„To jest dla mnie osoba podejrzana”. Ekspert z konkretem w sprawie Iwony Wieczorek

Były policyjny analityk Marek Siewert po latach wraca do sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek. W rozmowie z Aldoną Błaszczyk-Szostak w podcaście „W Cieniu Śledztwa Szostak” wskazuje osobę, na której szczególnie skupiłby uwagę. - Jest to osoba number one. To jest osoba dla mnie podejrzana – mówi wprost.

Aldona Błaszczyk-Szostak i Marek Siewert. W dolnej części miniatura z Iwoną Wieczorek. O śledztwie przeczytasz na SE.
Autor: YouTube/W Cieniu Śledztwa Szostak/ Materiały prasowe

Zaginięcie Iwony Wieczorek. Były policyjny analityk wraca do sprawy po latach

Marek Siewert swoją karierę w policji rozpoczął od poszukiwań osób zaginionych. Przez wiele lat pracował jako analityk w Komendzie Głównej Policji i zajmował się wieloma sprawami kryminalnymi. Nad zaginięciem Iwony Wieczorek pracował w latach 2010–2016. Jak wspomniał w najnowszym podcaście Aldony Szostak-Błaszczyk na kanale „W Cieniu Śledztwa Szostak”, jego zdaniem sprawę Iwony Wieczorek można było rozwiązać w ciągu sześciu miesięcy. Nie udało się to jednak ze względu na błędy i zaniechania popełnione na początkowym etapie śledztwa, a także zbyt częste zmiany osób prowadzących postępowanie i przekazywanie sprawy kolejnym śledczym. Ekspert przez lata analizował zaginięcie 19-latki z Gdańska, zapoznawał się z materiałami oraz brał udział w przesłuchaniach świadków.

Iwona Wieczorek zaginęła 16 lat temu, w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. 19-latka spędzała wieczór w gronie znajomych: Pawła P. oraz jego dwóch kolegów – Adriana i znacznie starszego Marka. Na wspólne wyjście Iwona zabrała również swoją 17-letnią koleżankę Adrię. Najpierw czwórka spotkała się na działce należącej do dziadków Pawła P.. Później wszyscy pojechali do popularnego wówczas sopockiego Dream Clubu. W pewnym momencie atmosfera wyraźnie się pogorszyła. Iwona nie miała już ochoty na dalszą zabawę i zdecydowała się wrócić do domu. Po przejściu kilku kilometrów, o godz. 4.12, w pobliżu wejścia nr 63 na plażę w gdańskim Jelitkowie, 19-latkę po raz ostatni zarejestrowały kamery monitoringu. Od tego momentu ślad po Iwonie się urywa.

Co wydarzyło się na ostatnim odcinku trasy? Ekspert odrzuca teorię o Parku Reagana

Przez lata uwaga opinii publicznej skupiała się m.in. na Parku Reagana, przez który prowadziła dalsza droga 19-latki. Wiadomo, że po zarejestrowaniu Iwony przez monitoring musiało dojść do tragedii. Zdaniem eksperta mało prawdopodobne jest jednak, aby doszło do niej właśnie na terenie parku. Jak argumentuje, w takim przypadku musiałyby pozostać ślady zdarzenia, a całe zajście powinien zauważyć lub usłyszeć któryś ze świadków. Był już wczesny poranek, ulice i okolice nadmorskie zaczynały zapełniać się ludźmi, a na nagraniach z monitoringu widać znajdujących się w pobliżu spacerowiczów.

– Dziewczyna ma instynkt samozachowawczy i obronny, zaczyna się bronić. Wyrzuciłaby wszystko, co miała w ręce, na tę ścieżkę: telefon, buty, torebkę. Dobrze, on zaciągnąłby ją w krzaki. Ludzie by przechodzili, widzieli to, ale każdy pomyślałby: „Co to mnie obchodzi?”. No, musiałby ktoś zareagować. Sprawca wciągnąłby ją w te krzaki, zamordował. I co dalej? Gdzie są zwłoki? Przysypałby liśćmi? To było lato, 30 stopni ciepła. Przykro mi to mówić, ale zwłoki byłoby czuć już z odległości stu metrów – mówił Marek Siewert w rozmowie z Aldoną Błaszczyk-Szostak.

Tajemniczy sponsor i Zatoka Sztuki. Przez lata mnożyły się teorie o Iwonie Wieczorek

Wokół sprawy Iwony Wieczorek przez lata narosło wiele teorii. Jej zaginięcie łączono m.in. z Zatoką Sztuki oraz Krystianem W., znanym jako „Krystek”. Pojawiały się również spekulacje, że dziewczyna mogła być w ciąży, a nawet że miała sponsora. Jak zaznacza ekspert, są to jednak wyłącznie teorie, w dodatku niezwykle mało prawdopodobne.

– Zarówno mama Iwony, jak i jej koleżanka wspominały w swoich zeznaniach, że Iwona prawdopodobnie miała początek okresu albo jego końcówkę. Czytając te materiały, zastanawiałem się, jak to jest. Dziewczyna jest pod wpływem alkoholu. Idzie te kilka kilometrów, bodajże sześć. Jest zmęczona, jest wkurzona, idzie na bosaka. Zacząłem nawet pytać swoje koleżanki, czy kobieta, która jest w takim stanie emocjonalnym, po całym dniu, jest niedysponowana, miałaby jeszcze ochotę pójść do jakiegoś sponsora? – tłumaczył.

To wtedy Iwona Wieczorek chciała wrócić do domu. Wszystko zaczęło się od jednego SMS-a

Impreza trwała do późnych godzin i miała zakończyć się w niezbyt przyjaznej atmosferze. Między znajomymi miało dojść do kłótni. Jak jednak wyglądało to w rzeczywistości?

– Każdy mówi: „Oj, tam doszło do awantury, tam doszło do takiej kłótni, tam coś się musiało wydarzyć”. Tak, wydarzyło się. To nie są dywagacje, to nie są internetowe plotki, tylko fakty. Fakty potwierdzone materiałem procesowym. Około godziny 1:00 Iwona dostaje SMS-a od swojej koleżanki, która jest akurat w klubie Banana Beach, znajdującym się na deptaku w Sopocie. Dostaje informację, że jej były chłopak Patryk bawi się tam z dziewczynami. To od tego momentu widać zmianę zachowania Iwony. Iwona jest wkurzona, jest zdenerwowana, przestaje ją interesować zabawa, bo wie, że jej były chłopak bawi się z kimś innym. Jest zazdrosna – tłumaczył ekspert.

Według Marka Siewerta właśnie ta wiadomość miała więc wpłynąć na zachowanie 19-latki i sprawić, że chciała wcześniej zakończyć imprezę.

– Około godziny 1:00 z minutami Iwona próbuje już zakończyć tę zabawę, próbuje wyjść, ale ktoś ją zatrzymuje, ktoś jej tłumaczy: „Zostań, zostań”. Ona nie mówi, dlaczego chce wyjść. Nikomu nie tłumaczy, że właśnie dostała takiego SMS-a od znajomej. Ale jest to potwierdzone procesowo, że tak właśnie było. Ta koleżanka została przesłuchana – zaznaczył Marek Siewert.

Były chłopak Iwony Wieczorek podczas przesłuchania. Ekspert zwrócił uwagę na jego zachowanie

Paweł P., z którym Iwona bawiła się w klubie feralnej nocy, to kolega, którego dziewczyna poznała zaledwie miesiąc wcześniej. Jak tłumaczy policyjny analityk, nic nie wskazuje na to, by łączyło ich coś więcej. Inaczej wyglądała jej relacja z Patrykiem G., byłym chłopakiem 19-latki. Para już wcześniej wielokrotnie rozstawała się, a później do siebie wracała. Jak zaznacza ekspert, bardzo się kochali.

– Patrząc przez pryzmat przesłuchania Pawła i przesłuchania Patryka, była to sytuacja zupełnie odmienna. Co prawda Paweł przyszedł ze swoim pełnomocnikiem, który był obecny podczas przesłuchania. Ale ja przez te wszystkie lata – a mam za sobą 27 lat pracy przy zabójstwach – wydaje mi się, że potrafię rozpoznać, czy ktoś jest zdenerwowany, czy spięty, czy mówi prawdę, czy kłamie. Zachowanie Pawła podczas przesłuchania było tak spokojne i tak wyluzowane, że w pewnym momencie musiałem zwrócić mu uwagę, aby zachowywał się godnie, bo jest to Komenda Wojewódzka Policji. On był tak wyluzowany, że nie było u niego widać żadnych symptomów stresu. Odpowiadał logicznie, zwięźle i na temat. Nie denerwował się w ogóle – tłumaczy policyjny analityk.

Zupełnie inaczej wyglądało przesłuchanie Patryka G., byłego chłopaka Iwony.

– Ja czytałem trzy przesłuchania Patryka, a przy czwartym byłem osobiście i w nim uczestniczyłem. Analizowałem te trzy przesłuchania, przygotowywałem się do czwartego i muszę powiedzieć, że tak spiętego, zdenerwowanego człowieka dawno nie widziałem. Jego mimika, mięśnie twarzy oraz mięśnie dłoni – był tak spięty na fotelu, że wydawało mi się, że za chwilę połamie rękojeść tego fotela. Tak był zdenerwowany. Aczkolwiek był przygotowany do odpowiedzi na pytania, które miałem mu zadać. Ja od razu wyczułem, że do tego czwartego przesłuchania, w którym uczestniczyłem, był już w jakiś sposób przygotowany. I ktoś go do tego przygotował – mówił Marek Siewert w podcaście.

Marek Siewert o zeznaniach znajomych Patryka G.: „To nic innego jak ustawianie sobie alibi”

Jak tłumaczył były policyjny analityk, wcześniejsze zeznania Patryka nie miały pokrywać się z informacjami, które udało się uzyskać podczas analizy zgromadzonej dokumentacji. Chodziło przede wszystkim o to, co mężczyzna robił w nocy, gdy zaginęła Iwona.

– Wcześniej chłopak powiedział, że po 12:00, po 1:00 udał się do domu i tam poszedł na odpoczynek nocny. Co niestety po analizie dokumentacji wynikało, że nie – że o 1:00 w nocy to on nie poszedł spać, tylko jeszcze do godziny około 3:00, 4:00 funkcjonował w okolicach Parku Reagana.

Według Siewerta istotnych informacji dostarczyła również analiza połączeń telefonicznych.

– Z analizy połączeń telefonicznych wynikało, że oprócz tego, że przemieszczał się pieszo, musiał poruszać się również jakimś środkiem lokomocji. Zresztą później przyznał, że mieli samochód i właśnie nim się przemieszczali. I tutaj chłopak posługuje się liczbą mnogą: „Byliśmy, jeździliśmy, rozmawialiśmy, piliśmy” i tak dalej.

Jak relacjonuje ekspert, grupa miała przebywać wówczas w Parku Reagana, w pobliżu jednej ze ścieżek prowadzących od nadmorskiej promenady w kierunku ul. Obrońców Wybrzeża. Według Siewerta była to jedna z tras, którą tej nocy mogła poruszać się wracająca do domu Iwona. Szczególne wątpliwości byłego analityka wzbudziły jednak zeznania jednego z kolegów Patryka.

- Zadałem mu pytanie: „Dlaczego nie uczestniczyliście w poszukiwaniach Iwony? Dlaczego pojawiliście się dopiero po kilku dniach?”. Ten chłopak odpowiedział mi: „A wie pan, bo my, jak później żeśmy się wszyscy razem spotkali, to usiedliśmy i zastanawialiśmy się, co my wtedy robiliśmy”. Ja powiem tak: dla mnie, dla analityka, taka odpowiedź jest jednoznaczna... No, spotkaliśmy się i zastanawialiśmy się, co my wtedy robiliśmy? To nic innego jak ustawianie sobie alibi. To jest spotkanie, na którym ustalamy sobie alibi. Zeznania wszystkich były bardzo zbieżne i podobne. Ale kłamliwe! Kłamliwe dlatego, że wszyscy koledzy Patryka zeznawali, że Patryk poszedł około 12:00, 1:00 do domu, wszyscy się rozeszli, a on poszedł spać. Co było nieprawdą.

„To jest osoba dla mnie podejrzana”. Cały podcast o sprawie Iwony Wieczorek dostępny na YouTube

Były policyjny analityk nie ukrywa, że to właśnie na byłym chłopaku Iwony Wieczorek w pierwszej kolejności skupiłby swoją uwagę.

– Jest to osoba number one. To jest osoba dla mnie podejrzana. Uważam, że osoba, która kłamie, robi to albo dlatego, że bardzo się czegoś boi, albo chce coś ukryć. Kłamie też osoba, która ma defekt psychiczny. Jeśli chodzi o tego chłopaka, o takim defekcie nie można mówić, aczkolwiek po zaginięciu Iwony wymagał konsultacji psychologicznej. Jest tutaj nietypowa sytuacja, że gdy odkryto zniknięcie Iwony, nie ma go ani w Gdańsku, ani w Sopocie. Jest prawdopodobnie gdzieś poza tym terenem. Nie ma go przez dwa dni. Ale jego życie było bardzo dynamiczne, co wynikało z analizy połączeń telefonicznych. W ciągu całej doby wykonywał ich setki. Trudno było ustalić, gdzie był – dodał Marek Siewert.

Cały podcast Aldony Błaszczyk-Szostak z byłym policyjnym analitykiem Markiem Siewertem jest dostępny na kanale „W Cieniu Śledztwa Szostak” w serwisie YouTube.

Huk, ogień i deszcz kolorowych wstęg. Niezwykłe „wyjście” św. Sebastiana w Palazzolo Acreide na Sycylii

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki