Ostatnie pożegnanie Edwarda Linde-Lubaszenki
Edward Linde-Lubaszenko odszedł 8 lutego w wieku 86 lat. Ceniony aktor pozostawił po sobie pogrążoną w żałobie rodzinę, w tym syna Olafa, córkę Beatę oraz wnuki. Odejście Linde-Lubaszenki, to również ogromny cios dla polskiej kinematografii. W swojej karierze wykreował ponad 100 ról teatralnych i dziesiątki postaci ekranowych.
Nieco ponad dwa tygodnie po śmierci Edwarda Linde-Lubaszenki odbył się pogrzeb artysty. Pierwsza część pożegnania rozpoczęła się o godzinie 11 uroczystą mszą świętą w Kościele Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym w Warszawie. Świątynia została przyozdobiona białymi kwiatami. Przed ołtarzem stanęła trumna, obok której ustawiono odznaczenia.
W ostatniej drodze aktorowi towarzyszyła rodzina. Olaf Lubaszenko nie mógł powstrzymać emocji. Widać było, jak bardzo przeżywa odejście ojca, z którym nie zawsze łączyły go dobre relacje. Z kolei córka Edwarda, Beata, w poruszającej przemowie ogłosiła, że zaledwie cztery dni po śmierci aktora, na świecie pojawił się jego wnuk.
Zobacz również: Przygnębiony Olaf Lubaszenko na pogrzebie taty. Przytulał go Robert Janowski
Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki. Kazanie księdza
Odprawiający mszę świętą w kazaniu poruszył temat skomplikowanych relacji rodzinnych aktora. Edward Linde-Lubaszenko dopiero po latach poznał prawdę o swoim pochodzeniu. Był synem Emilii Roszkikowskiej i o 12 lat starszego Niemca Juliana Linde. Gdy Armia Czerwona wkroczyła do Polski ojciec aktora uciekł, a jego matka związała się później z oficerem radzieckiej armii, Mikołajem Lubaszenko, który usynowił chłopca.
Aktor w rozmowie z "Rzeczpospolitą" w 1991 roku opowiedział o szczegółach zawiłej, rodzinnej historii w cieniu wojny. Ksiądz podczas kazania wykorzystał słowa Linde-Lubaszenko, by opowiedzieć nie tylko o jego życiu, ale również przemianach całego narodu.
Edward Lubaszenko mówił: "Narodowość nie zależy od faktów, własnego wyboru i przekonania. Narodowość nadaje nam otoczenie" - głosił duchowny.
Zobacz również: Wieńce na pogrzebie Edwarda Linde-Lubaszenki. Ten napis na szarfie chwyta za serce
Poruszające słowa księdza na pogrzebie Edwarda Linde-Lubaszenki
Edward Linde-Lubaszenko niemal do samego końca pozostawał aktywny. Pod koniec września symbolicznie pożegnał się ze sceną, a zaledwie kilka tygodni temu ogłosił zakończenie kariery. Podczas mszy pogrzebowej duchowny stwierdził, że śmierć zawsze przychodzi za szybko, niezależnie od wieku, i nigdy nie jest się w pełni gotowym na odejście bliskiej osoby.
Nawet wtedy, kiedy umiera ktoś, kto przeżył już wiele lat, zawsze jest jakoś za wcześnie. [...] Życie dla wierzącego nie jest łatwiejsze, niż dla niewierzącego. Zarówno wierzący, jak i niewierzący próbują śmierć i cierpienie jakoś zracjonalizować, zrozumieć. Często to się nie udaje. I Bóg jest na to wrażliwy - mówił ksiądz.
W dalszej części kazania duchowny opisał, jak ważną rolę odgrywał zmarły artysta w życiu zgromadzonych w świątyni żałobników. Podkreślił również, że śmierć to nie jest koniec - to początek życia wiecznego. Dodał, że zmarły aktor odnalazł światło i teraz będzie mógł spotkać się z bliskimi, którzy już odeszli.
Edward zabrał ze sobą do wieczności część naszych serc. A nasze życie wieczne rozpoczyna się teraz. Nie po śmierci. Żyjemy życiem wiecznym. Warto tę prawdę uświadomić sobie w okresie Wielkiego Postu - podkreślił duchowny.
Zobacz również: Tłum gwiazd na pogrzebie Edwarda Linde-Lubaszenki. Rodzina i przyjaciele aktora nie kryją łez