Syn nauczycielki z Gdańska zginął na froncie. Słowa matki łamią serce

2026-02-24 16:05

24 lutego to data, która na zawsze zmieniła świat, ale dla pani Julii z Gdańska wojna ma wymiar osobistej tragedii. Jej syn, Władysław mógł wieść spokojne życie w Polsce. Odważnie stanął jednak do walki o ojczyznę, płacąc za to najwyższą cenę. Nauczycielka w poruszających słowach opowiedziała o bólu, niespełnionych marzeniach syna i medalu, którego nie zdążył już odebrać.

Ukraina

i

Autor: EFREM LUKATSKY/ Associated Press Zdjęcie ilustracyjne

Cios w serce gdańskiej szkoły

Cztery lata temu świat wstrzymał oddech, a dla milionów Ukraińców rozpoczął się koszmar, który trwa do dziś. Za naszą wschodnią granicą wciąż rozgrywają się niezliczone ludzkie dramaty. Jeden z nich dotknął bezpośrednio społeczność IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. To właśnie tam pracuje pani Julia Haritoniuk, która w sierpniu 2025 roku otrzymała wiadomość, jakiej boi się każda matka. Jej 29-letni syn Władysław oddał życie za wolność Ukrainy. O tej niewyobrażalnej stracie szkoła poinformowała w mediach społecznościowych.

„Z głębokim smutkiem dzielimy się bolesną wiadomością, która dotarła do naszej szkolnej społeczności. W walce o wolność Ukrainy zginął syn naszej nauczycielki, pani Julii Haritoniuk - Władysław Petrovich Haritoniuk, żołnierz i obrońca ojczyzny. [...] Wieczna pamięć dla Bohatera" - czytamy w poście.

Rzucił wszystko, by walczyć

Jak doszło do tego, że młody człowiek, mający przed sobą całe życie, znalazł się w samym środku piekła? W rozmowie z dziennikarzami „Faktu” pani Julia opowiedziała, że Władysław przed wojną pracował w Polsce. Jednak gdy tylko rosyjskie czołgi przekroczyły granicę, nie potrafił stać z boku. Zgłosił się do wojska 3 marca 2022 roku i spędził na pierwszej linii frontu ponad trzy lata.

„Nikt z nas nie był świadomy, co tak naprawdę się zaczyna. Nikt z nas nie wiedział, co to będzie i ile czasu potrwa. Ja do końca nie wierzyłam, że ludzkość jest na takim poziomie, żeby mogła zacząć się wojna. Jako matka prosiłam go, ale był dorosły i podjął swoją decyzję. Do wojska zgłosił się 3 marca 2022 r. Trzy i pół roku był na pierwszej linii frontu. Modliliśmy się każdego dnia za niego...” - powiedziała.

Nie zdążyli mu powiedzieć

Władysław był człowiekiem wykształconym, pełnym pasji. Miał narzeczoną, którą chciał poślubić, i plany na przyszłość, które brutalnie przekreśliła wojna. Matka marzyła, by uczył historii, ale front zmienił go na zawsze. Pani Julia wspomina moment, gdy odbierała w Ukrainie odznaczenie dla syna. Kiedy mu je przyznawano, jeszcze żył, ale nie zdążyli mu o tym powiedzieć. Kolejny medal, tym razem za męstwo, przyznano mu już pośmiertnie.

Mocne słowa pod adresem dyktatora

Mimo ogromnego bólu kobieta nie zamierza się poddawać, bo wie, że jej syn by tego nie chciał. W rozmowie z „Faktem” padły też niezwykle mocne słowa skierowane w stronę Władimira Putina. Pani Julia wyznała wprost: „Czekam aż umrze, może coś się zmieni”. Nauczycielka z Gdańska wciąż ma nadzieję na pokój, choć widzi, że mimo rozmów dyplomatycznych, rakiety nadal spadają na niewinnych ludzi. Jednocześnie nie zapomina o wsparciu, jakie otrzymała w naszym kraju.

„Czekam na koniec wojny. Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło, żeby nie ginęli ludzie. Żeby te wszystkie rozmowy o pokoju przyniosły skutek, bo na razie oni rozmawiają, ale rakiety nadal lecą. Żebyśmy zaczęli zmierzać w stronę pokoju. Wierzę, że to nastąpi. Wierzę, bo chce się wierzyć w coś dobrego. Jestem bardzo wdzięczna Polakom, że od początku wojny okazali nam tak ogromne wsparcie. Każdego dnia o tym pamiętam i za to dziękuję” - powiedziała.

Źródło: "Fakt"

Warszawa w pierwszych dniach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę - zobacz zdjęcia:

Mateusz Lachowski: Ilu Polaków walczy po stronie Ukrainy? Liczba może zaskoczyć | Mellina
Alfabet Millera
CZTERY LATA PO ATAKU ROSJI NA UKRAINĘ | ALFABET MILLERA

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki