Nowe tropy w sprawie Iwony Wieczorek. Śledczy nie odpuszczają
W ostatnich tygodniach śledztwo w sprawie zaginięcia gdańszczanki ponownie nabrało tempa. Funkcjonariusze krakowskiego Archiwum X, wspierani przez policjantów z warszawskiego Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami, prowadzili szeroko zakrojone działania w terenie. Jak poinformowała Prokuratura Krajowa, wykorzystano m.in. georadary, a biegli przygotowali istotną ekspertyzę dotyczącą jednej z kluczowych wersji śledczych. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przesłuchano również dziesiątki osób, w tym ludzi z najbliższego otoczenia Iwony. Szczegóły prowadzonych czynności pozostają jednak tajemnicą ze względu na dobro śledztwa.
Była już prawie w domu. Co wydarzyło się na ostatnim odcinku trasy?
Dokładnie 16 lat temu, feralnej nocy z 16 na 17 lipca, Iwona Wieczorek bawiła się w sopockim Dream Clubie ze swoimi znajomymi: nieco starszym Pawłem, jego dwoma kolegami, a także 17-letnią koleżanką i zarazem sąsiadką – Adrią. Impreza kończy się jednak w niezbyt miłej atmosferze. Iwona ewidentnie nie miała humoru i nie chciała kontynuować zabawy ze znajomymi. Po tym, jak grupka postanawia opuścić Dream Club, 19-latka nie chce wracać z koleżanką taksówką i zamierza pójść pieszo do swojego domu w Gdańsku. Po wielu kilometrach wędrówki, o godz. 4.12, została zarejestrowana przez kamerę monitoringu przy wejściu na plażę nr 63 w gdańskim Jelitkowie, co oznacza, że była już prawie w domu. Co wydarzyło się na finałowym, zaledwie 1,5-kilometrowym fragmencie trasy? Tego nie wie nikt. Nikt poza osobą lub osobami odpowiedzialnymi za zniknięcie młodej kobiety.
Niestety już na początku śledztwa policja popełniła rażące błędy, a także w kolejnych latach nie obyło się bez uchybień. Przykładem jest próba udowodnienia hipotezy, że zbrodni dopuścił się Paweł P., czyli mężczyzna, który bawił się z 19-latką feralnej nocy w sopockim klubie. Była to jednak hipoteza błędna, na co wskazują dostępne od wielu lat informacje. Chodzi przede wszystkim o bilingi BTS, które wskazują, że w momencie, gdy Iwona po godz. 4.12 przemieszczała się w kierunku swojego domu, Paweł znajdował się już w mieszkaniu swoich dziadków. Można byłoby zasugerować, że mężczyzna po cichu wyszedł z mieszkania i zostawił w nim swój telefon. W takim przypadku ktoś musiałby jednak w tym czasie wykonać z tego urządzenia połączenie za niego, gdy on zmierzał w stronę Iwony.
Dodatkowo nie mógłby wiedzieć, gdzie dokładnie dziewczyna znajduje się na trasie ani jaką drogę do domu wybrała. Pojawia się też pytanie, co zrobiłby z ciałem i jak miałby je ukryć. Przypomnijmy, że Paweł P. to jedyna osoba, która usłyszała zarzuty w sprawie Iwony Wieczorek. Trzeba jednak podkreślić, że dotyczą one utrudniania śledztwa, a nie odpowiedzialności za zniknięcie Iwony.
Nowe ustalenia w sprawie Iwony Wieczorek. Śledczy wykluczyli jedną z hipotez
Jak ustalił „Fakt” w Prokuraturze Krajowej, zarzuty postawione Pawłowi P. nadal pozostają w mocy. Postępowanie dotyczące tej części sprawy prowadzi Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej i wciąż nie zostało zakończone.
W ostatnich miesiącach śledczy przesłuchali dziesiątki osób, w tym ludzi z najbliższego otoczenia Iwony Wieczorek. Prokurator Eryk Stasielak ujawnił w rozmowie z „Faktem”, że w tym czasie nie przesłuchiwano Pawła P. Nie chciał jednak odpowiedzieć, czy śledczy ponownie rozmawiali z inną osobą z bliskiego otoczenia zaginionej – Patrykiem G. Równie powściągliwy był w kwestii ewentualnych bezpośrednich dowodów w sprawie.
Szef krakowskiego Archiwum X zaznacza, że ostatnie tygodnie przyniosły istotne ustalenia. Jednocześnie podkreśla, że o prawdziwym przełomie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy komuś zostaną przedstawione zarzuty dotyczące pozbawienia życia Iwony Wieczorek. Jak ujawnił, śledczym udało się wykluczyć jedną z analizowanych hipotez, jednak ze względu na dobro postępowania szczegóły nadal pozostają tajemnicą.
- Tak, jedną hipotezę, ale którą, nie powiem. Hipotezy mogą dotyczyć wielu rzeczy: sprawcy, ale i miejsca, w którym zwłoki Iwony są. Na tym etapie nie mogę powiedzieć, jaka to hipoteza i czego ona dotyczy. Na pewno, szczątków Iwony do dzisiaj nie znaleziono – powiedział w rozmowie z portalem.
Wiadomo również, że w ostatnim czasie śledczy pozyskali istotną dla postępowania ekspertyzę biegłych, dotyczącą jednej z najważniejszych wersji osobowych. Georadary wskazały także konkretne miejsca, które mają zostać poddane dalszym przeszukaniom. Równolegle weryfikowana jest tzw. wersja osobowa, czyli hipoteza dotycząca konkretnego podejrzanego lub grupy osób, mająca bezpośredni związek z nową opinią biegłych.
Park Reagana nie był miejscem zbrodni? Ta hipoteza słabnie z każdym rokiem
Przypomnijmy, że eksperci od dawna wskazują, iż do tragedii, w wyniku której zaginęła 19-letnia Iwona Wieczorek, mogło dojść w zupełnie innym miejscu niż Park Reagana, w pobliżu którego została po raz ostatni zarejestrowana przez kamerę monitoringu.
- Na pewno nie została napadnięta przez kogoś obcego i z pewnością nie w Parku Reagana. Przecież zostałyby tam jakieś ślady. A co z ciałem? Sprawca zostawiłby je w krzakach? Przykrył liśćmi? No nie da rady. Był środek lata, poza tym zwierzyna też by się do niego dobrała. Przechodnie zauważyliby również, że ktoś kopie dół. To jest irracjonalna hipoteza, która od lat krąży wokół tego parku. Moim zdaniem tę teorię należy odrzucić – tłumaczyła w rozmowie z „Super Expressem” dziennikarka, Aldona Błaszczyk-Szostak.
Na to, że w parku najprawdopodobniej nie doszło do ataku na 19-latkę, wskazują również relacje spacerowiczów widocznych na nagraniach z monitoringu z dnia 17 lipca 2010 roku wykonanym o godz. 4.12. Po publikacji słynnego nagrania z wejścia na plażę nr 63 zgłosiło się wiele osób, które zostały na nim zarejestrowane. Żadna z nich nie pamiętała jednak momentu, w którym mijała Iwonę Wieczorek.
- Ktoś zadzwonił do mnie i powiedział, żebym obejrzał film z monitoringu z nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, bo chyba na nim jestem. Obejrzałem ten film i faktycznie rozpoznałem się na nim. Wychodziłem akurat z knajpki Chilly Willy, czyli z Bacówki, z dziewczyną, którą wówczas poznałem - relacjonował jeden ze spacerowiczów, który feralnego dnia przechodził tuż obok Iwony Wieczorek ok. godz. 4.
Relację świadków przytoczył w swojej książce "Co się stało z Iwoną Wieczorek" dziennikarz śledczy, Janusz Szostak.
- Widziałem zapis z monitoringu z lokalu Sanatorium, na tym nagraniu jest cała nasza trójka. Na tym nagraniu widać przechodzącą obok nas Iwonę Wieczorek. Ale wówczas ja jej nawet nie zauważyłem. (...) Nie widziałem, aby ktoś za kimś szedł, kogoś gonił. Nikt nie wzywał pomocy - czytamy.
Śledztwo w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek trwa już 16 lat. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce nastąpi przełom, a osoba odpowiedzialna za jej zniknięcie poniesie odpowiedzialność.