Krzeczów. Małżeństwo z ranami postrzałowymi głowy? Ich ciała znalazł syn. WSTRZĄSAJĄCE słowa mężczyzny [ZDJĘCIA]

2020-11-21 20:57 Anita Leszaj

Sobota w Krzeczowie pod Bochnią rozpoczęła się dramatycznie! Ok 10.00 rano, w kierunku Rzezawy, pędziły radiowozy, straż pożarna, a po jakimś czasie, na sygnale przez wieś przejechał policyjny bus, należący do techników kryminalistyki z Krakowa. Kawalkada samochodów zatrzymała się przed domem jednorodzinnym, znajdującym się na uboczu wsi, a wśród mieszkańców, lotem błyskawicy rozniosła się informacja, że Stanisława B. i jej mąż Mieczysław nie żyją. W domu małżeństwa doszło do strzelaniny. Służby zaalarmował syn, zaniepokojony milczeniem rodziców.

Spokojne małżeństwo w spokojnej wsi

Krzeczów to spokojna miejscowość, leżąca pod samą Bochnią. W ostatnich latach sprowadziło się tu wielu miastowych, nie tylko z Bochni ale także z Krakowa. Nowe domy zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu. Ale wciąż mieszka w Krzeczowie wielu rodowitych mieszkańców "z dziada pradziada". Tacy właśnie byli Stanisława i Mieczysław B., starsze małżeństwo. Pięknie wykończyli dom, na ich ogrodzie zdążyły urosnąć wysokie tuje. Małżeństwo doczekało się dwóch synów. Jeden osiedlił się niedaleko rodziców, drugi wyjechał. 

Mieczysława ciągle nie było w domu

Mąż Stanisławy ( † 59 l) pracował za granicą. Non stop go nie było w domu. Ostatnio jednak był często widywany we wsi. 

– Musiał wrócić już na stałe. Często jeździł z żoną na zakupy, zawsze samochodem. Chodzili do kościoła. Cóż więcej można o nich powiedzieć. Normalni byli, niczym się nie wyróżniali. Mówili grzecznie dzień dobry – opowiada nam sąsiadka rodziny.

Stanisława była krawcową. Przez jakiś czas pracowała w zakładzie szyjącym buty, ale ostatnio siedziała w domu. 

Strzały, których nikt nie słyszał

W sobotę syn małżeństwa B. próbował skontaktować się z rodzicami. Ich telefony jednak milczały, a drzwi do domu były zamknięte od środka na klucz. Mężczyzna zawiadomił policje. Do domu pomogli mu się dostać strażacy. Do tej pory na posesji stoi drabina oparta o barierę balkonu. Tam w pokoju na piętrze ujrzał makabryczny widok, ciało swojej matki w kałuży krwi a w sąsiednim pomieszczeniu zakrwawione zwłoki ojca.

– Widziałem ciała moich rodziców, oboje nie żyją. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Czuję się strasznie – powiedział nam, gdy wychodził z podwórka domu rodzinnego. 

– Strażacy weszli siłowo do domu, a w środku znaleziono zwłoki 66-letniego mężczyzny oraz jego 59-letniej żony - mówi nam podkom. Łukasz Ostręga z Komendy Powiatowej Policji w Bochni.

- Na miejsce skierowano grupę dochodzeniową oraz prokuratura, pod którego nadzorem są prowadzone czynności. Wstępnie brane są pod uwagę dwa scenariusze: tzw. rozszerzone samobójstwo lub udział osób trzecich, który nie jest wykluczony - dodaje. 

Nieoficjalnie wiadomo, że jedno z ciał miało rany postrzałowe głowy.

– Nie podajemy informacji o obrażeniach i szczegółach, ale mogę zaprzeczyć by kobieta miała ranę postrzałową głowy – mówi nam Sebastian Gleń, rzecznik prasowy KWP w Krakowie.

Śledczy zabezpieczali ślady do wieczora

Do późnych godzin wieczornych w domu małżeństwa B. pracowali technicy kryminalistyczni, prokurator i funkcjonariusze policji. Ich ustalenia będą kluczowe w rekonstrukcji przebiegu tragedii. Ciała zmarłych zostaną przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie i poddane sekcji. Ona także przybliży śledczym mechanizm śmierci małżeństwa. 

Ksiądz modlił się z dusze Mieczysława i Stanisławy

Gdy karawan zabierał ciała zmarłych, w miejscowym kościele, podczas wieczornej mszy świętej kapłan modlił się za dusze zmarłego małżeństwa.

– To wielka tragedia, straszna tragedia – mówił do zgromadzonych wiernych.