19-latek poćwiartował Mateusza. Zwłoki schował do walizki i próbował wyłudzić okup od matki ofiary

Mateusz został brutalnie zamordowany przez swojego współlokatora, Alana G. Sprawca zabił mężczyznę, a następnie poćwiartował jego ciało w łazience przy użyciu noży kuchennych. Po wszystkim spakował zwłoki ofiary do walizki, którą następnie przewiózł do lasu. Części ciała pochował do worków na śmieci i zakopał. 19-letni agresor próbował też wyłudzić od matki pokrzywdzonego okup, kłamiąc że porwał Mateusza i uwolni go, jeśli otrzyma pieniądze.

Pierwsze informacje o sprawie pojawiły się dokładnie 24 listopada 2025 roku. To właśnie wtedy oficjalnie zgłoszono zaginięcie 31-letniego Mateusza D. Młodego mężczyzny szukali najpierw znajomi i współpracownicy oraz oczywiście rodzina. W akcję zaangażowano przedstawicieli różnych służb, ale po Mateuszu nie było ani śladu. Nikt nie mógł się do niego dodzwonić, nie odpowiadał na wiadomości, koledzy i koleżanki nie wiedzieli, gdzie może przebywać. Zniknął bez żadnego ostrzeżenia, bez słowa pożegnania, co było do niego bardzo niepodobne. Po tygodniu poszukiwań, w nocy z poniedziałku na wtorek, czyli z 1 na 2 grudnia 2025 roku, potwierdził się najgorszy scenariusz: Mateusz D. nie żyje, służby zabezpieczyły jego ciało. Prokuratura ze Słupska, do której trafiło śledztwo, była oszczędna w swoich komunikatach. Dziennikarz „Super Expressu”, Tomasz Nowociński, opisywał na łamach gazety, że w sprawie prędko udało się zatrzymać pierwszego podejrzanego. Ujawnił to podkomisarz Jakub Bagiński z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku, którego reporterzy poprosili o komentarz do ostatnich działań funkcjonariuszy. – Potwierdzam, że policjanci pod nadzorem prokuratora pracowali wieczorem w miejscu znalezienia ciała mężczyzny. Zatrzymano do tej sprawy jedną osobę – podkreślał podkomisarz. Z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, Paweł Wnuk, w rozmowie z Polską Agencją Prasową zdradził, że zwłoki były rozczłonkowane, a następnie zakopane w jednym ze słupskich parków. – Młody mężczyzna, którego zatrzymaliśmy, jest podejrzany o dokonanie tego zabójstwa – dodawał Wnuk. Szczegóły mroziły krew w żyłach.

Upchał części ciała do walizki, pakunek wywiózł do lasu. 19-latek był bezwzględny

Radio Gdańsk podało, że ciało zaginionego Mateusza zostało odkryte w Parku Kultury i Wypoczynku w Słupsku. Musiało zostać bardzo mocno rozczłonkowane, ponieważ sprawca upchał części ciała do walizki, w której je przenosił. Później próbował również spalić pakunek. Głównym podejrzanym stał się Alan G., mający zaledwie 19 lat. W środę, 3 grudnia 2025 roku, został on doprowadzony przez policję do prokuratury, gdzie zostały mu przedstawione dwa zarzuty. Pierwszy dotyczył zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 31-letniego Mateusza D., a drugi zbezczeszczenia zwłok. Ofiara, jak ustalono, była współlokatorem podejrzanego.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

W jaki sposób natrafiono na ten trop? Okazuje się, że 19-latek sam zgłosił się na policję w Słupsku, ale nie po to, by przyznać się do winy, a żeby zgłosić fałszywe zawiadomienie o przestępstwie oraz kłamać na temat rzekomego rozboju, którego miał się wobec niego dopuścić poszukiwany Mateusz. Prokuratura zweryfikowała to zawiadomienie i potwierdziła, że zeznania Alana zostały wyssane z palca. Mało tego, 19-latek posłużył się telefonem ofiary, by wyłudzić okup w zamian za uwolnienie rzekomo porwanego 31-latka. Napisał do jego mamy SMS-a, żądając 100 tysięcy złotych za wolność syna, przyczyniając się tym samym nie tylko do przerażenia niewinnej kobiety, lecz również fałszywego wzbudzenia w niej nadziei na uratowanie Mateusza.

