Pani Marta jest lekarką, jej mąż – inżynierem energetykiem. Mają dwoje dzieci. Ich pasją była gra w padla. W jednym z toruńskich klubów poznali Pawła W., który z zawodu jest informatykiem. Mężczyzna pracował z domu. Cała trójka, wraz z grupą znajomych, spotkała się 24 maja 2025 roku na imprezie z okazji drugiej rocznicy działalności klubu. Początkowo wszyscy dobrze się bawili. Nagle ich znajomy zaczął wyzywać kobiety.
Mówił, że tamta to „dzi*ka”. Zaczęłam jej bronić, a wtedy powiedział, że ja też, bo mam męża, a tańczę z innymi – relacjonowała w sądzie Marta.
Kobieta składała zeznania w innej sali niż oskarżony.
Gdy usłyszał to mój mąż, powiedział do niego, żeby mnie przeprosił – dodała.
Gdy Paweł W. odmówił, Filip uderzył go otwartą dłonią.
Mój mąż nie chciał zrobić mu krzywdy. Gdyby chciał, pewnie by tak się stało, bo przez kilka lat trenował sztuki walki – mówiła Marta.
Awantura przeniosła się przed klub. Tam pijany Paweł W. wsiadł do samochodu i wjechał w małżeństwo, przyciskając je do ściany. Oboje cudem przeżyli. Marta wróciła do sprawności, jednak Filip porusza się na wózku. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek stanie na nogi – doznał poważnych obrażeń kręgosłupa.
Mam dużo rehabilitacji. Uczę się żyć na wózku, tak samo jak moje dzieci – powiedział.
Małżeństwo, za pośrednictwem swojego pełnomocnika, poprosiło o uszanowanie prywatności. Wciąż przeżywa traumę.
Paweł W. został oskarżony przez prokuraturę o prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu oraz usiłowanie zabójstwa. Grozi mu od 15 lat więzienia do dożywocia. Przyznaje się do jazdy po alkoholu, ale nie do próby zabójstwa. W sądzie przepraszał i mówił, że chciałby cofnąć czas.
Obecnie przebywa w areszcie. Wysłał do pokrzywdzonych list z przeprosinami, jednak nie został on przez nich odebrany.