Piotr zaatakował maczetą rodzinę, zginęła 4-letnia Aniela. To zdjęcie zrobili dwa dni wcześniej

Dwa dni przed tragedią pozowali razem do zdjęcia. Widać ich uśmiechy. Dzieci wystrojone, rodzice eleganccy. Idealna rodzina. Aż trudno uwierzyć, że dwa dni później rozegrał się horror! Co pchnęło mężczyznę do takiego czynu? To nadal ustalają śledczy.

W poniedziałek wieczorem (26 stycznia) około godziny 22, 44-letni Piotr K., oficer Służby Ochrony Państwa, rzucił się z nożem na swoich bliskich. Według świadka, trzymał coś, co przypominało maczetę. Ostrze miało mieć nawet 70 cm. W zaledwie kilka minut zginęła jego 4-letnia córeczka Aniela. Ranna została żona, jej rodzice oraz ich 7-letni synek Olek, który zdołał uciec z mieszkania.

Na miejscu cały czas pracują śledczy i funkcjonariusze laboratorium kryminalistycznego. W środku − ślady brutalnej walki. Krew. Porozrzucane rzeczy. Ślady rozpaczy.

Malwina K., żona Piotra, walczy o życie. Jej matka, pielęgniarka, także leży w szpitalu w ciężkim stanie. Teść odniósł lżejsze obrażenia. Uratował wnuka, który był świadkiem całej tragedii. To właśnie on, bosy, wybiegł z krzykiem z mieszkania. Dzięki niemu sąsiedzi wezwali pomoc.

Piotr K. próbował odebrać sobie życie. Dziś przebywa w policyjnej izbie zatrzymań, pilnie strzeżony. W środę (28 stycznia) ma zostać przesłuchany przez prokuratora. Śledztwo prowadzi Prokuratura w Słupsku.

Co doprowadziło do tej tragedii?

Piotr K. uchodził za wzorowego ojca i męża. W 2013 roku wziął ślub z Malwiną. Mieli dwoje dzieci. Dużo podróżowali, regularnie odwiedzali teściów w Ustce, letniej stolicy Polski. W mediach społecznościowych często publikowali zdjęcia z wakacji. Widać było uśmiechy, wspólne chwile. Spokojne życie. Z zewnątrz: rodzina jak z obrazka. Ale w poniedziałek coś pękło.

44-letni major SOP przez 23 lata chronił najważniejszych osób w państwie. Został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za wzorową służbę. Nic nie wskazywało, że może dojść do tragedii. Ostatnie badania okresowe przeszedł jesienią, bez zastrzeżeń. Po ataku został zawieszony. Aktualnie trwa procedura jego wydalenia ze służby.

A Mieszkańcy Ustki? Nadal nie mogą się otrząsnąć. − Często ich widywaliśmy. W piątek szli razem plażą, trzymali się za ręce. A teraz? Cisza, krew, znicze… − mówią sąsiedzi. Pod blokiem przy Bałtyckiej 3 zapalają się świeczki. Ludzie milczą. Przechodzą obok, zatrzymują się, patrzą w ciemne okna.

Super Express Google News
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki