To odkrycie PRL kochamy do dziś! Większość polskich widzów nie wyobraża sobie bez niego seansu

Dla polskich widzów jest to codzienność, a dla obcokrajowców prawdziwy fenomen! Wielu nie może uwierzyć, że oglądamy filmy właśnie w ten sposób. Robimy to nieprzerwanie od lat 50. XX wieku i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.

Ręka trzymająca pilot na tle telewizora. Na miniaturze pudełko popcornu. O fenomenie lektora w Polsce czytaj na SE.
Autor: Pixabay.com

Dla widzów zza granicy to prawdziwy fenomen! Wielu nie może uwierzyć, że oglądamy filmy w ten sposób

Dla nas, Polaków, to najnormalniejsza rzecz na świecie, jednak dla widzów zza granicy bywa prawdziwym szokiem. Lektor towarzyszy nam podczas oglądania zagranicznych produkcji już od lat 50. XX wieku. Nikogo nie dziwi, że oryginalna ścieżka dźwiękowa jest przyciszona, a na pierwszym planie słychać charakterystyczny głos Macieja Gudowskiego, Piotra Borowca czy wielu innych polskich lektorów tłumaczących zagraniczne filmy i seriale.

A właściwie nie tyle tłumaczących, co odczytujących polską transkrypcję dialogów, dzięki której wiemy, o czym rozmawiają bohaterowie. Choć dla nas jest to całkowicie naturalne i lektor to nieodłączny element zagranicznych produkcji, dla wielu obcokrajowców taki sposób oglądania filmów okazuje się być ogromnym zaskoczeniem.

– Mieszkam w Wielkiej Brytanii od wielu lat, a od dwóch lat mam współlokatorkę, Brytyjkę – mówi nam pani Julia z Gravesend pod Londynem. – Gdy ze znajomymi z Polski oglądamy filmy z lektorem, ona zawsze zadaje to samo pytanie: „Jak wy jesteście w stanie się skupić, skoro słyszycie jednocześnie dwa nałożone na siebie dźwięki?”. Nie potrafi zrozumieć naszej podzielności uwagi ani tego, że taki sposób oglądania filmów znamy od najmłodszych lat. Po raz pierwszy zetknęła się z lektorem, gdy kiedyś oglądaliśmy film z moją mamą. Na początku była przekonana, że coś się zepsuło. Dopiero po chwili zorientowała się, że tak właśnie ma być i że ten mężczyzna czytający dialogi po polsku został dodany celowo. Była w ogromnym szoku – dodaje pani Julia.

Jeden lektor? Dla obywateli Ukrainy to prawdziwy kulturowy szok

W ciężkim szoku mogą być także widzowie z Ukrainy, którzy po przyjeździe do Polski po raz pierwszy włączają telewizor i słyszą zagraniczny film z lektorem. W krajach bloku wschodniego również stosuje się podobny sposób tłumaczenia, jednak z jedną istotną różnicą. Dialogi czyta nie jedna osoba, lecz dwoje lektorów: mężczyzna i kobieta.

– Jeszcze na studiach mieszkałem w akademiku z Ukrainką. To było na długo przed wybuchem wojny. Pamiętam, że kiedy oglądaliśmy hollywoodzkie filmy, zawsze musieliśmy włączać napisy. Koleżanka nie była w stanie oglądać filmów z polskim lektorem, bo ten sam mężczyzna czytał zarówno kwestie męskie, jak i kobiece, co bardzo ją irytowało. Ciągle zwracała uwagę, że u nich dialogi kobiece czyta lektorka – opowiada pan Mateusz.

Na Zachodzie króluje dubbing. Każdy kraj ma swoje filmowe przyzwyczajenia

I tu dochodzimy do punktu wspólnego! Taki sam sposób tłumaczenia usłyszymy również na Białorusi czy w Rosji. Lektorzy pochodzą bowiem z ZSRR! Do tego jeszcze wrócimy!

To zupełnie inna forma niż w krajach Zachodu, gdzie dominuje dubbing, który u nas kojarzy się tylko z filmami dla dzieci. My, Polacy, za dubbingiem raczej nie przepadamy. Denerwuje nas to, że słyszymy inny głos, a jednocześnie widzimy, że ruch ust aktora nie zgadza się z wypowiadanymi słowami. Jakim cudem widzowie z Niemiec, Hiszpanii, Francji czy Włoch potrafią w ten sposób oglądać zagraniczne produkcje? Dokładnie tak samo, jak my filmy z lektorem. Są do tego po prostu przyzwyczajeni, bo znają taki sposób oglądania od najmłodszych lat.

Jeśli włączymy trzy filmy przeznaczone dla dzieci – Złoty kompas z 2007 roku, Paddingtona z 2014 roku i Aquamana z 2018 roku – celowo wskazujemy te produkcje, ponieważ wystąpiła w nich Nicole Kidman – zauważymy, że w najstarszym i najnowszym z nich w polskiej wersji językowej usłyszymy głos Tamary Arciuch. Z kolei w Paddingtonie bohaterka grana przez amerykańską aktorkę mówi już głosem Mai Ostaszewskiej.

Dzieci raczej nie zwrócą uwagi na to, że ta sama aktorka w różnych filmach brzmi zupełnie inaczej, ale dorośli z pewnością tego nie przeoczą. Dlatego na przykład w Niemczech we wszystkich trzech produkcjach głosu Nicole Kidman użyczyła Petra Barthel. To aktorka, która od lat jest przypisana do ról Kidman. Za granicą często obowiązuje zasada, że jeśli aktor dubbingowy raz podłoży głos danemu aktorowi, to pozostaje jego stałym głosem.

Dzięki temu widzowie kojarzą konkretną twarz z konkretnym głosem, co ułatwia odbiór filmu. Jednak nie jest tak we wszystkich krajach w Europie. Między innymi w Skandynawii, w filmach fabularnych skierowanych do starszej widowni, dubbing – zupełnie tak jak w Polsce - nie jest stosowany w ogóle. Tam nie ma jednak lektora, a niemal zawsze zagraniczne produkcje ogląda się wyłącznie z napisami.

Lektor narodził się w PRL. Wszystko zaczęło się od oszczędności

Lektor to pozostałość po PRL-owskiej sztuce filmowej. Nie ma jednego konkretnego tytułu, który można wskazać jako pierwszy film z lektorem w historii Polski. Zjawisko to rodziło się stopniowo na przełomie lat 50. i 60. w Telewizji Polskiej. Początkowo filmy czytano na żywo, dlatego w archiwach nie zachowała się dokumentacja, która bezsprzecznie wskazywałaby pierwszy „czytany” film w historii.

Pierwsze filmy z lektorem można było usłyszeć wyłącznie w telewizji publicznej, bo w kinach zagraniczne produkcje wyświetlano z napisami. TVP emitowała wówczas głównie filmy z ZSRR. Dubbing był zbyt kosztowny, dlatego – tak jak w Związku Radzieckim – zaczęto stosować czytanie dialogów na żywo. W PRL takie tłumaczenia pojawiały się jednak znacznie częściej niż u naszych komunistycznych sąsiadów, ponieważ tam dominowały rodzime, rosyjskojęzyczne produkcje. W Polsce te same filmy trzeba było już przetłumaczyć.

Pierwsze produkcje czytali na żywo dziennikarze, tacy jak Jan Suzin czy Andrzej Matul. I tutaj również postawiono na oszczędności. W przeciwieństwie do ZSRR telewizja państwowa uznała, że jeden lektor w zupełności wystarczy, co pozwoli obniżyć koszt przygotowania audycji o 50%. Czy widzowie to zaakceptowali? Oczywiście. Znacznie łatwiej było słuchać tłumaczonych dialogów, niż odczytywać napisy na niewielkich, kineskopowych, a do tego czarno-białych telewizorach, siedząc kilka metrów dalej na kanapie. Szczególnie że działa tu pewne zjawisko związane z tym, jak pracuje nasz mózg. Lektor nie bez powodu ma niski, monotonny głos i rzadko słychać w nim większe emocje. Dzięki temu po pewnym czasie nasz mózg przestaje zwracać na niego uwagę. Widz skupia się na obrazie i dialogach bohaterów, a lektor staje się niemal niezauważalny. Mamy wręcz wrażenie, jakby go w ogóle nie było.

Polacy pokochali lektora. Nawet próba zastąpienia go dubbingiem zakończyła się porażką

Teraz pojawia się kolejne pytanie. Kiedy lektor przestał czytać filmy na żywo, a jego głos zaczął być wcześniej nagrywany i dołączany do ścieżki dźwiękowej? Odpowiedź jest niezwykle prosta. Stało się to w momencie, gdy w Polsce pojawiły się magnetowidy, a filmy zaczęto wydawać na kasetach VHS. Wówczas lektora w takich produkcjach wręcz nie mogło zabraknąć. Transkrypcja nie mogła zatem odbywać się na żywo, a trzeba było ją wcześniej nagrać i dołączyć do obrazu. Widzowie byli bowiem już do lektora przyzwyczajeni i właśnie taki sposób tłumaczenia preferowali najbardziej.

Co więcej, minęło już kilkadziesiąt lat, a Polacy nadal go preferują. Badanie przeprowadzone przez TNS OBOP na zlecenie TVP S.A. potwierdza te przyzwyczajenia: 45 proc. widzów wybiera lektora, tyle samo wskazuje dubbing, zaledwie 4 proc. preferuje polskie napisy, a tylko 1 proc. napisy w języku angielskim. Z kolei badanie przeprowadzone przez SMG KRC na zlecenie Canal Plus wykazało, że filmy z lektorem wybiera aż 50,2% respondentów, podczas gdy 43,3% preferuje dubbing, a 8,1% - napisy. Na razie nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić, choć w przeszłości próbowano już dostosować polską telewizję do zagranicznych trendów.

Gdy w latach 90. do Polski wchodziły pierwsze prywatne stacje telewizyjne, ich nadawcy starali się wzorować na zachodnich rozwiązaniach. Na antenach pojawiało się coraz więcej zagranicznych filmów i seriali, zwłaszcza tych, które biły w tym czasie rekordy popularności za granicą.

I tak na kanale Canal+ w 1996 roku pojawili się kultowi „Przyjaciele”, jeden z najpopularniejszych do dziś sitcomów wszech czasów. Wówczas była to nowość, a Canal+ zdecydował się tłumaczyć ten sitcom (jak i kilka innych produkcji emitowanych równocześnie) w taki sam sposób, w jaki tłumaczono je w innych europejskich krajach – z dubbingiem.

Polscy widzowie niespecjalnie przekonali się jednak takiej formy tłumaczenia, a stacja po wyemitowaniu 154 odcinków zrezygnowała z dubbingu i kolejne epizody pojawiały się już z lektorem. Co ciekawe, polska wersja „Przyjaciół” z dubbingiem do dziś jest obiektem poszukiwań fanów serialu. Fragmenty poszczególnych odcinków „Przyjaciół” nagranych na kasetach VHS, do dziś można znaleźć na YouTubie.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
WYWIAD Z KRZYSZTOFEM RATAJSKIM

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki