Piotr K., 44-letni funkcjonariusz SOP, w styczniu 2026 roku na terenie Ustki w województwie pomorskim dopuścił się zbrodni, która wstrząsnęła całą Polską. Mężczyzna zamordował swoją 4-letnią córeczkę, próbował też zabić żonę, syna oraz teściów. Po tym, jak Prokuratura Okręgowa w Słupsku postawiła mu zarzuty, mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Został tymczasowo aresztowany, grozi mu dożywocie. Ale w sprawie pojawiła się wątpliwość, czy mężczyzna może odpowiadać za to, co zrobił, i czy był w momencie zbrodni osobą poczytalną. Teraz, w połowie maja 2026 roku, już wiemy, że biegli psychiatrzy nie są w stanie tego stwierdzić po jednorazowym badaniu w warunkach ambulatoryjnych, któremu został poddany funkcjonariusz SOP. To oznacza, że Piotr K. będzie musiał zostać skierowany na dłuższą obserwację psychiatryczną, więc decyzja dotycząca jego przyszłości zostanie odciągnięta w czasie.
Czytaj także: Major SOP zabił 4-letnią córkę i zaatakował rodzinę żony. "Jak wytłumaczyć to ocalałemu synkowi?"
Prokuratura skierowała już do Sądu Okręgowego w Słupsku stosowny wniosek, który obejmuje 4-tygodniową obserwację w specjalistycznym ośrodku. Posiedzenie w tej sprawie zaplanowano na 9 czerwca 2026 roku, ale już teraz w kuluarach mówi się, że to raczej formalność i sąd rzeczywiście przychyli się do tego wniosku. Na ten moment Piotr K. pozostaje także w areszcie, który przedłużono mu na razie do 25 lipca 2026 roku. Najnowsze wyniki badań mówią ponadto, że w chwili popełnienia zabójstwa mężczyzna nie był pod wpływem alkoholu, narkotyków, środków odurzających ani psychotropowych, co potwierdzili przedstawiciele prokuratury.
Sprawa, która wstrząsnęła całą Polską. Funkcjonariusz SOP zaatakował własną rodzinę po grze w karty
Przypomnijmy, że dramat rozegrał się w Ustce, 26 stycznia 2026 roku. Mężczyzna wieczorem po grze w karty nagle wstał i ranił nożem pięcioro członków swojej rodziny. 4-letniego dziecka nie udało się uratować, a ranni zostali jeszcze żona, teściowa i teść sprawcy. 7-letni syn Piotra zdołał uciec na klatkę. Po dokonaniu ataku 44-latek zabarykadował się w jednym z pokojów i policjanci musieli wyciągać go siłą.
Mimo że próbował odebrać sobie życie, został odratowany. Później doprowadzono go do prokuratury, gdzie przyznał się do winy i przez dwie godziny opisywał przebieg zdarzenia, ale nie odpowiadał na pytania. Śledczy nie ujawniają motywów jego działań, podkreślając jednak, że nic wcześniej nie zapowiadało tragedii. Piotr K. miał aktualne badania psychologiczne, potrzebne do pracy w służbach. Mimo plotek i domysłów, nie brał udziału w ochronie najważniejszych osób w państwie. Po wydarzeniach w Ustce został wydalony z formacji.
Piotr K. usłyszał zarzut zabójstwa córki i usiłowania zabójstwa czterech osób, za co grozi dożywotnie więzienie. Postępowanie trwa.