Sekcja zwłok wykazała, że poszkodowany zmarł w wyniku zadanych mu ran kłutych nożem. Do poćwiartowania ciała doszło już po śmierci mężczyzny. – Alan G. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Wynika z nich między innymi, że motywem zbrodni był rabunek – przekazał później prokurator Paweł Wnuk. Z ustaleń śledczych wynika, że 19-latek po dokonaniu zabójstwa poćwiartował ciało ofiary w łazience wynajmowanego przez nich mieszkania, przy użyciu noży kuchennych, a następnie w walizce po fragmentach przeniósł je do parku, gdzie zakopał pakunek w workach na śmieci, na koniec doprowadzając do spalenia walizki. Zatrzymany nie był w przeszłości karany sądownie, ma czystą kartotekę w tym zakresie, ale jednocześnie leczył się wcześniej psychiatrycznie, co oznacza, że śledczy będą musieli zbadać jego ewentualną niepoczytalność w chwili popełnienia czynu. Niemal od razu wystąpiono do sądu o wniosek dotyczący tymczasowego aresztowania podejrzanego na trzy miesiące, który został uwzględniony przez wymiar sprawiedliwości.

Czytaj także:  Karolina utopiła córki w szambie. 6-letnią Tosię i 7-letnią Gabrysię znalazł ich tata. Wstrząsające

W międzyczasie media ujawniły, że Alan zabił Mateusza poprzez dźgnięcia nożem: zadał mu pięć ciosów w okolice serca. Działał w szale, niczym szczególnym nie sprowokowany. 31-letni mężczyzna, który stracił życie z rąk swojego oprawcy, miał natomiast nienaganną opinię: spokojny, pracowity, nienarzucający się. Pracował na co dzień jako kontroler strefy płatnego parkowania, zawsze uprzejmy i z uśmiechem na twarzy. Już od jakiegoś czasu mieszkał na stancji z Alanem G., który niedawno wrócił z zagranicy. Wydawał się równie poukładanym, normalnym chłopakiem. Dopiero wkraczającym w dorosłość, miał przecież zaledwie 19 lat. W oczach Mateusza nie stanowił żadnego zagrożenia. Nie mógł przypuszczać, że zostanie przez niego bestialsko zamordowany – w dodatku z tak błahego powodu, jak chęć szybkiego wzbogacenia się. Alan naiwnie sądził, że jego bestialski plan nie wyjdzie na jaw. Morderstwo, poćwiartowanie ciała, ukrycie zwłok, próba wymuszenia okupu od matki ofiary – aż nieprawdopodobne wydaje się, że coś takiego mogło zrodzić się w głowie 19-letniego sprawcy. Po wszystkim wrócił do codzienności, jakby nic się nie stało. Myślał, że zbrodnia ujdzie mu na sucho, jednak absolutnie się przeliczył.

Mateusz był ogromnym wsparciem dla mamy. Teraz pani Lucyna została sama

Dziennikarze „Faktu” dotarli do rodziny zamordowanego Mateusza. Z ich relacji wynika, że mama 31-latka, pani Lucyna, cierpi na chorobę Parkinsona i prawie nie wstaje z łóżka. Syn był jej oparciem, teraz los zadał kobiecie kolejny cios. – Ja się z tym nigdy nie pogodzę, chyba nawet nie dam rady go pochować. Nie dam rady – mówiła zapłakana w rozmowie z reporterami. Jak ujawniła, zawiadomienie o zaginięciu syna zgłosiła jego szefowa, kiedy ten nie zjawił się w pracy i przestał odbierać telefony. Potem policja zapukała do drzwi rodziny Mateusza. Pani Lucyna ujawniła treść wiadomości, jaką dostała wówczas od rzekomego porywacza.

- Zapewne nie chcielibyście stracić swojego syna, prawda? Przygotujcie 100 tysięcy złotych w czarnej teczce, by była gotowa na jutro. Jeśli powiadomicie o tym policję, dowiemy się o tym i ta jednorazowa umowa będzie nieważna, nigdy już go nie zobaczycie. Jeśli wszystko zrozumiałe, napisz „tak” – brzmiał SMS, którego wysłał Alan.

Ale rodzina nie miała takiej kwoty, bliscy Mateusza żyli skromnie. Poprosili o przesłanie zdjęcia 31-latka – na dowód, że rzeczywiście został porwany. Zachowali zimną krew, myśleli racjonalnie. Agresor fotografii nie wysłał, zamiast tego na szybko wymyślił inny plan: ten dotyczący rzekomej napaści, której miał się dopuścić na nim poszkodowany. Poszedł na komendę policji z następną intrygą, jeszcze bardziej nieudolną niż poprzednia. Jego plan był tak dziurawy, że kwestią czasu było, jak wszystko mu się posypie. I tak też się stało: 19-latek został finalnie aresztowany.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Dziennikarze programu „Uwaga! TV” ustalili, że schorowanej mamie ofiary po ukochanym synu został tylko sprezentowany jej ciśnieniomierz. W obszernym reportażu przedstawiono też więcej szczegółów na temat życia Mateusza: chłopak urodził się w Miastku, gdzie skończył szkołę gastronomiczną. Do Słupska pojechał za pracą, mieszkał z różnymi współlokatorami, wśród których znalazł się Alan. Podejrzany o zabójstwo pochodzi ze wsi pod Gdańskiem, zajmował lokum razem z Mateuszem od kilku miesięcy. 19-latek nie miał stałej pracy, łapał się dorywczych zajęć. Finansowo wspomagała go matka, która na co dzień mieszka w Holandii. Z ojcem nie miał kontaktu. – Między Alanem a Mateuszem nie układało się dobrze od jakiegoś czasu – podali reporterzy „Uwagi”. Znajomi, którzy zgodzili się porozmawiać z przedstawicielami stacji, opowiadali że podejrzany o zabójstwo nie dbał o porządek w mieszkaniu i podbierał 31-latkowi rzeczy. Kiedyś zabrał mu nawet buty.

