Julka, Ewelina, Dorota i Mateusz zginęli w BMW. Skala tragedii rozdziera serce

To był ostatni kilometr tej podróży. Zamiast wrócić do domu, Mateusz, Ewelina, Dorota i 12-letnia Julka zginęli w potwornym wypadku pod Sztumem. Wracali z rodzinnej uroczystości, gdy prowadzone przez 22-latka BMW wpadło w poślizg na mokrej drodze i z ogromną siłą uderzyło w betonowy przepust. Kierowca przeżył. Czworo jego najbliższych już nigdy nie wróci do domu.

Do domu brakowało zaledwie kilometra. Tragiczny finał rodzinnej podróży

Mokra jezdnia i chwila nieuwagi kierowcy kosztowały życie czterech osób, członków rodziny. Miał to być zwykły powrót z imprezy urodzinowej w Malborku. Do Postolina (woj. pomorskie) koło Sztumu zostało tylko około kilometra. Za kierownicą BMW siedział 22-latek. Był trzeźwy. Jako jedyny przeżył.

Do tragedii doszło w sobotę około godziny 4.45. Był świt, a po nocnych opadach nawierzchnia była mokra. Na łuku drogi BMW nagle wpadło w poślizg, a kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Samochód zjechał z jezdni, dachował, a potem z potężną siłą uderzył w ziemny nasyp i betonowy przepust. Siła zderzenia była tak ogromna, że wrak został doszczętnie zmiażdżony.

Na miejsce natychmiast ruszyli strażacy, policjanci i ratownicy. Żeby dostać się do uwięzionych w środku ludzi, strażacy musieli rozcinać karoserię przy pomocy hydraulicznych narzędzi. Walczyli o każdą minutę. Niestety, dla czterech osób pomoc przyszła za późno. Na miejscu zginęło małżeństwo w wieku 32 i 36 lat (Ewelina i Mateusz W.), 47-letnia Dorota Z. i 12-letnia Julka S.

Przeżył tylko 22-letni kierowca. Śledczy badają przyczyny tragedii

Wszyscy uczestnicy zdarzenia byli spokrewnieni z sobą. 22-letni kierowca BMW, syn 47-latki, trafił do szpitala w Sztumie. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że przyczyną tragedii mogła być utrata panowania nad samochodem na mokrej nawierzchni. Śledczy podkreślają jednak, że jest za wcześnie na ostateczne wnioski. Biegli sprawdzą stan techniczny BMW, zabezpieczone ślady i ustalą prędkość, z jaką auto wjechało w zakręt. Policja potwierdziła, że kierowca był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem narkotyków.

Najbardziej porusza jednak to, jak niewiele brakowało do szczęśliwego zakończenia tej podróży. Wszyscy wracali do swoich domów. Do miejsca, gdzie czekali na nich bliscy, pozostał zaledwie około kilometr. Zamiast radosnego powitania były sygnały służb ratunkowych, cisza i rozpacz trzech rodzin.

22-letni kierowca miał bezpiecznie dowieźć swoich pasażerów do domu. Sam przeżył wypadek. Mateusz, Ewelina, Dorota i 12-letnia Julka, którzy podróżowali razem z nim, nigdy już nie wrócą do swoich bliskich.

Baltica

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki