- Maciej B. usłyszał nieprawomocny wyrok dożywotniego więzienia.
- Oskarżyciele domagają się, by możliwość ubiegania się o zwolnienie nastąpiła po co najmniej 30 latach.
- Adwokaci wnoszą o całkowite uniewinnienie.
- Oskarżony miał celowo wywołać pożar w mieszkaniu 68-latki, żeby wyłudzić odszkodowanie.
- Następne posiedzenie sądu zaplanowano na 18 stycznia 2027 roku.
Obie strony postępowania zdecydowały się na złożenie apelacji. Prokuratorzy akceptują dotychczasowe ustalenia faktyczne, jednak wnioskują o przesunięcie możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie na moment po odbyciu 30 lat za kratami. Z kolei obrońcy Macieja B. przekonują, że wcześniejszy wyrok został wydany na podstawie błędnie zgromadzonych dowodów.
Fragment posiedzenia, w trakcie którego składane były zeznania świadka, utajniono przed publicznością. Jawność przywrócono na czas składania wyjaśnień przez samego oskarżonego, którego doprowadzono z aresztu. Sędziowie podjęli decyzję o wydłużeniu tymczasowego aresztowania Macieja B. do końca stycznia 2027 roku, a kolejny termin rozprawy wyznaczono na 18 stycznia 2027 roku.
Został przesłuchany w dniu dzisiejszym jeden świadek. Przy czym przesłuchanie odbyło się z wyłączeniem jawności z uwagi na ochronę ważnego interesu prywatnego pokrzywdzonej
Jak przekazał w rozmowie z Radiem Eska Michał Bober, reprezentujący Sąd Apelacyjny w Gdańsku, nieprawomocne rozstrzygnięcie w tej sprawie zapadło w lutym 2025 roku przed toruńskim Sądem Okręgowym. Maciej B. otrzymał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności do odbycia w systemie terapeutycznym. Oprócz tego nałożono na niego dziesięcioletni zakaz korzystania z praw publicznych, obowiązek kontynuowania leczenia po opuszczeniu więzienia, a także nakaz zapłaty 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia bliskim ofiary oraz ponad 300 tysięcy złotych na rzecz oszukanych towarzystw ubezpieczeniowych.
Z akt sprawy wynika, że zbrodnia miała miejsce w grudniu 2021 roku na terenie Torunia. Oskarżony miał podłożyć ogień w lokalu należącym do 68-letniej Marii D., w celu przejęcia świadczenia z polisy na życie, w której widniał jako główny beneficjent. Kobieta poniosła śmierć w wyniku zatrucia czadem, a wzniecony pożar stworzył realne niebezpieczeństwo dla pozostałych lokatorów kamienicy.
Jak ustalili badający sprawę, między 2020 a 2021 rokiem oskarżony zawierał liczne umowy ubezpieczeniowe, podając w nich fałszywe dane dotyczące kondycji zdrowotnej i statusu zawodowego osób ubezpieczanych. Na dokumentach widniały sfałszowane podpisy, a Maciej B. konsekwentnie wpisywał siebie jako osobę uprawnioną do wypłaty świadczeń. Zakłady ubezpieczeń mogły stracić łącznie niemal 5 milionów złotych, ostatecznie wypłacając ponad 300 tysięcy. Niedługo po zawarciu wspomnianych umów, zmarło pięciu ubezpieczonych pacjentów.
Czytaj też: Krwawa seria ataków w szkołach. Uczennice nie kryją lęku: „Czujemy się bardzo zagrożone”
Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu zbrodni i oszustw, potwierdzając jedynie fakt posiadania niewielkiej ilości suszu konopnego. Z opinii powołanych ekspertów wynika, że w momencie dokonywania przypisywanych mu czynów, mężczyzna był w pełni poczytalny.