Przerażająca relacja z Ustki. To nie był zwykły krzyk. To był ryk. "Stał jak wryty, cały we krwi"

2026-01-28 10:31

Dlaczego funkcjonariusz SOP próbował dokonać egzekucji na swojej rodzinie? Jeszcze w niedzielę szli nad morze, trzymając się za ręce... W poniedziałek, w mieszkaniu przy Bałtyckiej 3 w Ustce, rozegrał się koszmar, którego sąsiedzi nie zapomną do końca życia. - To nie był zwykły krzyk. To był ryk. Jeden wielki krzyk o pomoc. Potem pisk dzieci - mówi "SE" sąsiad z naprzeciwka. I dodaje: Tego się nie da wyrzucić z głowy.

Super Express Google News
  • W Ustce rozegrała się tragedia: funkcjonariusz SOP zaatakował nożem swoją rodzinę, zabijając córkę.
  • Sąsiedzi opisują przerażające krzyki i płacz dzieci. Zaalarmował ich ranny syn Piotra K.
  • Mężczyzna, który chronił najważniejsze osoby w państwie, w środę usłyszy zarzuty. Co pchnęło go do tak potwornego czynu?

Tragedia w Ustce. Relacja sąsiadów jeży włos na głowie

W poniedziałek, około godziny 22, ciszę spokojnego osiedla przerwał rozpaczliwy krzyk.

- To nie był zwykły krzyk. To był ryk. Jeden wielki krzyk o pomoc. Potem pisk dzieci – mówi sąsiad z naprzeciwka. – Tego się nie da wyrzucić z głowy - dodaje.

Funkcjonariusz SOP wpadł w szał

W środku Piotr K., 44‑letni major Służby Ochrony Państwa, rzucił się z nożem na własną rodzinę. Zginęła jego czteroletnia córka, Aniela. Żona Malwina została ciężko ranna, ma wielonarządowe obrażenia i walczy o życie w szpitalu. Ranni są też jej rodzice. Ich syn Olek uciekł z mieszkania i to on zaalarmował sąsiadów. Wybiegł w piżamie, zakrwawiony, bоso na klatkę schodową.

- Stał jak wryty. Cały we krwi. Dopiero wtedy zrozumieliśmy, że w środku dzieje się coś strasznego - opowiada jeden z mieszkańców.

Sąsiedzi próbowali interweniować. Jeden rozbił krzesło na głowie napastnika. Mężczyzna zabarykadował się w pokoju z córką. Dopiero policja wyciągnęła go z mieszkania. Gdy go wyprowadzali, był skuty kajdankami, owinięty bandażami, pobudzony i zakrwawiony. Miał próbować odebrać sobie życie.

Zabił córeczkę próbował zabić całą rodzinę mjr służby ochrony państwa zatrzymany

"Zawsze grzeczny, normalny"

Kim był Piotr K.? Przez lata chronił najważniejsze osoby w państwie. Pracował jako pirotechnik. W 2012 roku został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za służbę na misjach zagranicznych. Koledzy mówili o nim: spokojny, opanowany, profesjonalista. Blisko dwa metry wzrostu, potężna sylwetka.

- Kawał chłopa, ale zawsze grzeczny. Normalny. Pytał, jak się czuję. A dwa dni później zrobił coś takiego… - mówi sąsiad i spuszcza wzrok.

Malwina pochodziła z Ustki. Tu chodziła do szkoły, potem wyjechała do Warszawy, gdzie poznała Piotra. W niedzielę wszyscy widzieli ich razem na spacerze. Nic nie zapowiadało tragedii.

Dziś po tej rodzinie zostały krew na schodach, zapalone znicze i pisk dziecka, który nie daje spać całemu osiedlu. Ludzie zatrzymują się w ciszy i patrzą w górę, na okna pierwszego piętra. Tam wciąż pracują policjanci, zabezpieczając ślady zbrodni. Prokuratura prowadzi śledztwo, w środę Piotr K. ma usłyszeć zarzuty. Grozi mu dożywocie. 

Sonda
Czy dożywocie to odpowiednia kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki