Spis treści
Dantejskie sceny pod galerią
To miało być zwykłe, weekendowe wyjście, ale szybko przerodziło się w agresywną konfrontację. Przed jednym z centrów handlowych w Inowrocławiu dwie 14-letnie dziewczyny skoczyły sobie do gardeł. Wokół walczących nastolatek natychmiast wyrósł mur rówieśników. Niestety, zamiast ostudzić emocje i rozdzielić bijące się dziewczyny, tłum zamienił się w biernych widzów tego brutalnego spektaklu.
Szokująca znieczulica w sieci
Nagranie, które trafiło do internetu, obnaża przerażającą prawdę o dzisiejszej młodzieży. Przez długie chwile nikt nie reaguje na przemoc. Zamiast wyciągnąć pomocną dłoń, gapie chwytają za telefony, by uwiecznić każdy cios i szarpaninę. Gdzie była empatia? Dopiero po pewnym czasie znalazła się jedna osoba, która odważyła się przerwać ten koszmar i rozdzielić nastolatki.
Psycholog bije na alarm
Dlaczego świadkowie woleli nagrywać, niż pomóc? Psycholog Anna Ritter w rozmowie z reporterem Radia Eska wyjaśnia, że mamy do czynienia z tak zwanym "efektem widza". Im większy tłum, tym mniejsze poczucie odpowiedzialności jednostki. Telefon staje się w tej sytuacji złudną tarczą, która pozwala na bierne uczestnictwo bez ponoszenia ryzyka.
"Ja się wycofuję, ale ja jednak coś robię, nagram, będzie to później jako dowód"
Tłumaczy mechanizm myślenia młodych ludzi ekspertka. Anna Ritter dodaje również, że w świecie nastolatków kluczową i paraliżującą rolę odgrywa presja grupy rówieśniczej.
Finał sprawy w sądzie rodzinnym
Agresja i bierność nie pozostaną bez konsekwencji. Jak informuje Izabela Drobniecka z Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu, sprawę oficjalnie zgłosiła matka jednej z poszkodowanych dziewcząt. Funkcjonariusze działali błyskawicznie – ustalono nie tylko personalia napastniczek, ale dotarto także do świadków, którzy przyglądali się bójce. Teraz oceną zachowania wszystkich zaangażowanych zajmie się sąd rodzinny.