Zobacz również:  14-latek zabił macochę! Rozszarpał jej szyję nożem, dobijał młotkiem. Na widok 2-letniej siostry osłupiał

W końcu pozostali lokatorzy chcieli pozbyć się Alana, Mateusz planował też zamontować w swoim pokoju zamek, żeby móc zabezpieczyć drzwi przed niechcianymi gośćmi, ale właściciel wynajmowanego mieszkania się na to nie zgodził. Oprócz niego, w rodzinie pani Lucyny są jeszcze jej dwaj synowie: obaj chorzy. Pan Maciej, brat Mateusza, mówił że ten kochał zwierzęta i wzbudzał sympatię u każdego, kogo poznał. 19-letni Alan, jak już wiemy, był wyjątkiem. Okazało się, że w zabezpieczonych dowodach znaleziono zdjęcia i nagrania, wskazujące na winę podejrzanego. Agresor skrupulatnie dokumentował przebieg popełnionego przez siebie morderstwa. – W pamięci jednego z telefonów ujawniliśmy materiały, które dokumentowały przebieg bardzo tragicznych, makabrycznych wydarzeń – potwierdził prokurator Paweł Wnuk przed kamerami TVN-u. Dodał także, że to sam podejrzany ujawnił miejsce zakopania ciała Mateusza: park, oddalony o kilka minut pieszej drogi od mieszkania chłopaków. 19-latek chodził w tę i z powrotem aż cztery razy, bo poćwiartowane części ciała ofiary nie zmieściły się od razu wszystkie w walizce. Robił więc rundki, na raty. Na koniec poszedł spać do swojego łóżka.

Biegli przyglądają się Alanowi. Uniknie więzienia czy trafi tam na zawsze?

17 grudnia 2025 roku prokuratura poinformowała jeszcze o szokującym znalezisku. Przy wiacie śmietnikowej przy ulicy Moniuszki policjanci znaleźli lewą rękę jakiegoś człowieka. Mundurowi podejrzewali, że może to być fragment ciała zamordowanego, szczątki zostały już zabezpieczone i przekazane do oględzin oraz badań patomorfologicznych.

W internecie ruszyła natomiast zbiórka pieniędzy dla bliskich zamordowanego Mateusza, z mamą panią Lucyną na czele. – Koszty pogrzebu i ostatniego pożegnania znacznie przekraczają ich możliwości finansowe. Odejście Mateusza złamano serca najbliższych i pozostawiło ich w głębokiej żałobie, z którą trudno im się zmierzyć – napisano w opisie zbiórki. Wsparcie ma również dotyczyć między innymi kosztownego leczenia kobiety.

Tymczasem 19-letni Alan G. usłyszał rozszerzone zarzuty. Będzie odpowiadał przed sądem za zabójstwo Mateusza ze szczególnym okrucieństwem, zbezczeszczenie jego zwłok, a także za usiłowanie wymuszenia rozbójniczego oraz fałszywe zawiadomienie o przestępstwie. Oczywiście jeśli zostanie uznany za poczytalnego. Niedawno biegli psychiatrzy po jednorazowym badaniu nie byli bowiem w stanie jednoznacznie ocenić poczytalności Alana G., dlatego sąd zdecydował o skierowaniu go na czterotygodniową obserwację psychiatryczną do specjalistycznego ośrodka w Jarosławiu. Tam przez kolejny miesiąc będzie obserwowany przez specjalistów. Od tej opinii będzie zależało bardzo wiele. Jeśli biegli uznają, że Alan G. był poczytalny w chwili zbrodni, może resztę życia spędzić za kratami. Jeśli stwierdzą niepoczytalność, możliwe będzie umieszczenie go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze.

W przypadku pierwszego scenariusza, grozi mu kara dożywotniego więzienia.

Sonda
Jak oceniasz polski system określania niepoczytalności sprawców, ich późniejszego leczenia i ewentualnego wypuszczenia na wolność?
Pokój Zbrodni - Śledził i zabił nauczycielkę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki