Paweł P. usuwał ślady w mieszkaniu Iwony Wieczorek? Były analityk KGP: „Kiedy miałby to zrobić?”

Minęło 16 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek, jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce. Marek Siewert, były analityk Komendy Głównej Policji, który przez sześć lat zajmował się tą sprawą, wraca do jej najbardziej zagadkowych wątków. Komentuje m.in. sytuację Pawła P. – znajomego Iwony, któremu w 2022 roku zarzucono utrudnianie śledztwa poprzez m.in. usuwanie śladów i dowodów oraz podawanie nieprawdziwych informacji. Wyjaśnia również, dlaczego jego zdaniem zabójstwo lub porwanie 19-latki nie mogło zostać zaplanowane z wyprzedzeniem.

Sopocki Krzywy Domek latem. Obok w żółtym kole portret Iwony Wieczorek. O nowym wątku sprawy czytaj na SE.
Autor: Radio Eska/archiwum, archiwum prywatne

Były analityk KGP zajmował się sprawą Iwony Wieczorek przez sześć lat. Wskazuje „podejrzanego numer jeden”

Były analityk Komendy Głównej Policji Marek Siewert zajmował się sprawą Iwony Wieczorek przez pierwszych sześć lat śledztwa. W latach 2010–2016 analizował zaginięcie 19-latki z Gdańska, zapoznawał się z materiałami zgromadzonymi w sprawie oraz uczestniczył w przesłuchaniach świadków. W rozmowie opublikowanej 10 sierpnia na kanale „W Cieniu Śledztwa Szostak” na YouTubie przekonywał, że sprawę Iwony Wieczorek można było rozwiązać w ciągu sześciu miesięcy. Jego zdaniem nie udało się tego zrobić m.in. z powodu błędów i zaniechań popełnionych na początkowym etapie śledztwa, a także częstych zmian osób prowadzących postępowanie i przekazywania sprawy kolejnym śledczym.

Zdaniem Marka Siewerta „podejrzanym numer jeden” jest były partner Iwony, Patryk G. Według analityka to właśnie sytuacja związana z nim wpłynęła na zachowanie 19-latki i jej decyzję o wcześniejszym opuszczeniu imprezy w Dream Clubie oraz pieszym powrocie do oddalonego o około 6 km domu, do którego – jak wiemy - nigdy nie dotarła. Zgodnie z materiałem procesowym około godz. 1:00 Iwona otrzymała SMS-a od koleżanki przebywającej w klubie Banana Beach przy sopockim deptaku. Z wiadomości dowiedziała się, że jej były chłopak Patryk bawi się tam z dziewczynami. Według Siewerta właśnie od tego momentu można było zauważyć zmianę w zachowaniu Iwony. Analityk zwracał również uwagę na nietypowy, jego zdaniem, przebieg przesłuchania Patryka G. Przyłapał go także na kłamstwach.

- Jego mimika, mięśnie twarzy oraz mięśnie dłoni – był tak spięty na fotelu, że wydawało mi się, że za chwilę połamie rękojeść tego fotela. Tak był zdenerwowany. Aczkolwiek był przygotowany do odpowiedzi na pytania, które miałem mu zadać. Ja od razu wyczułem, że do tego czwartego przesłuchania, w którym uczestniczyłem, był już w jakiś sposób przygotowany. I ktoś go do tego przygotował. (…) Jest to osoba number one. To jest osoba dla mnie podejrzana. Uważam, że osoba, która kłamie, robi to albo dlatego, że bardzo się czegoś boi, albo chce coś ukryć – tłumaczył Marek Siewert.

Były analityk komentuje zarzuty wobec Pawła P.

Tym razem, w najnowszej rozmowie z dziennikarką i prezes Fundacji Na Tropie im. Janusza Szostaka, Aldoną Błaszczyk-Szostak, ekspert omówił poszczególne wątki sprawy, które od lat budzą zainteresowanie opinii publicznej. Odniósł się również do zarzutów postawionych jedynej osobie, która usłyszała je w związku ze sprawą Iwony Wieczorek – Pawłowi P.

W 2022 roku Pawłowi P. zarzucono utrudnianie śledztwa. Zarzuty dotyczyły „utrudniania postępowania karnego poprzez usuwanie śladów i dowodów, zacieranie śladów przestępstwa, a także podawanie nieprawdziwych informacji w sprawie dotyczącej Iwony Wieczorek”. Wówczas media informowały o „przełomie”, który mógł doprowadzić do wyjaśnienia losów 19-latki. Ostatecznie jednak tak się nie stało. Do tej sytuacji odniósł się Marek Siewert.

- Znaleziono u niego niewielkie ilości środka odurzającego, bodajże marihuany. Ja w takim wypadku radziłbym udać się na jakiś uniwersytet i zobaczyć, co studenci mają w pokojach czy szufladach. Wydaje mi się, że takich torebek znaleziono by tam znacznie więcej. A jeżeli przedstawiono mu zarzuty dotyczące jakichś nieprawidłowości gospodarczych, to jeśli ktoś myśli, że na tej podstawie zmusi go do złożenia zeznań albo przekazania wiedzy, której do tej pory nie ujawnił, to się pomylił – skomentował Marek Siewert.

Były analityk wskazuje na kluczowe okoliczności

Były policyjny analityk odniósł się również do drugiego zarzutu, dotyczącego rzekomego utrudniania postępowania w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek.

- Jeśli chodzi o rzekome utrudnianie postępowania poprzez wejście do mieszkania mamy i ojczyma Iwony (i usuwanie dowodów i śladów – red.), to jeżeli mama Iwony Wieczorek rano wstała około godziny piątej i udała się na godzinę ósmą do pracy, wniosek jest taki, że do godziny ósmej była w domu. Następnie ojczym Iwony około godziny dziesiątej–jedenastej poszedł na pogrzeb księdza Jankowskiego. Zatem do godziny jedenastej Paweł nie miał możliwości nieuprawnionego wejścia do mieszkania rodziców zaginionej. A już po godzinie jedenastej przebywał w grupie osób, która poszukiwała Iwony w różnych miejscach. Pytanie brzmi: kiedy miałoby dojść do tego nieuprawnionego wejścia do mieszkania i jaki miałby być jego cel? Czego miałby tam szukać? Co miałby wykasowywać z komputera? Po co? – tłumaczył analityk policyjny.

Jak już wcześniej zwracał uwagę były analityk, zabójstwo Iwony Wieczorek nie mogło być zaplanowane z wyprzedzeniem.

- Ta dziewczyna tak naprawdę nie wiedziała jak spędzi wieczór. Czy chce iść do Parku Reagana na urodziny do Krzysztofa. Gdyby tam poszła, to rozeszłaby się ze wszystkimi gośćmi do domu. Pewnie by żyła. Ale poszła tam, gdzie poszła, czyli do Dream Clubu. Też nikt nie mógł przewidzieć, jak w tym Dream Clubie ona się zachowa. To, że złapała focha i powiedziała, że idzie na piechotę. A może złapałaby focha i powiedziała: „Nie, ja jadę z koleżanką taksówką do domu”. A może powiedziałaby: „Nie, ja nie pojadę taksówką, tylko poczekam i pojadę do domu z chłopakami”. Nikt nie mógł przewidzieć, jakie będzie zachowanie tej dziewczyny w tym krytycznym czasie. W związku z tym, jak ktoś mógłby zaplanować jej porwanie czy zabójstwo? – tłumaczył.

Paweł P. bez dozoru i zakazu opuszczania kraju

Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku zdecydowano o cofnięciu wobec Pawła P. zastosowanych wcześniej środków zapobiegawczych. Podjęto decyzję o uchyleniu wobec niego policyjnego dozoru oraz zakazu opuszczania kraju. Oznacza to, że mężczyzna, mimo iż formalnie nadal figuruje jako podejrzany, może odpowiadać z wolnej stopy. Do tej pory, mimo że upłynęły cztery lata, w sprawie nie skierowano jednak aktu oskarżenia.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Dzik zaatakował ciężarną w Warszawie. Kobieta poroniła. To jeden ze 160 ataków w tym roku!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki