Olaf Lubaszenko we wzruszającej przemowie na pogrzebie ojca. Tak zwrócił się do żałobników

2026-02-24 14:14

24 lutego odbyły się uroczystości pogrzebowe wybitnego aktora. Edward Linde-Lubaszenko zmarł w wieku 86 lat, pogrążając w żałobie nie tylko swoich najbliższych, ale również cały świat polskiego aktorstwa. Podczas ostatniego pożegnania przemowę wygłosił syn aktora, który odziedziczył po nim pasję - Olaf Lubaszenko. Te słowa poruszyły wszystkich.

Śmierć Edwarda Linde-Lubaszenko to ogromna strata dla polskiej kultury. Aktor pozostawił po sobie bogaty dorobek artystyczny, obejmujący role w filmach, serialach i spektaklach teatralnych. Jego charakterystyczny głos, wyrazista mimika i niezwykła umiejętność wcielania się w różnorodne postacie sprawiły, że zyskał uznanie zarówno krytyków, jak i publiczności. Artysta odszedł w wieku 86 lat, a 24 lutego w stolicy pożegnały go tłumy.

Olaf Lubaszenko na pogrzebie ojca. Podziękował za ciepłe słowa

W uroczystościach, które odbyły się w stołecznym Kościele Środowisk Twórczych i na cmentarzu Powązki Wojskowe, uczestniczyli nie tylko najbliżsi zmarłej legendy kina i teatru, ale również przyjaciele, koledzy z branży i miłośnicy talentu Edwarda Linde-Lubaszenki. Głos podczas pożegnania w świątyni zabrało kilku żałobników, jednak to przemowa syna artysty, również aktora - Olafa Lubaszenki, była najbardziej ujmująca. Żegnający tatę mężczyzna zwrócił się w pierwszej kolejności do zebranych z podziękowaniami.

"Można wygłosić w życiu tysiące przemówień, ale wobec spraw ostatecznych, pożegnań, głos grzęźnie w gardle, ale jednak spróbuję. Bardzo wam dziękuję, że jesteście tu. Dziękuję wszystkim, ale oczywiście chcę podziękować szczególnie tym, którzy przemawiali, mówili piękne słowa - czasem oficjalne, pełne uznania, czasem bardzo osobiste. Wszystkie są bardzo ważne i za wszystkie dziękuję. Dziękuję przyjaciołom ojca - Krzysztofowi Jasińskiemu, pani Mai Komorowskiej i wielu innym, których być może nie widzę. Tato zajmuje godne miejsce, miejsce, na które zasłużyłeś swoją wieloletnią pracą artystyczną i pedagogiczną" - zaczął.

ZOBACZ TEŻ: Przygnębiony Olaf Lubaszenko na pogrzebie taty. Przytulał go Robert Janowski

Wspominano ostatnią rolę artysty

W swoim przemówieniu Lubaszenko odniósł się do wspomnień związanych z ojcem. Jednym z nich była jego ostatnia w życiu rola. Pod koniec lata 2025 roku Edward Linde-Lubaszenko wcielił się w Stańczyka z "Wesela" Wyspiańskiego na deskach Teatru Narodowego. W grudniu natomiast legendarny aktor poinformował o zakończeniu kariery zawodowej.

Poza finalnym spektaklem ojca 57-latek przywołał także swoje osobiste skojarzenie literackie z nim związane - fragment "Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa.

"Myślę, że my jako rodzina czujemy oprócz żalu także dumę. To bardzo godne pożegnanie, tato. Myślę, że kilka razy dzisiaj, albo nawet więcej, padło wspomnienie roli Stańczyka jako ideału dla taty. Ja się z tym generalnie zgadzam, ale mam też inną wizję. To będzie coś w rodzaju osobistego wyznania. Mam takie zdanie ukochane z 'Mistrza i Małgorzaty'. I zawsze, po dwudziestu paru latach, od kiedy nauczyłem się tego zdania na pamięć, to mówiąc je albo przypominając je sobie, albo czytając je, mam przed oczami ojca, a więc inny kolor, inna postać - Poncjusz Piłat. Nie wiem, czy kiedyś ją zagrał, ale na pewno byłby wspaniały. 'W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.' Zawsze myślę o tacie i wyobrażam go sobie jako tegoż Piłata. Może ludzie teraz to skojarzyli i ta wizja, choć trochę przejdzie na państwa" - mówił.

W ostatnich latach aktor naprawił relacje z ojcem. Teraz mówił o jego poczuciu humoru i wspólnych rozmowach

Koniec przemowy opłakującego stratę taty aktora najbardziej wzruszył uczestników uroczystości. Olaf Lubaszenko nie ukrywał, że w przeszłości łączyły go z ojcem trudne relacje. Na pogrzebie przyznał, że ta trudna chwila jest dla niego dużą lekcją, ale jest wdzięczny za to, że w ostatnich chwilach miał z tatą znakomity kontakt. Wspomniał też o jego dużym poczuciu humoru, którym od dekad raczył nie tylko osoby sobie bliskie, ale i miliony widzów.

"A teraz banał, ale przyznam, że im dłużej żyję, tym częściej wchodzę do przekonania, że niepotrzebnie uciekamy od banałów, od ich powtarzania, bo z banałów zbudowany jest kręgosłup świata i cywilizacji. Z banałów zbudowany jest system wartości. A więc banał: szlachetnie i godnie jest żegnać ludzi w tak wspaniały sposób, ale zapewne jeszcze szlachetniej i może jeszcze godniej, a z pewnością trudniej, jest być przy nich wtedy, kiedy jeszcze są. I to zdanie rzucam w przestrzeń, ale kieruję również do siebie, jako lekcja z tego pożegnania. Dziękuję Ci Tato, że nasze ostatnie lata były pogodne, były dobre, nasze ostatnie rozmowy były wspaniałe. Bardzo ci za to dziękuję, ponieważ jak wspomniałem, Tata był człowiekiem, w którym dominującą cechą, elementem, siłą było poczucie humoru. Ta jego prośba o uśmiech i modlitwę jest również moją prośbą. A teraz pozwólcie, że ja uśmiechnę się do mojego Taty po raz ostatni" - zakończył.

Maciej Rock bez ogródek o Miszczaku! Te słowa odbiją się echem w mediach

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki