Ceny jak z kosmosu, a nie zawsze dostajesz to, za co płacisz. Kontrole smażalni ujawniły niepokojące praktyki
Ceny ryb nad morzem powalają – i nie jest to żadna nowość! „Paragony grozy” z nadmorskich smażalni co rusz pojawiają się w mediach społecznościowych, publikowane przez internautów. W ostatnim czasie kolejny wakacyjny „paragon grozy” znad Bałtyku wywołał gorącą dyskusję w internecie. Tym razem influencerzy Jakub Kwieciński i Dawid Mycek pokazali rachunek ze smażalni w Ustce.
Para zamówiła dwa dorsze, prosząc o małe porcje. Do ryby dobrali frytki i surówki. Za taki zestaw zapłacili 230 zł.
- Paragon (red.) nas nie zwalił z nóg tylko dlatego, że mieszkamy tu od kilku lat i znamy cenę, ale dla przeciętnej polskiej rodziny na wakacjach, to może być szok – poinformowała para we wpisie w social mediach.
Autorzy wpisu podkreślili jednocześnie, że nie obwiniają restauracji. Ich zdaniem lokal serwował bardzo dobrą rybę, a problemem są przede wszystkim rosnące ceny surowca. Jak zauważyli, nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miały one wyraźnie spaść.
Kontrola nadmorskich smażalni. W wielu lokalach wykryto nieprawidłowości!
Temat cen w nadmorskich smażalniach wraca każdego lata. W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się zdjęcia tzw. paragonów grozy. Jak się okazuje, wysokie ceny to nie jedyny problem. Jeszcze większe emocje mogą budzić wyniki kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Kontrole wykazały, że w wielu nadmorskich lokalach klienci nie zawsze dostają rybę, za którą płacą. Inspektorzy odwiedzili 50 smażalni i restauracji serwujących ryby nad Bałtykiem. Nieprawidłowości wykryto w 38 lokalach, czyli aż w 76% skontrolowanych miejsc.
Kontrolerzy sprawdzali jakość ryb, ich skład oraz sposób oznakowania. Pod względem smaku i wyglądu produktów nie stwierdzono zastrzeżeń. Problemy pojawiły się jednak po przeprowadzeniu badań laboratoryjnych.
Jak podaje „WP”, w ośmiu partiach wykryto tzw. podmianę asortymentową. Oznacza to, że klienci otrzymywali inną rybę niż ta deklarowana w menu. Inspekcja ujawniła m.in. sprzedaż soli jako limandy żółtopłetwej. Zdarzały się także przypadki, gdy zamiast dorsza atlantyckiego lub morszczuka argentyńskiego podawano znacznie tańszego czarniaka, nazywanego również dorszem czarnym.
Wyniki kontroli IJHARS. Najwięcej problemów z menu i oznakowaniem
Najczęściej inspektorzy kwestionowali jednak sposób oznaczania serwowanych dań. Nieprawidłowości dotyczyły aż 79 spośród 118 skontrolowanych partii, czyli prawie 67%. W wielu lokalach brakowało pełnych informacji o składzie potraw, w tym wykazu alergenów. Często pomijano także składniki panierki. Zdarzało się również, że w menu widniały niepełne nazwy ryb. Zamiast „czarniak” lub „dorsz czarny” pojawiał się po prostu „dorsz”, co zdaniem kontrolerów wprowadza klientów w błąd.
Inspektorzy zwrócili również uwagę na brak informacji o sposobie przygotowania ryby, rodzaju porcji czy rozbieżności dotyczące deklarowanej masy. W wielu przypadkach nie wskazywano także jasno, że zamawiane danie jest zestawem z dodatkami. W związku z wykrytymi nieprawidłowościami IJHARS zastosowała wobec przedsiębiorców sankcje przewidziane w obowiązujących przepisach.