy znajdę papierki po słodyczach w koszu lub szafie albo w kieszeniach.

Nasze życie kręciło się wokół jedzenia, wagi, tłumaczenia, że tak nie można, że trzeba panować nad tym, co się je… Pogubiłam się, bo żaden lekarz, żaden psycholog mi nie podpowiedział, jak postąpić. Intencje były dobre, postępowanie fatalne. Dziś wiem, że rozum i logika nie zapanują nad metabolizmem i hormonem głodu. Niezbędna jest pomoc medyczna.

Diagnoza choroby otyłościowej była momentem przełomowym. Wtedy wszystko zaczęło mieć sens – i wtedy po raz pierwszy poczułam ulgę, bo zrozumiałam, że to nie jest wybór ani „lenistwo”, tylko poważna choroba wymagająca leczenia i wielospecjalistycznej opieki medycznej.

Spadł mi z serca ogromny ciężar. Jako mama cierpiałam, patrząc na to, co dzieje się z moim dzieckiem. Jako dietetyk – byłam kompletnie bezradna. Zresztą córka bardzo mądrze powiedziała mi, że potrzebuje mamy i wsparcia, a nie dietetyka (dietetyk był „obcy”).

Dziś wiem, że wspierałam z całych sił, ale też próbowałam desperacko kontrolować. Pogodzenie tych ról przyszło dopiero po diagnozie, bo wtedy był plan leczenia, a ja mogłam już – bez szukania rozwiązań – być wspierającą mamą.

Do Oliwii: Po szkole średniej wyprowadziłaś się na studia z dala od mamy. Jaką wtedy miałaś relację z własnym ciałem i jedzeniem?

Tamten czas był zdecydowanie najgorszy. Z jednej strony chciałam normalności, z drugiej – choroba była cały czas mocno obecna w moim życiu. Będąc na studiach, poza „rodzicielskim kontrolingiem”, mogłam jeść, kiedy chciałam, ile chciałam. Wtedy moja waga była najwyższa. Ja sama chyba nie postrzegałam siebie jako osoby chorej– jadłam, bo po prostu miałam ochotę – tak mi się wydawało. Na kilka dni przed przyjazdem do domu rozpoczynałam restrykcyjne głodówki – żeby tylko rodzice nie zobaczyli, że znowu przytyłam. Po powrocie znowu jadłam – i tak w kółko…

Dopiero diagnoza i leczenie zmieniły wszystko. Poczułam ulgę i przestałam się obwiniać. W końcu doświadczyłam, co to znaczy być najedzoną. To coś, co dla wielu osób jest oczywiste, a dla mnie było kiedyś stanem nieosiągalnym.

Do Ewy: Kiedy córka była z dala od domu, co było dla Pani najtrudniejsze?

Bezsilność i ogromny lęk o jej zdrowie. Wcześniej kontrolowałam, starałam się umawiać kolejne wizyty u lekarzy, dietetyków, gotowałam, motywowałam do aktywności fizycznej i nagle, po wyjeździe córki, nie miałam żadnego wpływu.

Każdy przyjazd córki do domu z Opola, gdzie studiowała, był stresem – w jakim stanie przyjedzie: czy schudła, czy przytyła? Zazwyczaj było gorzej…

Ale to też był moment, kiedy zaczęłam rozumieć, że najważniejsze nie jest pilnowanie, tylko zaufanie, bo w tej chorobie nikt nie powinien być sam.

 Do Oliwii: Dziś Twoja choroba jest w remisji. Czy zauważyłaś zmiany w tym, jak postrzegają Cię ludzie?

Dzisiaj nareszcie czuję, że żyję, tak na 100%! A co się zmieniło w tym, jak postrzegają mnie ludzie? Dużo. Jestem bardziej zauważana (co jest dziwne, wtedy byłam „większa”!). Ale najważniejsza zmiana zaszła we mnie. Dziś jestem zdrowa – fizycznie i psychicznie. Nie myślę obsesyjnie o jedzeniu, nie żyję w poczuciu winy i bezsilności, mam większe poczucie własnej wartości. Jestem bardziej pewna siebie, bardziej słuchana.

Jeśli chodzi o innych – może patrzą inaczej, ale ja już nie definiuję siebie przez pryzmat choroby. I to jest największa zmiana.

Do Ewy: Co może zrobić rodzic, by naprawdę pomóc dziecku z otyłością?

Proces leczenia otyłości jest trudny i długofalowy i wymaga ogromnego wysiłku od pacjenta. Kluczowe jest, aby pacjent nie był w tym procesie sam. Zrozumienie, empatia i wsparcie ze strony rodziny, przyjaciół, szkoły, znajomych są niezwykle istotne.

Ważne jest, żeby nie oceniać, nie kontrolować, podawać rękę przy potknięciach, dostrzegać małe sukcesy, być obok, dać sobie przestrzeń na emocje. Warto szukać kompromisów i alternatyw zamiast skrajności.

Trzeba rozmawiać, nazywać emocje, wysłuchać obaw dziecka. Wspieranie to też odpowiednia komunikacja – inkluzywna, wyważona i merytoryczna. Bo jeśli mówimy o chorobie, a nie o masie ciała, to od razu zdejmujemy z dziecka winę i dajemy rozwiązanie: chorobę można leczyć.

Bardzo pomocnym narzędziem jest PoMOCnik – poradnik stworzony dla rodziców, opiekunów, nauczycieli i wszystkich, którzy chcą mądrze wspierać młodych ludzi. Sama nazwa nie jest przypadkowa – chodzi o danie dorosłym mocy i sprawczości. FLO – Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości jest partnerem tej publikacji, która pomaga zagubionym rodzicom w zrobieniu pierwszego kroku i podjęciu leczenia.

W PoMOCniku znajdują się praktyczne wskazówki na temat 4 filarów kompleksowego leczenia otyłości: zaleceń żywieniowych, aktywności fizycznej i fizjoterapii, emocji i wsparcia psychologicznego, pierwszej wizyty w gabinecie lekarskim (m.in. praktyczna ankieta o stanie zdrowia, aby wiedzieć, o co może pytać lekarz).

Bardzo zachęcam do korzystania z tej publikacji, darmowo jest dostępna tu: https://ootylosci.pl/pomocnik/

Do Oliwii: Jaka jest najważniejsza rzecz, której w trakcie leczenia nauczyłaś się o sobie?

Że to nie była moja wina, to nie kwestia lenistwa, braku silnej woli – to choroba, którą należy leczyć. I że proszenie o pomoc to nie słabość.

Nauczyłam się też, że zdrowie to nie liczba na wadze – tylko to, jak się czuję, jak funkcjonuję i czy mam przestrzeń na życie, marzenia i relacje.

Odkryłam także, że jestem niezwykle silna. Bo leczenie choroby otyłościowej, czy to farmakoterapią czy operacją bariatryczną, to nie droga na skróty i „metoda cud” tylko wsparcie, bez którego utrzymanie choroby w remisji byłoby po prostu niemożliwe. I że te metody i tak nie zadziałają bez odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej.

My z mamą – niezależnie od błędów, które popełniałyśmy, sprzeczek czy nawet łez – byłyśmy zawsze razem. Zależało nam na sobie i tak jest do dziś. Wyszłyśmy z tego kryzysu ramię w ramię, bliższe sobie bardziej niż kiedykolwiek. Razem jest łatwiej.

Do Ewy: Jak zachęcić pacjentów do diagnozowania się i rozmowy z lekarzem?

Trzeba przede wszystkim odczarować temat otyłości. To nie jest wstydliwy problem estetyczny, tylko poważna, przewlekła choroba, która nieleczona prowadzi do poważnych powikłań i skraca życie.

Leczy się to nie wstyd – warto zawalczyć o swoje zdrowie i życie. Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości uruchomiła infolinię dla pacjentów chorujących na otyłość i rodziców dzieci z chorobą otyłościową, którzy nie wiedzą, od czego zacząć drogę do diagnozy i leczenia. Infolinia jest dostępna w środy pod nr +48 537 030 555. Warto też zajrzeć na stronę https://ootylosci.pl/specjalisci/, gdzie dostępna jest mapa ośrodków i specjalistów zajmujących się leczeniem otyłości. Lista ośrodków jest też dostępna na stronie Fundacji: www.flo.org.pl.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki