Według ustaleń śledczych do brutalnego przestępstwa miało dojść w nocy z 26 na 27 października 2025 roku w jednym z mieszkań przy ul. Legionów w Toruniu. Prokuratura twierdzi, że dwaj mężczyźni przez kilka godzin przetrzymywali młodą kobietę, a następnie wielokrotnie ją gwałcili.
42-letni Piotr S., znany w Toruniu pod pseudonimem „Pan Frytka”, miał dopuścić się gwałtu co najmniej cztery razy. Z kolei jego 33-letni wspólnik, Piotr G., według śledczych miał zgwałcić kobietę co najmniej dwukrotnie. To jednak nie koniec zarzutów. Obaj mężczyźni są również oskarżeni o bezprawne pozbawienie wolności innego mężczyzny tej samej nocy. Dodatkowo Piotr S. miał zaatakować kolejną osobę i kilkukrotnie uderzyć ją w twarz.
Mężczyzna odpowiada przed sądem jako recydywista. Był już wcześniej karany za gwałt, co może mieć wpływ na wysokość ewentualnej kary. Za zarzucane czyny oskarżonym grozi od 3 lat więzienia, jednak jeśli sąd uzna, że działali ze szczególnym okrucieństwem, kara może wynieść nawet 25 lat pozbawienia wolności.
Obaj podejrzani zostali zatrzymani 29 października 2025 roku po zawiadomieniu złożonym przez pokrzywdzoną kobietę. Od tamtego czasu przebywają w areszcie. Na rozprawę zostali doprowadzeni przez funkcjonariuszy służby więziennej.
Podczas pierwszego posiedzenia doszło do nietypowej sytuacji. Prokurator Ewa Dobrowolska poparła wniosek dziennikarzy o możliwość nagrywania procesu. Jak argumentowała, taka miała być wola pokrzywdzonej, która chciała, by sprawcy zostali publicznie napiętnowani. Przeciwnego zdania był Piotr S. Oskarżony nie chciał obecności mediów na sali rozpraw i sprzeciwiał się nagrywaniu procesu. Tłumaczył, że jego dzieci przeżywają traumę związaną ze sprawą. Adwokat mężczyzny podkreślił, że jego klient nie przyznaje się do winy.
Sąd ostatecznie zgodził się na rejestrowanie procesu, jednak wyłączył jego jawność. Decyzję uzasadniono dobrem zarówno pokrzywdzonej, jak i oskarżonych.
Piotr S. od lat był dobrze znany mieszkańcom Torunia. Prowadził uliczne stoisko z tzw. kręconymi frytkami. Twierdził, że nie prowadzi sprzedaży, a jedynie rozdaje jedzenie w zamian za dobrowolne datki na fundację. Urzędnicy i służby miały jednak inne zdanie. Działalność odbywała się bez wymaganych zezwoleń i bez odprowadzania podatków. W efekcie nałożono na niego wysokie kary finansowe, a w 2024 roku policja i straż miejska zabezpieczyły jego sprzęt gastronomiczny.
Czytaj: Mroczna prawda o "Panu Frytce"! W maju rusza proces, szczegóły mrożą krew w żyłach
Z ustaleń wynika, że mimo kontrowersji wokół działalności, mężczyzna zgromadził spory majątek. Jest właścicielem mieszkania, części domu, dwóch działek oraz trzech samochodów.