- W Słupsku doszło do tragedii: kierowca zabił motocyklistę, którym okazał się być policjant.
- Sprawca wypadku, Gerard B. pseudonim "Bananowy Książę", prawdopodobnie uniknie więzienia - był niepoczytalny.
- Podobne przypadki umorzeń spraw z powodu niepoczytalności sprawców budzą kontrowersje.
Auto narzędziem zbrodni. Gerard B. nie pójdzie siedzieć, bo jest niepoczytalny
Za kierownicą mercedesa siedział 36-letni Gerard B. Prokuratura początkowo mówiła o wypadku. Potem padł cięższy kaliber: zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Samochód uznano za narzędzie zbrodni. Niedługo po tragedii, w rozmowie z „Super Expressem”, świadkowie zdarzenia twierdzili, że ofiar mogło być więcej.
- To było na ulicy Szczecińskiej, pędził oszalały białym samochodem, omal nie rozjechał rodziny. Policja powinna zabezpieczyć nagrania monitoringu, bo on się wywinie. Ma najlepszego mecenasa w mieście – mówiła wcześniej w rozmowie z "Super Expressem" kobieta, będąca świadkiem niebezpiecznej jazdy Gerarda B.
I nagle zwrot.
Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że to nie było zabójstwo, lecz wypadek ze skutkiem śmiertelnym. Kluczowe okazało się jedno słowo: niepoczytalność. Biegli psychiatrzy, po tygodniach obserwacji, stwierdzili, że w chwili czynu mężczyzna nie rozumiał znaczenia swojego działania i nie mógł pokierować swoim zachowaniem. Postępowanie umorzono. Zamiast więzienia, będzie zamknięty szpital psychiatryczny. Do tego zakaz prowadzenia pojazdów.
Czytaj też: Gerard B. zmiótł z drogi motocyklistę. Relacja świadka przeraża. "Krztusił się krwią"
Gerard B., w Słupsku, nazywany był „Bananowym Księciem”. Miał pieniądze, a za tym wpływy i możliwości. Dla rodziny zmarłego to nie wyrok. To diagnoza, która nie daje ukojenia po stracie.
Takich spraw w Polsce jest coraz więcej?
I to nie jedyny taki przypadek w ciągu tego kwartału. W Janikach Wielkich (woj. warmińsko-mazurskie) 28-letni Kamil M. zabił nożem swoich rodziców. Matkę zaatakował we śnie, ojciec zdążył tylko zadzwonić na 112 i wyszeptać do dyspozytora: „Syn… nóż…”. Po kilku godzinach obławy mężczyzna został zatrzymany pod Szczecinem. Biegli uznali go za niepoczytalnego. Prokuratura wniosła o umorzenie sprawy i zamknięty zakład psychiatryczny.
Wcześniej głośno było o synu znanych prawników z Trójmiasta, który zamordował pracownicę Uniwersytetu Warszawskiego. Również w tej sprawie pojawiła się opinia o niepoczytalności. Czytaj też: Masakra siekierą na UW. Nowe, przełomowe informacje o Mieszku R. Wiadomo, co się z nim stanie
Scenariusz zaczyna się powtarzać. Ciężkie zarzuty. Szokujące okoliczności. A na końcu decyzja o leczeniu zamiast kary. Teoretycznie pobyt w zamkniętym zakładzie może trwać latami. Teoretycznie lekarze decydują, kiedy pacjent przestaje być zagrożeniem. Teoretycznie wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Ale w praktyce w wielu domach zostaje pytanie: gdzie jest sprawiedliwość?
Ministerstwo Sprawiedliwości i GUS nie publikują szczegółowych danych o liczbie takich umorzeń. Nie wiadomo, czy to rzeczywiście "fala", czy tylko seria głośnych przypadków nagłaśnianych przez media. Wiadomo jedno. Gdy oskarżony o najcięższe zbrodnie nie trafia do więzienia, emocje sięgają zenitu.
Bo dla rodzin ofiar to nie są paragrafy ani opinie biegłych. To konkretna strata. Puste miejsce przy stole.
Czy w Polsce potrzebna jest zmiana prawa? To pytanie pozostawiamy otwarte…
Tomasz Nowociński