Tragiczny wypadek w Jagatowie. 33-letnia Paulina widziała śmierć ukochanego narzeczonego
Jedna chwila może zaważyć na ludzkim życiu. Wystarczy zaledwie kilka sekund, by czyjś świat wywrócił się do góry nogami. Tak było w przypadku 33-letniej pani Pauliny. 15 października 2026 roku w Jagatowie (woj. pomorskie) doszło do tragicznego wypadku samochodowego. 33-letni kierowca Skody, jadąc w kierunku Starogardu Gdańskiego, zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie zderzył się czołowo z samochodem, którym podróżowała pani Paulina wraz ze swoim narzeczonym.
- Mieliśmy podjechać w jedno miejsce, żeby zrobić zakupy. W tym punkcie kierowcy wielokrotnie nie zachowywali ostrożności. Tam kiedyś musiało dojść do tragedii, ale trafiło akurat na nas. Pamiętam tę chwilę. Gdy zamykam oczy, cały czas widzę przed sobą te sceny. Widzę znaczek Skody – samochodu, który w nas wjechał. Uderzył w nas czołowo. Kierowca, który spowodował wypadek, jechał z żoną i dziećmi. Bardzo się spieszył. Te sekundy, które zaoszczędził, zaważyły na ludzkim życiu – mówi „Super Expressowi” pani Paulina.
W wypadku ranni zostali kierowca wyprzedzającej Skody oraz podróżujący z nim pasażerowie – kobieta i dwoje dzieci, a także pasażerka Renault - pani Paulina. Wszyscy poszkodowani trafili do szpitali. Pani Paulina została przetransportowana do placówki śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu zdarzenia zginął 44-letni kierowca Renault – narzeczony pani Pauliny.
- Ratownicy medyczni, którzy przybyli na miejsce, najpierw zajęli się kierowcą Skody. Pamiętam, jak leżał na poboczu. Patrzyliśmy na siebie. Byłam uwięziona w rozbitym samochodzie. Obok siedział mój narzeczony, Adaś. Krzyczałam z całych sił, uderzałam w szybę i we wszystko, co mogłam. Wołałam o pomoc. Pamiętam, że ratownik, który wyciągał Adasia, powiedział, że nie czuć pulsu. Gdy obudziłam się w szpitalu, czekałam na informację, że Adaś również się wybudził. Ale on już nie żył. Umarł na moich oczach w tym samochodzie. To trauma na całe życie. Nie umiem wymazać z pamięci tamtych scen. One ciągle do mnie wracają. Ja przeżyłam, ale mój cały świat runął. W jednej chwili wszystko się zawaliło – opowiada pani Paulina.
33-letnia Paulina walczy o powrót do sprawności. Ruszyła zbiórka na kosztowne leczenie i rehabilitację
Dziś rodzina pani Pauliny przeżywa koszmar, którego nie sposób opisać słowami. Zamiast planować przyszłość, 33-latka walczy o zdrowie i odzyskanie sprawności. W wyniku wypadku doznała bardzo poważnych obrażeń, w tym licznych złamań. Lekarze stwierdzili u niej m.in. obustronną odmę opłucnową, złamania żeber, obojczyka, mostka i miednicy, a także uszkodzenie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Kobieta przeszła już operację kręgosłupa. Jej stan jest ciężki, a z powodu pozostałych obrażeń lekarze nie mogą jeszcze postawić jej na nogi. Przed panią Pauliną dalsze leczenie oraz długa i wymagająca rehabilitacja.
Niestety koszty powrotu do zdrowia i sprawności są ogromne. Dlatego uruchomiono zbiórkę na pomoc pani Paulinie. Zebrane środki zostaną przeznaczone m.in. na specjalistyczne leczenie, konsultacje lekarskie, rehabilitację, zakup leków i sprzętu rehabilitacyjnego oraz niezbędną opiekę. Kobieta będzie również potrzebowała profesjonalnego wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego, aby poradzić sobie z traumą po wypadku i śmierci ukochanego.
- Straciłam najbliższą mi osobę. Doznałam licznych złamań, w tym kręgosłupa. Obecnie nadal przebywam w szpitalu, ale niedługo będę mogła z niego wyjść. Wciąż jednak nie mogę chodzić. Przede mną długa droga do odzyskania sprawności. Pomaga mi rodzina, w tym siostra, która również zmaga się z chorobą. To tragedia całej naszej rodziny – mówi pani Paulina.
Dramatyczny apel pani Pauliny po tragedii w Jagatowie. „Żeby nikt inny nie musiał mierzyć się z tym, z czym teraz walczę ja”
Czasu nie da się cofnąć. Na drodze zginął człowiek, który nie zawinił. To bolesna przestroga dla wszystkich kierowców, którzy lekceważą przepisy ruchu drogowego. Pośpiech i niebezpieczne manewry mogą w jednej chwili doprowadzić do tragedii, której skutki pozostaną z bliskimi ofiar na całe życie.
- W tym miejscu często dochodzi do kolizji. Mieszkańcy od dawna mówili, że powinien stanąć tam fotoradar. Powinny zostać wprowadzone zmiany, aby podobna tragedia nigdy więcej się nie powtórzyła. Żeby nikt inny nie musiał mierzyć się z tym, z czym teraz walczę ja. Straciłam narzeczonego, najbliższą mi osobę. Moje życie runęło z dnia na dzień. Walczę o odzyskanie sprawności i siłę, żeby to wszystko przetrwać – dodaje pani Paulina.
Każdy, kto chce wesprzeć panią Paulinę w walce o powrót do zdrowia i sprawności, może wpłacić dowolną kwotę na zbiórkę dostępną pod tym linkiem.