Szok! Pobili i zabetonowali Krzysztofa pod podłogą w garażu! "Nie chciał wziąć dla nich kredytu"

36-letni Krzysztof C. najpierw został brutalnie pobity, a później zabetonowany przez sprawców w dole z wapnem, pod podłogą blaszanego magazynu we wsi Płaczewo. Sprawa wyszła na jaw, kiedy bliscy ofiary zgłosili jej zaginięcie. Gdy w mediach pojawiło się zdjęcie mężczyzny oraz komunikat o poszukiwaniach, sąsiedzi szybko skojarzyli fakty i zawiadomili policję. Zatrzymano kilka osób, a kulisy tego, co się stało, nie mieszczą się w głowie.

Do wstrząsającego odkrycia we wsi Płaczewo w województwie pomorskim doszło 21 kwietnia 2024 roku. To wtedy śledczy znaleźli zwłoki 36-latka – były ukryte w dziurze i zalane betonem, pod posadzką garażu. Badania wykazały, że ciało należy do Krzysztofa C., którego zaginięcie zgłosiła wcześniej rodzina. Funkcjonariusze ustalili, że mężczyzna nie żyje co najmniej od kilku dni. Na miejscu pracowali wejherowscy kryminalni, policjanci dochodzeniowo-śledczy, technik kryminalistyki i policjanci z Gniewina. Ponadto działania wspierali mundurowi z Laboratorium Kryminalistycznego i z wydziałów kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Niezbędna okazała się też pomoc strażaków z Wejherowa i Gdańska, którzy dysponują specjalistycznym sprzętem, niezbędnym do usunięcia betonu w celu dostania się do ciała zabitego mężczyzny. Pomorscy funkcjonariusze podawali, że czynności nadzorował prokurator. Z kolei technik kryminalistyki oraz policjanci z laboratorium kryminalistycznego przeprowadzili oględziny na miejscu, zabezpieczyli ślady i dowody. Po usunięciu gruzu i ziemi, możliwe było wydobycie ciała mężczyzny, a następnie zabezpieczenie go do badań sekcyjnych. Oczywistym było, że 36-latek został zamordowany.

Lista obrażeń na ciele ofiary była długa i porażająca. Wśród zatrzymanych osób znalazł się 17-latek

Prokuratura w rozmowie z dziennikarzami przekazała, że w trakcie sekcji biegły stwierdził zmiany urazowe w postaci stłuczeń powłok głowy i twarzy ze złamaniem kości nosa, kości podstawy i sklepienia czaszki. Bezpośrednią przyczyną śmierci mężczyzny był natomiast krwiak podtwardówkowy, współistniejący z obrzękiem mózgu.

Do pierwszych zatrzymań doszło bardzo szybko. Najpierw zarzuty przedstawiono czterem osobom: 17-latkowi oraz mężczyznom w wieku 23, 34 i 40 lat. Zdaniem śledczych, mieli oni dokonać zabójstwa Krzysztofa w zamiarze bezpośrednim. Jeden z nich, 34-latek, usłyszał dodatkowy zarzut: popełnienia przestępstwa w warunkach recydywy. W zasadzie wszyscy, poza jednym podejrzanym, nie przyznawali się do popełnienia zbrodni. Prokurator Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, ujawniła że dwaj zatrzymani złożyli wyjaśnienia, w których nie negowali udziału w zdarzeniu, lecz umniejszali swoją rolę. Niedługo później okazało się, że te cztery osoby nie są jedynymi, zamieszanymi w sprawę, ponieważ zarzut nieudzielenia pokrzywdzonemu pomocy i utrudniania postępowania karnego usłyszała również 48-letnia kobieta. Miała pomagać sprawcom zabójstwa w zacieraniu śladów oraz ukryciu zwłok.

22 kwietnia 2024 roku, po tym, jak podejrzani zostali przesłuchani w prokuraturze, skierowano do sądu pięć wniosków o tymczasowe areszty na trzy miesiące – każdy z tych wniosków został przyjęty, a mężczyźni oraz kobieta trafili za kratki.

W międzyczasie śledczy wyjaśniali motywy, którymi kierowali się podejrzani. Według ich ustaleń, do tragicznego zdarzenia miało dojść na dziesięć dni przed odnalezieniem zwłok Krzysztofa, w nocy z 11 na 12 kwietnia 2024 roku, w powiecie wejherowskim. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku podała, że między ofiarą a oprawcami doszło do sprzeczki podczas spotkania przy alkoholu. 36-latek był bity pięściami i kopany po całym ciele. Obrażenia były na tyle poważne, że mężczyzna zmarł. Wtedy sprawcy postanowili przewieźć zwłoki do Płaczewa i ukryli je w wykopanym w garażu dole. Następnie zalali ten dół betonem. Nie wiadomo, czego dotyczyła kłótnia. Według nieoficjalnych doniesień medialnych, nie chodziło o nic wielkiego. Tym bardziej skala brutalności, jaką zastosowano wobec ofiary, jest porażająca.

Praca mundurowych się jednak nie zakończyła. Już po aresztowaniu pięciorga podejrzanych, policjanci nagle zatrzymali szóstą osobę – mężczyznę. On także usłyszał zarzut zabójstwa i trafił do tymczasowego aresztu. Dosłownie chwilę później złapano też drugą kobietę, która usłyszała zarzut utrudniania śledztwa i zacierania śladów. W jej przypadku nie doszło jednak do aresztowania, zastosowano jedynie dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju. Oboje zatrzymani złożyli wyjaśnienia w prokuraturze. Łącznie w sprawie podejrzanych jest więc siedem osób, w tym pięć usłyszało zarzut zabójstwa.

Kobiety widziały zbrodnię i nie zareagowały? Wstrząsająca relacja sąsiadów

Tomasz Nowociński, reporter „Super Expressu”, dotarł do świadków tych wstrząsających zdarzeń, którzy zgodzili się skomentować to, co się stało. Dziennikarz ustalił, że wśród podejrzanych jest Arkadiusz K., jego teściowa i 29-letnia partnerka, matka pięciorga małych dzieci. Sąsiedzi i znajomi złapanych są zbulwersowani całą sprawą. Boją się nawet spoglądać w kierunku garażu, gdzie dokonano makabrycznego odkrycia. - Powinna siedzieć razem z nimi, bo widziała wszystko – mówili „Super Expressowi” sąsiedzi, komentując brak aresztu dla 29-letniej dziewczyny zatrzymanego Arkadiusza. - To upiorna rodzina, najpierw wykopali dół, później wymieszali beton w taczce i zalali go – dodawała jedna z kobiet, mieszkająca niedaleko. Świadek twierdzi, że w garażu, gdzie zabetonowano ciało Krzysztofa, sprawcy raczyli się kawą i alkoholem, śmiali się, jakby nigdy nic. - Nie wiedzieliśmy, co dokładnie się stało, prawdę poznaliśmy, gdy pojawiła się policja – mówią sąsiedzi.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Śledczy na miejsce zbrodni wpadli po tym, jak rodzina Krzysztofa C. zgłosiła jego zaginięcie. Mężczyzna nie pojawił się również w pracy, co zaalarmowało kolegów i szefostwo. W mediach pojawiło się zdjęcie oraz komunikat o poszukiwaniach i właśnie wtedy sąsiedzi rodziny podejrzanych skojarzyli fakty, a następnie zawiadomili funkcjonariuszy. Mówili, że 36-latek był z podejrzanymi w dniu zaginięcia. Potem zniknął, a oni zaczęli betonowanie. W rozwikłaniu tego, gdzie znajdują się zwłoki ofiary, pomóc miały między innymi zeznania sąsiadki, która widziała jak grupka osób „wynosiła coś ciężkiego z samochodu”. Przy Krzysztofie w chwili makabrycznego odkrycia nie było żadnych dokumentów. Identyfikacja oraz badania jednak potwierdziły, że to on.

Mieszkańcy wsi w rozmowie z „Super Expressem” twierdzili, że rodzina Arkadiusza K. nie była lubiana we wsi. Bijatyki i awantury miały być na porządku dziennym. Nieoficjalne ustalenia reportera mówią, że motywem zbrodni na 36-latku mogła być próba wymuszenia na nim podpisania umowy pożyczki na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie chciał się zgodzić, więc został skatowany. Być może nie chcieli go zabić, tylko dotkliwie pobić, ale przesadzili i mężczyzna zmarł. Pojawiały się też ustalenia, jakoby na krótko przed tragedią Krzysztof miał chwalić się otrzymaniem wypłaty w wysokości kilku tysięcy złotych. Jego oprawców miał ten wątek interesować, niewykluczone, że planowali go okraść.

Pierwszy wyrok zapadł, ale główny proces wciąż się toczy. Oskarżeni odpowiadają przed sądem

Jak podaje gazeta „Fakt”, podejrzana rodzina, mieszkająca na terenie posesji, żyła obok zwłok ofiary przez ponad tydzień. To Daria oraz Arkadiusz, wraz z piątką dzieci. Krzysztof C. miał u nich dorabiać, dlatego feralnego dnia się tam znajdował. Według nieoficjalnych doniesień mediów, Daria w przeszłości rozwiodła się z mężem, z którym wychowywała piątkę maluchów, i dwa lata wcześniej związała się z Arkiem. Rok później wzięli ślub. Mieszkali w małym lokalu, w budynku podzielonym na sześć mieszkań. Mieli do dyspozycji podwórko, a na jego terenie postawili kanapę oraz blaszany garaż. Rodzice kobiety mieszkali obok, lecz się rozeszli. Partner Darii miał pobić teścia tak mocno, że ten wylądował w szpitalu. Po rozstaniu 48-letnia Aneta, czyli nowa teściowa Arkadiusza, wprowadziła się do nich.

- Mieszkała z nimi mama tej Darii. Arka wszyscy się bali, on jakiś czas temu ledwo wyszedł z więzienia. Do nich cały czas przyjeżdżało jakieś towarzystwo, młodzi mężczyźni. Pili razem alkohol, były burdy. Zamykali się w tym garażu i robili libacje. Arek był agresywny, często rzucał się do bicia - przekazała dziennikarzom „Faktu” jedna z kobiet. Mieszkańcy Płaczewa na Pomorzu w rozmowie z gazetą dodawali, że chociaż Krzysztof nie miał łatwego życia, to był dobrym i pracowitym człowiekiem. Nie mieściło im się w głowie, że spotkała go tak okrutna śmierć.

Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że w ostatnich latach nikt z grona agresorów nie podejmował stałej pracy. Sąsiedzi podejrzewali, że utrzymują się z dodatków socjalnych na dzieci oraz szemranych interesów. Na ich posesji często parkowały bowiem różne, liczne samochody, i – cytując – „podejrzane typy”. Bilans podejrzanych wynosi siedem osób. Za morderstwo, czterech mężczyzn jest zagrożonych karą od 10 lat do dożywotniego pozbawienia wolności, a piątemu, który z uwagi na to, że ma zaledwie 17 lat i będzie sądzony jako młodociany, grozi kara do 25 lat więzienia.

Z kolei dwóm pozostałym kobietom grożą mniejsze wyroki. Przestępstwo nieudzielenia pomocy zagrożone jest karą do trzech lat pozbawienia wolności, natomiast za utrudnianie postępowania karnego można trafić do więzienia nawet na pięć lat. 

We wrześniu 2026 roku Sąd Rejonowy w Wejherowie wydał wyrok wobec pierwszej, 20-letniej kobiety, która dobrowolnie poddała się karze. Sąd uznał winę oskarżonej w obu zarzucanych czynach i skazał ją na łączną karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz grzywnę. W okresie próby podsądna ma być pod dozorem kuratora sądowego. Sąd w uzasadnieniu stwierdził, że nie miał żadnych wątpliwości odnośnie do winy oskarżonej i podkreślił, że wyrok został wydany w trybie konsensualnym, a oskarżona od samego początku przyznawała się do zarzutów i złożyła obszerne wyjaśnienia. Sąd przychylił się do wniosku o wyrok bez prowadzenia rozprawy, a prokurator wyraził zgodę na wydanie wyroku skazującego i wymierzenie zaproponowanej kary.

W głównym wątku śledztwa na ławie oskarżonych zasiada pięciu mężczyzn: Arkadiusz K., Roman N., Oskar H.-W., Dawid A. oraz Dariusz S. W ich przypadku, gdy przygotowywaliśmy ten materiał, proces nadal się toczy. 

Sonda
Czy w Polsce powinna obowiązywać KARA ŚMIERCI?
Pokój Zbrodni - Hubert B. i śmiertelne potrącenie w Krakowie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI